Zawody w Sztokholmie będą dla Amerykanina występem numer 200 w serii Grand Prix rozgrywanej od 1995 roku, w której Hancock opuścił zawody tylko jeden raz, przed dwoma laty, w duńskim Vojens z powodu kontuzji.

 

"To jest dobry okrągły wynik, lecz, mimo że jestem już starcem w tym sporcie, zamierzam go podwyższyć, ponieważ jeszcze nie myślę o końcu kariery. Tak długo jak będę się dobrze czuł fizycznie i żył chęcią zwyciężania - będę startował" - powiedział 46-letni żużlowiec na antenie kanału telewizji SVT w reportażu zatytułowanym "żużlowy człowiek z żelaza".

 

W środę i czwartek Hancock jeździł motocyklem po centrum Sztokholmu promując sobotnie zawody. Udzielał wywiadów i rozdawał autografy rozmawiając z kibicami po angielsku i po szwedzku.

 

"Stadion, na którym w sobotę odbędą się zawody, to mój ulubiony tor. Uważam, że to najlepszy kryty obiekt w całej serii. Czuję się psychicznie naładowany i oczywiście myślę o zwycięstwie, zwłaszcza, że na trybunie będzie siedział mój ojciec Bill, który przyleciał z Kaliforni. W tej dzielnicy (Solna) mieszkałem przecież aż siedem lat, przed wyprowadzką na wieś. Mam tylko nadzieję, że przyjdzie dużo widzów. Liczymy, że będzie to 30 tysięcy, a przy takich trybunach i atmosferze jeździ się dobry speedway".

 

Obecnie żużlowiec mieszka w Nortaelje, 68 kilometrów na północ od Sztokholmu, ożeniony ze Szwedką Jennie, z którą ma trzech synów. "Szwecja to moja druga ojczyzna. Tutaj, w środku wspaniałej przyrody, odpoczywam psychicznie z rodziną i ładuję baterie na następne zawody" - podkreślił trzykrotny mistrz świata (1997, 2011 i 2014).