Mike Tyson: „Byłem stuprocentowym kokainistą” – pisze w swojej książce Mike Tyson, wspominając czasy jak zaczął próbować „kokę” jako jedenastoletni chłopak. Narkotykowe imprezy były już od 1989 roku, na przykład przed walką z Frankiem Bruno w Las Vegas, czymś normalnym.  Przed szokującą porażką w 2004 roku z Danny Williamsem, kokaina była częścią jego obozu przygotowawczego. Rok później, kiedy przegrał z Kevinem McBride, dieta „Żelaznego” składała się z Hennessy, morfiny, Marlboro, leków na depresję, środków na potencję i kokainy. Ta ostatnia miała wiele wspólnego z jego zachowaniem na  niesławnej konferencji prasowej poprzedzającą walkę z Lennoxem Lewisem (2002). 200 tysięcy kary, które Tyson zapłacił po unieważnieniu zwycięstwa (wykryta marihuana) nad Andrzejem Gołotą w 2000 roku, tłumaczy brakiem... sztucznego penisa. Kiedy trzeba było poddać się testom, jeden z jego ludzi zawsze miał przy sobie „sikacza” wypełnionego wolnym od narkotyków moczem. Aż trudno sobie wyobrazić jak wyglądałaby kariera fenomenalnego,  najmłodszego mistrza świata wagi ciężkiej WBA/WBC/IBF bez kokainy. Na pewno byłaby dłuższa.

 

Aaron Pryor: Chyba największa z ofiar kokainy. W ciągu kilku lat Pryor, z wielkiej gwiazdy stał się pięściarskim bumem. Stracił nie tylko motywacje do walk, ale także szanse na wielkie pojedynki. Zamiast planowanej superwalki z Sugar Ray Leonardem, był smutny pojedynek znieszczonego narkotykiem Pryora z nie dorastającym mu do pięt umiejętnościami Bobby Joe Youngiem.

 

Pernell Whitaker: Kiedy kokaina stała się dla jednego z najlepszych techników w historii boksu problemem, Whitaker był już uznaną wielkością. Ale kibice zawsze będą sobie zadawać pytanie jak bezkokainowy „Sweat Pea” wypadłby w walkach z Oscarem De La Hoyą czy Felixem Trinidadem? Czy nawet po trzydziestce, będąc „czysty”, nie mógłby nawiązać walki z takimi późniejszymi mistrzami jak Carlos Baldomir, Corey Spinks czy nawet Zab Judah?

 

Leon Spinks: Wtajemniczeni twierdzą, że Spinks miał zawsze problem z kokainą. „Baletowy” styl życia sprawił, że droga od mistrza świata wagi ciężkiej do jednego z najgorszych pięściarzy tej kategorii wagowej była bardzo szybka. Mógł wygrać rewanż z Muhammadem Ali, dać lepszą walkę Larry Holmesowi. Mógł.

 

Michael Dokes: Kiedy Dokes, jeden z najszybszych ciężkich swojej ery był na szczycie, problem z kokainą był już poważny. Do legendy przeszła mowa obronna jego adwokata, który odrzucając zarzuty, że jego klient złapany z kilogramem kokainy jest handlarzem, powiedział: „Michael Dokes kupuje kokainę tak, jak my ziemniaki. Na kilogramy”. Dokes, nawet wyniszczony kokainą dał wielką walkę młodemu Holyfieldowi. A bez niej?

 

Michael Nunn: Mógł być jednym z wielkich. Szokująca wygrana z Frankiem Tate, KO na Kalambay’u zrobiły z niego gwiazdę. Zaczęły się problemy z kokainą, słaba obrona przeciwko Iran’owi Barkley’owi, jeszcze gorsza przeciwko Donaldowi Curry. Kiedy James Toney dokończył dzieła zniszczenia, Nunn był już tylko cieniem pięściarza z mistrzowskich walk.

 

Oliver McCall: Jeden z najbardziej naturalnych ciężkich, z potwornie silnym pojedynczym nokautującym ciosem w historii boksu.  Przemiły – jak widzieliśmy w Polsce - człowiek. Trudno jednak zapomnieć różnicę pomiędzy Oliverem z pierwszej walki z Lennoxem Lewisem do rewanżu. Bez nałogu, byłby w latach 90 w elicie ciężkich, mógł zarobić miliony walcząc z Mike Tysonem, może zamiast Lamona Brewstera byłby na ringu przeciwko Władimirowi Kliczko.

 

Johnny Tapia:  Tapia miał wiele problemów, ale ludzie bliscy jego życiu zwracali uwagę na fakt, że ucieczka w kokainę była dla niego czymś normalnym. Ciągle był w stanie walczyć na niesamowitym, godnym Bokserskiej Galerii Sław poziomie, ale przerwy spowodowane nałogiem (nawet trzyletnie) wykończyły jego organizm. Zwłaszcza, że miały miejsce, kiedy był u szczytu kariery.