Czarna seria polskich sędziów trwa! Po nieprawidłowych decyzjach w Ekstraklasie - rzucie karnym na Małeckim czy spalonym przy golu Hamalainena przyszła kolej na Puchar Polski. W ćwierćfinale rozgrywek skazywany od wielu rund na pożarcie zespół GKS-u Jastrzębie mierzył się z drugoligowymi Wigrami Suwałki i po raz kolejny nie był faworytem. Tuż przed przerwą przy stanie 1:0 dla gości doszło do skandalicznej sytuacji.

Zawodnik trzecioligowego GKS-u Jastrzębie, Wojciech Canibol powinien dostać żółtą kartkę za symulowanie w polu karnym Wigier, bowiem padł jak rażony prądem mimo braku kontaktu z bramkarzem rywali, Karolem Salikiem. Sędzia spotkania dał się jednak nabrać i wskazał na wapno. Skutkiem błędnej decyzji był gol wyrównujący dla gospodarzy zdobyty z jedenastu metrów przez "poszkodowanego". W przerwie goście byli wściekli i rzucili się z pretensjami do arbitra, ten jednak nie mógł już zmienić pochopnej decyzji.

 

Dla sędziego Kornela Paszkiewicza mecz "na szczęście" skończył się zwycięstwem przyjezdnych, więc mogą oni w pewnym stopniu zapomnieć o jego błędzie.