Były reprezentant Polski przejął Lechię 13 stycznia i pod jego wodzą biało-zieloni zajęli w ekstraklasie piąte miejsce. Po dziewięciu kolejkach tego sezonu drużyna plasuje się na drugiej pozycji, mając tyle samo punktów co liderująca Jagiellonia Białystok – 19.

 

Nowak przedłużył kontrakt dwa dni po tym, jak gdańszczanie niespodziewanie odpadli po rzutach karnych w Niepołomicach w 1/8 finału Pucharu Polski z szóstym zespołem drugiej ligi Puszczą.

 

„Szkoda tego spotkania, bo mogliśmy w tych rozgrywkach zajść wysoko. W tym meczu realizowaliśmy swój plan i nie graliśmy może efektownie, ale nie było też takiego momentu, w którym coś nie funkcjonowało. W drugiej połowie strzeliliśmy gola i sądziliśmy, że nic złego nam się nie stanie. Tymczasem przydarzył się niepotrzebny rzut karny i gospodarze doprowadzili do remisu. Uważam, że w tej sytuacji Steven Vitoria mógł się jednak inaczej zachować. Podobnie jak arbiter, bo moim zdaniem przewinienia nie było. Takie spotkania się jednak zdarzają. Teraz przed nami ligowe spotkanie, na którym musimy się skupić” - stwierdził szkoleniowiec biało-zielonych.

 

W sobotę o gdańszczanie zmierzą się na własnym stadionie z Ruchem, który przegrał dwie ostatnie konfrontacje w Chorzowie – w ekstraklasie 0:1 z Bruk-Bet Termalicą Nieciecza oraz także w środę 0:3 z Lechem Poznań w krajowym pucharze.

 

Przed tym meczem Nowak podkreślił, że Lechia z rundy rewanżowej minionego sezonu i Lechia z obecnych rozgrywek znacznie się różnią, a związane jest to z sytuacją w tabeli.

 

„Wcześniej przyszło nam gonić czołówkę i żeby wejść do górnej ósemki musieliśmy ryzykować. Graliśmy ofensywnie i widowiskowo, ale przy okazji nadziewaliśmy się na kontry i rywale strzelali nam gole. Teraz gramy mądrzej i jesteśmy bardziej odpowiedzialni. Prezentujemy futbol wyrachowany i zbalansowany, dzięki czemu nie tracimy już tylu bramek co poprzednio. Generalnie jednak nasza filozofia nie zmieniała się, bo nadal chcemy być efektowni i efektywni" – przyznał.

 

Pod znakiem zapytania stoi występ w sobotnim meczu kontuzjowanych pomocników, Bułgara Simeona Sławczewa oraz Bartłomieja Pawłowskiego. W meczowej „18” ponownie może również zabraknąć miejsca dla innego zawodnika środka pola Sebastiana Mili, który w tym sezonie nie zagrał w żadnym spotkaniu.