Meksykanin jest postacią wyjątkową w bokserskim biznesie. To „kura znosząca złote jaja”, każda jego walka cieszy się ogromnym zainteresowaniem.  Sobotni pojedynek ze Smithem, który zakończył w dziewiątym starciu lewym hakiem na wątrobę, obejrzało na stadionie AT&T w Dallas 51420 osób. Poprzedni rekord oglądalności na tym obiekcie należał do Manny’ego Pacquiao i Joshuy Clotteya i ustanowiony został osiem lat temu.

 

Alvarez (48-1-1, 34 KO), który nie tak dawno oddał pas WBC w wadze średniej, by nie walczyć z Giennadijem Gołowkinem, wrócił do swojej „naturalnej” kategorii i odebrał tytuł Smithowi. Ten wprawdzie odgrażał się, że pokona faworyta, ale jak przyszło co do czego zabrakło mu argumentów.

 

Czego, by nie mówić o Alvarezie, to bardzo dobry pięściarzy, który potrafi boksować i nokautować, o czym boleśnie przekonał się chociażby Amir Khan, który wierzył, że szybkość uchroni go przed tak bolesną porażką.

 

Liam Smith (23-1-1, 13 KO) jest zupełnie innym typem zawodnika. Lubi atak, więc wydawało się, że od pierwszego gongu będzie próbował wywierać na Alvarezie presję. Ten jednak spokojnie poczekał na okazję i już na początku ostudził zapędy Anglika. Później metodycznie rozbijał go ciosami na korpus. Kwestią czasu było, kiedy sędzia Luis Pabon go podda, Smith był przecież dwukrotnie liczony. Zrobił to pod koniec dziewiątego starcia, gdy Alvarez trafił kolejnym, precyzyjnym lewym hakiem w okolice wątroby.

 

Warto podkreślić, że w drugiej rundzie Alvarez uszkodził sobie prawą rękę uderzając w głowę rywala. Od tego momentu mógł już tylko polegać na lewej pięści. Jak widać z dobrym skutkiem.

 

PO walce Meksykanin chwalił swojego przeciwnika, mówił, że jest twardy i ambitny, ale i tak najważniejsze pytanie dotyczyło Gołowkina. „Canelo” zapewnia, że w każdej chwili jest gotowy na starcie z Kazachem, ale to tylko słowa. Wszystko wskazuje na to, że dojdzie do niej  najwcześniej we wrześniu przyszłego roku, choć nie brakuje pesymistów, którzy nie wierzą i w taki scenariusz.  Ich zdaniem „Cynamon” nigdy nie podejmie ryzyka i będzie omijał Gołowkina szerokim łukiem. Jedno jest pewne, jeśli jednak dojdzie do takiej walki będziemy mieć do czynienia z największym bokserskim wydarzeniem od pojedynku Manny’ego Pacquiao z Floydem Mayweatherem Jr. Warto więc trochę poczekać.