Wielki, mały mistrz z Nikaragui odebrał pas IBF wagi super muszej rywalowi z Meksyku po trudnej, wyrównanej walce, ale jego wygrana nie podlegała dyskusji. Wcześniej „Chocolatito” był mistrzem wagi słomkowej, junior muszej i muszej.

 

Nie brakuje jednak głosów, że ten rajd w górę nie będzie dalej kontynuowany, bo już w starciu z Cuadrasem było widać, że  warunki fizyczne byłyby sporym ograniczeniem dla Gonzaleza, gdyby zdecydował się walczyć o pasy, np. w wadze koguciej. Tym bardziej, że w supermuszej są jeszcze rywale, tacy chociażby jak Japończyk Naoya Inoue (mistrz WBO),  którzy mogą sprawić mu poważny problem, gdyby doszło do takiej konfrontacji.

 

Carlos Cuadras jest niewiele wyższy od Gonzaleza, ma kilka centymetrów większy zasięg ramion , a przecież było to widoczne podczas tego fantastycznego pojedynku. "Czekoladka" ma bardzo wysoki współczynnik nokautów, z 46 wygranych walk aż 38 rozstrzygnął przed czasem, ale tym razem jego ciosy nie robiły na rywalu takiego wrażenia jak zwykle.

 

Carlos Cuadras to świetny pięściarz, doświadczony i pewny siebie, więc wygrana Gonzaleza jest tym bardziej cenna. Warto podkreślić, że Meksykanin do końca walczył o zwycięstwo, przegrał wprawdzie pierwsze rundy, ale od piątej pokazał, że to on broni tytułu i nie zamierza go oddać.

 

Tempo mistrzowskiej walki w Forum Inglewood było niesamowite, ale to charakterystyczne dla boksu prezentowanego przez Gonzaleza. Jego pressing i kombinacje powinny być pokazywane tym wszystkim, którzy chcą walczyć podobnie jak on. Ale Cuadras też ma swoje atuty. Imponuje łatwością zadawania ciosów w różnych płaszczyznach, potrafi kontrować, bić seriami z defensywy, przechodzić płynnie do kontrataków.

 

Tym razem jednak jego rywalem był pięściarz uważany za najlepszego bez podziału na kategorie, ktoś naprawdę wyjątkowy. Gdyby Cuadras miał nokautujące uderzenie, być może zatrzymałby wciąż głodnego sukcesów "Chocolatito", ale choć trafiał wielokrotnie swojego słynniejszego rywala czysto i precyzyjnie, to ciosy te nie robiły na nim większego wrażenia. A ten do końca nie zwalniał tempa. Druga część tego pojedynku stała jednak na bardzo wysokim poziomie, to był boks jaki zawsze z przyjemnością się ogląda, nawet jak walczą pięściarze najniższych kategorii.

 

Ostatnie starcie było kosmiczne, prawdę mówiąc trudno sobie wyobrazić lepsze, choć nikt nie padał, a sędzia nie miał nic do roboty. Meksykanin kontrował, przechodził do ataków, a Gonzalez nawet na chwilę nie zdejmował nogi z gazu. Gdyby tylko ta runda miała decydować o losach mistrzowskiego tytułu, werdykt mógłby iść w dwie strony, ale ta walka trwała 12 rund, a na pełnym dystansie wygrana "Chocolatito" jest jak najbardziej zasłużona. Cuadrasowi należą się wielkie brawa, jak najbardziej sobie na nie zasłużył, choć przegrał i stracił mistrzowski pas. Ale tacy jak on wracają i znów wygrywają.