Tomaszewski zaprosił nas do swojego domu w Łodzi. Tam przez kilka godzin rozmawialiśmy o wyborach w PZPN, nowym-starym prezesie Zbigniewie Bońku i jego planie na nową kadencję. Zapis tej rozmowy ukazał się także w audycji „Przy niedzieli o sporcie” w Radiu TOK FM.

 

Przemysław Iwańczyk: Cieszy się Pan z wyniku wyborów na szefa PZPN?

Jan Tomaszewski: Tak, cieszę się, bo to będzie kontynuacja czegoś dobrego. Tylko przypomnę, że cztery lata temu, w styczniu 2012 r., pół roku przed Euro, zabrałem głos na komisji sejmowej i zwróciłem się z wnioskiem do ministra sportu o ustanowienie kuratora. Uważałem, że ta impreza była organizowana w sposób katastrofalny. Zostałem jednak przez słynną panią ministrę i między innymi kolegów Czarka Kucharskiego przegłosowany, nie wprowadzono kuratora. Odnieśliśmy najbardziej kompromitującą porażkę w historii polskiego futbolu, zajęliśmy czwarte miejsce w najsłabszej grupie Euro. Na tej samej komisji zaproponowałem, by komisarzem był właśnie Zbyszek Boniek. Nie przyjęli tego. Później, kiedy Zbyszek został wybrany w 2012 r., powiedziałem we wszystkich mediach, że to będzie data ważniejsza od 17 pażdziernika 1973 r., kiedy zremisowaliśmy z Anglią na Wembley. Wówczas powiedziałem, że jeśli będzie działał transparentnie, gwarantuję, że będziemy dumni z naszych piłkarzy. Tak się stało.

Teraz, przed piątkowym walnym zgromadzeniem byłem dumny z tego, co prezentują moi koledzy. Boniek namaścił profesjonalistę Adama Nawałkę, który wyprowadził naszą drużynę z 70. miejsca do pierwszej dwudziestki, natomiast Boniek z Polskiej Federacji Futbolu - bo tak nazywam nowy związek, nie chcąc mówić o nim PZPN - spowodował, że mamy transparentne działania przez cztery lata, że afer, od których mnożyło się w drużynie i wśród działaczy, już nie ma. Jest zaufanie do związku jak i drużyny narodowej.

Skąd w Panu ta metamorfoza? Dotychczas był Pan postrzegany jako wywrotowiec i wtedy też rządzili pańscy koledzy z boiska, np. Grzegorz Lato. Nagle zaczął pan się jawić jako sprzymierzeniec Bońka. Co się stało? Ludzie nie poznają Jana Tomaszewskiego.

Poznają, poznają… Uzurpowałem sobie prawo bycia rzecznikiem polskiej piłki. Mogłem sobie na to pozwolić, mieliśmy sukcesy z trenerem Górskim. Mówiłem swoje zdanie, z którym działacze związku się nie zgadzali. Miałem ich gdzieś, bardzo szanowałem mojego kolegę z boiska Grzegorza Latę i wydrapałbym komuś oczy, gdyby powiedział, że Lato był słabym piłkarzem. Dzięki niemu przeżyłem wiele świetnych chwil, grałem w drużynie, w której on grał pierwsze skrzypce. Natomiast zawsze uważałem, że nie nadaje się na prezesa związku i to podtrzymywałem. Dalsze jego działania potwierdziły niestety moje przypuszczenia, ale przez to PZPN stał się najbardziej znienawidzoną instytucją w opinii publicznej. I to nie ja to spowodowałem, jedynie komentowałem. Zaproponowałem komisję, aby zakończyć tę patologię. Wszystkie afery, które były, powodowały, że na mecze reprezentacji przychodziło po pięć tysięcy osób, a najsłynniejszą przyśpiewką było obrażanie PZPN. Nie można dopuścić do takiej sytuacji, bo to niszczy piłkę. Proponowałem, by przed Euro trenerem był Henryk Kasperczak, który miał świetny plan i powiedział, że będzie pracował praktycznie za darmo, ale jeżeli dojdzie do ćwierćfinału Euro, będzie żądał sowitej zapłaty. Wybrano inaczej, a ja w pewnym momencie powiedziałem, że brzydzę się polskiego związku i nie oglądałem tej żenady w mistrzostwach Europy 2012. Telewizje za mną jeździły i fotografowały, czy faktycznie nie oglądam meczów. Nie oglądałem, bo to nie była moja drużyna i w moim odczuciu narodowa.

