Do tego Cracovia przystępowała zapewne z wielką nadzieją na odniesienie pierwszego wyjazdowego zwycięstwa w tym sezonie. Powodów było kilka. Atuty po stronie Cracovii to: dobra forma drużyny Jacka Zielińskiego w ostatnim czasie (zwycięstwa 6:0 z Koroną i 1:0 z Wisłą Płock) i brak kłopotów kadrowych (jeśli nie liczyć kontuzjowanego od dłuższego czasu Pawła Jaroszyńskiego, ale za niego grał Tomasz Brzyski).

 

Do tego dochodziła jeszcze dziwna niemoc Śląska na własnym obiekcie. Drużyna Mariusza Rumaka jeszcze w tym sezonie u siebie nie wygrała i zdobyła tylko dwa gole: jednego z rzutu karnego, a drugiego po strzale samobójczym. Śląsk zagrał dobre spotkani, był bardzo blisko zwycięstwa, ale dał sobie je wyrwać w ostatniej sekundzie.

 

Świetnie grał duet Ryota Morioka - Peter Grajciar. Japończyk dwa razy asystował, a Słowak dwa razy strzelał. Za pierwszym razem Japończyk znakomicie wypuścił w bój Grajciara, ten popędził samodzielnie na bramkę Cracovii i uderzył z 16 metrów. Piłka odbiła się od nogi obrońcy i wpadła do bramki. Drugi gol padł po pięknym zagraniu Morioki, który ruletą minął Brzyskiego, a akcję zakończył Grajciar.

 

Cracovia atakowała, zdobyła bramkę po strzale głową Miroslava Covilo, ale wydawało się, że z Wrocławia wyjedzie bez punktu, bo dobrze bronił Lubos Kamenar. Wtedy, w ostatniej akcji meczu piłkę spod bramki wykopał Grzegorz Sandomierski, żeby jego koledzy spróbowali oddać strzał. Najsprytniejszy okazał się Erik Jendrisek, który przepchnął się między obrońcami i padł w polu karnym. Sędzia podyktował rzut karny. Sytuacja była kontrowersyjna, bo chociaż Augutsto położył rękę na ramieniu napastnika Cracovii, to wydaje się, że Jendrisek potknął się sam. Jedenastkę wykorzystał Damian Dąbrowski, a arbiter nawet nie pozwolił wznowić gry od środka boiska.

 

Śląsk Wrocław - Cracovia 2:2 (1:0)

 

Bramki: Grajciar (7, 57) - Covilo 64, Dąbrowski (90 karny)