Dyrektor sportowy FC Kopenhaga wpadł na pomysł, by utworzyć alternatywną Ligę Mistrzów. Tak zwaną Ligę Atlantycką. Zrzeszałaby ona kluby z północy Europy - skandynawskie, szkockie i te z krajów Beneluksu. Mowa więc o stosunkowo znanych markach, jak Ajax, Feyenoord, PSV, Celtic Glasgow, czy - powiedzmy - Rosenborg Trondheim.

Jest to reakcja na ostatnie sygnały z UEFA, jakoby Liga Mistrzów stała się areną walk głównie klubów z pięciu najlepszych lig Europy. W ich ręce ma trafić bowiem aż 27 z 32 miejsc w elicie. Legia Warszawa, ale i wspomniane kluby z północy, walczyłyby o pozostałe pięć pozycji.

– Jeśli nie będziemy działać tu i teraz, z roku na rok największe kluby będą coraz mocniejsze i bogatsze. Nie jesteśmy w stanie dotrzymać im kroku rywalizując w tych samych rozgrywkach, więc nasz własny turniej mógłby nadać nam tempa rozwoju – zauważa Anders Horsholt, dyrektor sportowy kopenhaskiego klubu.

Choć pomysł wydaje się kwestią lat, jeśli nie dziesięcioleci, Duńczycy zaczęli już nawet prowadzić rozmowy. Horsholt kontaktował się ponoć z przedstawicielami Rangersów, Celtiku, PSV, Feyenoordu, Ajaksu, Clubu Brugge, Anderlechtu, Rosenborga i Malmoe. Czy przyjdzie czas także na Legię Warszawa?

– Jest za wcześnie, by doprecyzować model tych rozgrywek, ale w wielu klubach prowadzone są już rozmowy na temat ewentualnego uczestnictwa. Duński futbol potrzebuje „miejsca przy stole", gdzie dyskutuje się na temat przyszłości futbolu – podkreśla Horsholt.

Cała ta sytuacja to pośrednio efekt zmiany na czele UEFA. Gianni Infantino w przeciwieństwie do Michela Platiniego, który zliberalizował zasady kwalifikacji do LM dla słabszych klubów, ma nieco bardziej konserwatywne spojrzenie na pojęcie "wielkiego futbolu". Co z tego wyniknie? Za wcześnie, by wróżyć, ale determinacja Horsholta może robić wrażenie. A gra toczy się przecież o dziesiątki milionów euro.