„Chcielibyśmy zaistnieć na europejskiej arenie. Sponsorzy wymagają tego od nas. Naszym celem jest awans do fazy grupowej” - powiedział prezes szczecińskiego klubu Przemysław Majkowski.

 

By tak się stało szczecinianki muszą przebrnąć trzy rundy eliminacyjne rozgrywane systemem pucharowym. W tym roku bowiem zmieniły się zasady rozgrywania Pucharu EHF. Rozgrywki połączone zostały z Pucharem Zdobywczyń Pucharów. Wystartowało w nich 59 zespołów - w tym dwa polskie: Pogoń Baltica i Vistal Gdynia. Do fazy grupowej zakwalifikuje się 16 drużyn.

 

W pierwszej grają z Galiczanką Lwów. Nie pierwszy raz los skojarzył te zespoły. Dwa lata temu spotkały się w ćwierćfinale Challenge Cup. Wówczas oba mecze wygrały Polki: u siebie 29:28, we Lwowie 25:21. Ostatecznie szczecinianki dotarły wtedy aż do finału, w którym przegrały z francuskim Union Mios Biganos-Belges.

 

Teraz kluby ustaliły, że oba spotkania odbędą się na Ukrainie, formalnie w rewanżu rolę gospodyń będą pełniły Polki.

„Ukraiński zespół zmienił się od czasu, kiedy graliśmy z nimi. Do Nowego Sącza przeszły dwie wyróżniające się wówczas zawodniczki: Irina Stelmach i Tamara Smbatian. W ich miejsce pojawiły się nowe, o wcale nie gorszych umiejętnościach” - uważa asystent trenera Adriana Struzika Łukasz Kalwa.

 

Zdaniem Kalwy, by wygrać rywalizację z Ukrainkami, szczecinianki muszą zaprezentować we Lwowie pełnię umiejętności. Istotne znaczenie odegrać może też przygotowanie motoryczne do dwumeczu. W polskiej lidze gra się bowiem co tydzień, natomiast Galiczanka jest przyzwyczajona do grania dzień po dniu. Takim systemem bowiem toczone są rozgrywki w ukraińskiej ekstraklasie.

 

Zwycięzca rywalizacji Pogoni z Galiczanką, w drugiej rundzie zmierzy się z lepszym zespołem z pary Lugi HF (Szwecja) - Nykobink Falster (Dania). Pierwszy mecz tych zespołów wygrały Dunki 25:23.