Prowadzona przez Kijewskiego reprezentacja na Eurobaskecie 1997 w Barcelonie zajęła siódme miejsce i była bliska awansu do finałów mistrzostw świata. Od tamtej pory kolejne drużyny narodowe nie poprawiły tego wyniku. - Teraz jest szansa, że już na przyszłorocznych mistrzostwach powalczymy o czołową ósemkę. Najważniejsza jest atmosfera w zespole. Gdy zostanie w nim wypracowana właściwa chemia, to już połowa sukcesu, a tak jest w obecnej drużynie, mimo osłabień. Myślę, że moje siódme miejsce z Barcelony zostanie pobite. Bardzo bym się z tego cieszył – powiedział były znakomity koszykarz i szkoleniowiec, m.in. Anwilu Włocławek czy Prokomu Gdynia.

 

W ostatnim meczu kwalifikacji biało-czerwoni rozgromili w Tartu Estończyków 94:53 i awansowali do Eurobasketu 2017 z pierwszego miejsca w grupie D. Zdaniem Kijewskiego, o ich wyjazdowym popisie zadecydowała przede wszystkim defensywa i perfekcyjnie realizowana taktyka. - Najważniejsze, że po jednym słabym meczu – sam byłem bardzo zaskoczony wysoką porażką z Białorusią w Toruniu - zespół potrafił się zmobilizować. To optymistyczny fakt, że na ciężkim terenie potrafił zewrzeć szyki, a sukces wynikał z obrony i mądrości. Szukaliśmy gry spod kosza: do środka i na zewnątrz. W ten sposób znajdowaliśmy pozycje rzutowe – ocenił.

 

Zwrócił uwagę, że Estończycy, mający przed tym spotkaniem teoretyczne szanse na awans, nie wytrzymali obciążenia psychicznego. - W ich koszykarskim systemie, jak nie idzie w rzutach za trzy, to mają problemy. Dlatego, że brakuje w zespole wysokich zawodników, grających tyłem do kosza. Chyba dopiero w ostatniej kwarcie, gdy wynik już dawno był przesądzony, rzucili cztery trójki, a przez trzy poprzednie zaledwie dwie - skomentował.

 

Polską drużynę Kijewski pochwalił przede wszystkim za zespołowość. - W Toruniu słabo zagrali wszyscy. Nie było kogo wyróżnić. Trzy dni później ręce same składały się do oklasków. Każdy kto wchodził na parkiet coś dawał. Slaughter, Ponitka, Zamojski, dobrze rozgrywał Koszarek, ale przede wszystkim broniliśmy. Pomysły trenera, żeby przekazywać w defensywie wszystkich graczy sprawiały im wiele problemów. Dlatego wyszliśmy w piątce z Czyżem, żeby bronił obwodowych zawodników - analizował.

 

W przekroju całych eliminacji podkreślił dobre wpasowanie się do drużyny Macieja Lampego, który znalazł się w niej po dłuższej nieobecności. -Jestem pozytywnie zaskoczony funkcjonowaniem zespołu, tym bardziej, że w grach kontrolnych nie za bardzo to wyglądało. Na najważniejsze mecze zawodnicy się jednak zmobilizowali - zauważył.

 

Kijewski podkreślił, że dla koszykówki mogą nadejść lepsze lata. - To może być wspaniały okres dla dyscypliny. Jak pamiętam 1997 rok, po naszym występie w Barcelonie od razu znaleźli się sponsorzy, było duże zainteresowanie koszykówką. Gdy dobrze gra kadra narodowa, to na drugi plan schodzą inne rozgrywki. Reprezentacja jest wykładnikiem popularności dyscypliny - zauważył.

 

61-letni szkoleniowiec pierwszą reprezentację koszykarzy prowadził w latach 1993-1998, wydobywając ją z najniższego europejskiego poziomu aż do ćwierćfinału ME. Pracował także w klubach, zdobywając medale mistrzostw Polski z Lechem Poznań, Anwilem Włocławek czy Prokomem Treflem Sopot, z którym sięgnął m.in. po cztery krajowe tytuły. Obecnie jest prezesem pierwszoligowego Biofarmu w rodzinnym Poznaniu. - Utrzymaliśmy się w lidze po barażach ze Śląskiem Wrocław. Na ostatnim, decydującym meczu – nie w Arenie, ale w hali Politechniki – już były pełne trybuny. Odbudowujemy wszystko od podstaw. Po raz pierwszy będziemy mieli obsadzone wszystkie rozgrywki młodzieżowe. Współpracuję również w Komisji Młodzieżowej PZKosz. Cały czas jestem pochłonięty koszykówką - zakończył.