Analiza włoskiego dziennikarza rozpoczyna się od słów: "Marciniak od zawsze walczy z włoskimi klubami". Do czego piją Włosi? Otóż do tego, że w dwóch poprzednich meczach, gdy polski sędzia międzynarodowy rozstrzygał pojedynek włoskiego zespołu w Lidze Mistrzów, także podejmował kontrowersyjne decyzje. W grudniu minionego roku Juventus przegrał 0:1 z Sevillą, przez co stracił pierwsze miejsce w grupie. Z kolei w ostatniej rundzie tegorocznych eliminacji Polak pokazał graczom Romy dwie czerwone kartki, a Rzymianie nie dostali się do prestiżowych rozgrywek kosztem FC Porto.

- Pierwszą ważną decyzję Marciniak podjął w 34. minucie, gdy Bonucci złapał w pas Yangę Mbiwę i powalił go na oczach sędziego - pisze Dolci, nie mając wątpliwości, że wybór naszego sędziego był słuszny. Podyktowany przez Marciniaka rzut karny obronił jednak Gianluigi Buffon. - W 45. minucie Bonucci znowu ostro walczył jednak z Yangą Mbiwą, a ten ostatni dotknął piłki pachą. Po tej akcji pozostały tylko wątpliwości, bo sędzia nie zareagował na całe zdarzenie - czytamy w analizie.

Największe pretensje Włosi mają jednak o kilka sytuacji z drugiej połowy. - Najpierw Marciniak okazał Darderowi, który ostro potraktował Pjanicia, łaskę, dając mu tylko żółtą kartkę. Tymczasem łatwo mógł podjąć decyzję o usunięciu go. A już za chwilę Lemina musiał opuścić boisko... Kilka chwil później sędzia połknął z kolei gwizdek, nie przyznając rzutu wolnego, po ewidentnym ataku Diakhaby'ego na Higuaina... - kontynuuje włoski dziennikarz.

Dolci nazywa Marciniaka kontrowersyjnym arbitrem. - Jego postawa w niektórych przypadkach pozostawiała wiele do życzenia, zwłaszcza w przypadku faulów piłkarzy Lyonu, które ewidentnie nie były karane - twierdzi. Ciekawe tylko jaka byłaby opinia Dolciego, gdyby nie był Włochem...