Łukasz Kadziewicz: Podczas transmisji zastanawialiśmy się z Tomkiem Swędrowskim, czy jeszcze możemy powiedzieć o Tobie: młody polski zawodnik?

 

Łukasz Kaczmarek: Jak najbardziej, wciąż czuję się bardzo młodo.

 

Dwa lata temu zastanawiałeś się, jak pokonać Wrześnię, Suwałki, Zawiercie. Dziś wychodzisz na Bełchatów, Kędzierzyn-Koźle, Rzeszów... Ten przeskok ligowy był naprawdę tak duży?

 

Tak, naprawdę jest bardzo duży. Różnica między pierwszą i drugą ligą, a PlusLigą jest kolosalna. Gra się tu z zawodnikami klasy światowej, takimi jak choćby Mariusz Wlazły, Bartosz Kurek. Przed laty oglądałem ich w telewizji i marzyłem o ich autografach, a teraz mierzę się z nimi. Jest to dla mnie niesamowite przeżycie i cieszę się, że mogę rywalizować z nimi na boisku.

 

Dzień zawodnika PlusLigi bardzo różni się od tego, co przeżywałeś w Wałbrzychu? Inny model treningu? Większa ilość, inny rodzaj zajęć na siłowni? Czy w tych technicznych sprawach, których nie widać w telewizji, której nie znają kibice, w ekstraklasie jest inaczej?

 

W Victorii Wałbrzych, w której grałem w II i I lidze trafiłem na takiego trenera, który przykładał dużą wagę i do siłowni, i do treningów, trenowaliśmy więc bardzo dużo. W PlusLidze jest większy sztab trenerski, statystycy itd. Przeskok był bardzo duży, ale chyba nie jeśli chodzi o sam trening. Jestem teraz bardzo zadowolony ze współpracy z trenerem, który poświęca mi bardzo dużo czasu, ma do mnie dużo cierpliwości, można z nim zostać po treningu, porozmawiać i doszlifować jakiś element. 

 

Długo zastanawiałeś się nad ofertą z Lubina? To była dla Ciebie jedyna propozycja z PlusLigi?

 

Nie była to jedyna oferta...

 

Byłeś rozchwytywany?

 

Może nie rozchwytywany (śmiech), ale było jeszcze kilka ofert. Mój znajomy Łukasz Karpiewski rozmawiał z Pawłem Szabelskim, który był wówczas drugim trenerem w Cuprum i powiedział mi, że warto tu przyjść. Przekonał mnie trener, który potrafi wiele nauczyć i ma dobre wyniki w PlusLidze. Nikt nie mówi, że grają tu słabi zawodnicy, ale porównując nasz budżet z czołowymi klubami, to myślę, że naprawdę zrobił tu świetną robotę. Nie żałuję, że tu przyszedłem, chciałem trafić na dobrego szkoleniowca, bo to jest naprawdę bardzo ważne.

 

Mówisz to dzisiaj, będąc zawodnikiem pierwszej szóstki, w momencie, gdy Twój zespół zajmuje miejsce w górze tabeli. Ale w pierwszym sezonie, gdy przyszedłeś jako przyjmujący, pierwsze 10-12 kolejek oglądałeś z kwadratu dla rezerwowych. Nie miałeś wówczas momentów zwątpienia?

 

Trener Gheorghe Cretu preferuje styl włoski. Wielu zawodników mówi, że gdy on wypatrzy sobie jakąś szóstkę, stara się nie ściągać od razu zawodników. Ja po tych kilku meczach nie składałem broni.  Trener mówił mi, że dobrze pracuję na treningach, ale nie wpuścił mnie od razu na głęboką wodę. Wszedłem najpierw na jedną zagrywkę, potem na trzy, na pół seta, potem na seta i tak stopniowo, stopniowo, aż przyszedł mecz z Bielskiem, w którym zagrałem od drugiego seta do samego końca. Przegraliśmy 1:3, ale dzień po meczu trener stwierdził, że chciałby bym w meczu z Rzeszowem zagrał na ataku. Odpowiedziałem, że to decyzja trenera, a ja dam z siebie wszystko. To wypaliło, bo wygraliśmy z Resovią 3:0, a w następnym meczu 3:0 z drużyną z Gdańska. Jestem szczęśliwy, że tu jestem, nigdy nie składałem broni, a to, że początkowo nie grałem, mobilizowało mnie do jeszcze większej pracy na treningach. Fakt, że nie grałem sprawił, że mogłem więcej czasu poświęcić na doskonalenie swego rzemiosła.

 

Masz 22 lata, jesteś już ligowcem pełną gębą. Kolejny cel to reprezentacja Polski?

 

Gra z orzełkiem na piersi to marzenie każdego sportowca. Będę robił wszystko, by selekcjoner zauważył mą ciężką pracę. Chcę w każdym ligowym spotkaniu dawać z siebie jak najwięcej i prezentować się jak najlepiej.

 

Trzech najlepszych obecnie polskich atakujących to Twoim zdaniem...?

 

Bartosz Kurek, Mariusz Wlazły i bardzo dobrze prezentujący się teraz Dawid Konarski. Widać, że sezon reprezentacyjny dał mu bardzo wiele i teraz w ZAKSIE gra bardzo dobre zawody.

 

Cała rozmowa Łukasza Kadziewicza z Łukaszem Kaczmarkiem w załączonym materiale wideo.