Dortmundczycy przyjadą do Warszawy po porażce w Lipsku z beniaminkiem Bundesligi 0:1. Mimo to Tuchel nadal ma zaufanie do swoich podopiecznych i liczy, że ranga spotkania w Warszawie dodatkowo ich zmobilizuje. Sam w środę zadebiutuje w Lidze Mistrzów. - Gdy stanę w miejscu przeznaczonym dla trenera i usłyszę hymn rozgrywek to na pewno poczuję się szczególnie. W ten sposób spełni się bowiem mój dziecięcy sen - powiedział Tuchel.

 

Pozyskany latem z Bayernu Monachium Sebastian Rode uważa, że dobry start w Lidze Mistrzów będzie niezwykle ważny. - Warto zyskać dobrą zaliczkę przed kolejnym meczem, w którym za dwa tygodnie zagramy z Realem Madryt i obrońca trofeum podniesie nam poprzeczkę zdecydowanie wyżej - zauważył Rode.

 

Ostrożnie, choć z optymizmem, wypowiadał się też przed wylotem do Polski szef klubu Hans-Joachim Watzke: - Mamy co prawda do rozegrania sześć meczów, ale dobrze wygrać już w Warszawie.

 

Z kolei Marcel Schmelzer uważa, że Borussię czeka w środę trudna przeprawa. - Lipsk był przedsmakiem tego, co może nas czekać w Warszawie. Legia czekała 21 lat, by znowu zagrać w LM. Będzie tak samo zmotywowana, jak ekipa z Lipska przed pierwszym u siebie występem w Bundeslidze - ostrzegł Schmelzer.

 

Piłkarze Borussii oddali w Lipsku zaledwie osiem strzałów. Ustawienie przedniej formacji najbardziej spędza sen z powiek trenerowi Tuchelowi. - Brakuje nam w grze kilku drobnych elementów, które musimy poprawić. Pomogą nam w tym kolejne występy, których bardzo potrzebujemy. Musimy jako przebudowany zespół sprawdzić się w warunkach meczowego stresu - powiedział pomocnik Andre Schuerrle.

 

W niemieckiej ekipie zabraknie wciąż Marco Reusa, Svena Bendera i Erika Durma, a także Nuriego Sahina. Po zaleczeniu kontuzji kostki do dyspozycji trenera jest Kagawa, który może uporządkować grę w środku pola. Po urazie nosa doznanym w Lipsku gotowy do meczu jest reprezentant Niemiec Julian Weigl.