Mecz Legia Warszawa - Borussia Dortmund na pewno nie poszedł po myśli polskich kibiców, bo wicemistrz Niemiec szybko uwypuklił wszelkie braki w przygotowaniu do spotkania na najwyższym poziomie. Tak naprawdę wynik 0:6 jest najmniejszym wymiarem kary, bo gdyby skończyło się stratą ośmiu czy dziewięciu bramek, to nikt nie mógłby mieć pretensji. Częściowo jednak wzrok Europy może zostać odwrócony od samego rezultatu, bo na trybunach działy się karygodne rzeczy.

Już podczas hymnu Ligi Mistrzów z sektora fanów gospodarzy kibice odpalili race, łamiąc zakaz pirotechniki. Do tego doszły jeszcze obraźliwe okrzyki pod adresem przeciwnika oraz UEFA. W pewnym momencie pseudokibice Legii - niezainteresowani meczem - spróbowali przedostać się tam, gdzie znajdowali się sympatycy BVB. W związku z tym zaczęła się nieprzyjemna akcja - starcie z przedstawicielami ochrony. Stewardzi zostali potraktowani gazem, który został im ukradziony. Do tego doszły liczne ataki z zaskoczenia. Sytuacja była opanowana dopiero w ostatniej chwili.

Co oznacza takie zachowanie? Kary na pewno będą, bo być muszą, zwłaszcza że to nie pierwszy raz, kiedy pseudokibice Legii nie prezentują właściwego poziomy. Możemy spodziewać się konsekwencji finansowych oraz być może zamkniętego stadionu na kolejne domowe spotkania. I na nic zda się efektowna oprawa przygotowana przez prawdziwych fanów, bo to nie o tym będzie się mówiło przez najbliższe dni...

Legia zdążyła wydać już komunikat, w którym pisze, iż konsekwencja na pewno zostaną wyciągnięte.

Wobec wszystkich osób uczestniczących w naruszeniu porządku publicznego na Trybunie Zachodniej oraz w sektorze gości zostaną wyciągnięte bezwzględne konsekwencje.