Zawsze mówiłem, że Polacy nie gęsi i swój futbol mają. Na czym to polega? Na tym, że nasi juniorzy w tamtych czasach, U-15, U-18 zdobywali medale na Euro, czyli mieliśmy utalentowaną młodzież. Śmiało mówię, czym się mogę narazić wielu osobom, że nasza młodzież ma lepsze zdolności niż niemiecka, bo nasze dzieci to cwaniaki, których potrzeba do futbolu. Oni w tych kategoriach wiekowych odnosili sukcesy, a potem w seniorach dostawali baty od tych samych rówieśników. O czym to świadczyło? O katastrofalnym szkoleniu, bo szkoliliśmy pod wynik. Nie interesują mnie wyniki w młodzieżówkach, a liczba zawodników w kadrze przechodzących z juniorów.


Przy okazji, nie zgadzam się z Adamem Nawałką, że odesłał Bartosz Kapustkę z powrotem do młodzieżówki. To jest reprezentant drużyny narodowej seniorów i to zesłanie może się odbić na jego charakterze. Jeśli zawodnik gra już w pierwszej drużynie, to ma tam zostać. Przykłady? Rooney, Owen, czy nasz Włodek Lubański. Debiuty w wieku 17 lat i nikt nie wpadł na to, by oni grali jeszcze w młodzieżówkach. W takiej Argentynie zawodnicy w młodzieżówkach grają raczej słabo, a w seniorach odnoszą sukcesy. Dam przykład namacalny; Jurek Engel w 2002 r. jechał na mundial do Korei i Japonii. Zabrał swoich zawodników, ale rok wcześniej juniorzy zdobyli mistrzostwo Europy do lat 19. Brożek, Golański, Mila, Kaźmierczak. Żadnego z nich nie wzięto do drużyny, żeby ich ogrywać. W 2010 r. Niemcy pojechali na mundial do RPA, a w 2009 r. drużyna do lat 19 zdobyła mistrzostwo Europy. Goetze, Muller, Khedira, Ozil. Natychmiast trener drużyny niemieckiej wziął ich na wielką imprezę i 20-latkowie zaczęli rządzić piłką europejską. Tak się właśnie szanuje młode talenty.

W piątek stało się dobrze dla polskiej piłki, że wygrał Boniek?

Naturalnie, że tak.  Innego wyjścia nie było. Był wybór, czy chcecie powtórki z rozrywki, czy kontynuacji sukcesów.

Jest Pan wierzący?

Tak, jestem. Praktykuję, kiedy mogę, kiedy mam czas i nie wyrzekałem się tego. W latach 70., kiedy była komuna, zawsze żegnałem się, dotykałem murawy, a po mundialu zostałem zaproszony we Wrocławiu, by podpisać się na plakacie i napisałem „Zawsze z Bogiem. Jan Tomaszewski”.

Pytam, bo wyidealizowaliśmy wszyscy Bońka na obraz Boga. Osoby nieomylnej i wielkiej. Niech Pan znajdzie chociaż jedną jego wadę, bo środowisko się spolaryzowało. Nie ma stanów pośrednich, są ludzie z miłością do Bońka i nienawiścią. Widzi Pan w nim choć jedną wadę?

Tak, zaraz o nich powiem. Ale ci, którzy widzą go źle, niech przypomną sobie, co było cztery lata temu. Teraz mecz drużyny narodowej jest świętem. Uważam, że Zbyszek powinien w tej kadencji bardziej chronić młodych piłkarzy. Byśmy nie poszli w ślady Anglików. Oni mają najlepszych piłkarzy świata w lidze, ale w reprezentacji nie mają. Za dużo jest tam obcokrajowców i wydaje mi się ,że Zbyszek w porozumieniu z Ekstraklasą powinien wprowadzić coś, co zawsze postulowałem. Model, który powoduje grę co najmniej dwóch juniorów w drużynie. Bylibyśmy co roku mistrzami świata juniorów w żużlu? Dlaczego? Wprowadzono zapis, że w lidze rywalizują juniorzy i dzięki temu to się przekłada na seniorskie rozgrywki. My takich „Kapustków”, mamy bardzo wielu, ale to trzeba wykorzystać. Sprawa druga, wydaje mi się, że rozgrywki ligowe nie mogą mieć podziału punktów. Nie można grać  w pewnych meczach o inną wartość punktową, a w późniejszej fazie jedna drużyna gra trzy mecze u siebie, a cztery na wyjeździe i na odwrót.