To właśnie z Rumunią biało-czerwoni rozegrali najwięcej meczów w historii - 34. Rumuni wyprzedzają na tej liście Węgry (32), Finlandię (31) i Irlandię (27). Jak niewygodny to rywal dla reprezentacji Polski pokazuje niekorzystny bilans spotkań: 5 zwycięstw - 15 remisów - 14 porażek; bramki:  51-55. Te 15 remisów to kolejny rekord - z żadną inną drużyną Polacy nie remisowali tak często. Z pięciu zwycięstw zaledwie jedno zostało odniesione w Rumunii, dosyć dawno - bo aż 84 lata temu! Inna ważna statystyka pokazuje, że futbolowe kontakty drużyn narodowych obu krajów miały przede wszystkim charakter towarzyski. Zaledwie dwa spotkania były meczami o punkty.

 

Walka o Euro 1996

 

Wspomniane dwa mecze rozegrano w ramach eliminacji Euro 1996. Reprezentacja Polski pogrążona była wówczas w kryzysie, przegrywała eliminacje do kolejnych imprez. W 1994 roku stery kadry przejął trener Henryk Apostel, a o jej obliczu mieli decydować przede wszystkim piłkarze ze srebrnej drużyny olimpijskiej z Barcelony.

 

Rumuni dla odmiany przeżywali wówczas najlepszy okres w swej historii. Zwycięsko zakończyli eliminacje do mistrzostw świata w 1990, a podczas kolejnego mundialu - rozgrywanego w Stanach Zjednoczonych w 1994 roku - drużyna prowadzona przez Anghela Iordănescu zaprezentowała się znakomicie. Po wyjściu z grupy po kapitalnym meczu pokonała 3:2 Argentynę, a w walce o półfinał dopiero po rzutach karnych uległa Szwecji. Rumuni mieli w swych szeregach kilka gwiazd europejskiej piłki. Gheorghe Hagi, nazywany "Maradoną Karpat", reprezentował wówczas barwy FC Barcelony, w drużynie narodowej tworzył ofensywne trio z  Ilie Dumitrescu i Florinem Răducioiu, a w obronie brylowali Gheorghe Popescu i Dan Petrescu.

 

Gheorghe Hagi doprowadził Rumunię do ćwierćfinału MŚ 1994/ fot. PAP/DPA

 

W tej sytuacji to gospodarze byli faworytami pierwszego starcia obu ekip, do którego doszło 29 marca 1995 roku w Bukareszcie. Rumuni byli liderami grupy, biało-czerwoni musieli odrabiać straty po falstarcie - przegranym na inaugurację meczu z Izraelem. Początek spotkania w stolicy Rumunii był obiecujący, a w 41. minucie szczęście uśmiechnęło się do gości. Bogdan Stelea sfaulował szarżującego w polu karnym Andrzeja Juskowiaka, a po chwili sam poszkodowany skutecznie wykonał jedenastkę. Polacy nie cieszyli się długo z prowadzenia. Jeszcze przed przerwą Rumuni wyprowadzili szybką kontrę, Hagi wyłożył piłkę Răducioiu, a ten uprzedził Tomasza Wałdocha i strzałem w długi róg pokonał Józefa Wandzika.

 

Dziesięć minut po przerwie nastąpił koszmar - dobrze spisującego się do tego momentu - polskiego bramkarza. Po rzucie rożnym, sprytnie wykonanym przez Hagiego, główkował Daniel Prodan, a popychany przez Răducioiu Wandzik wepchnął piłkę do własnej bramki. W 73. minucie Polaków dobiła jeszcze czerwona kartka dla Waldemara Jaskulskiego i mecz w Bukareszcie zakończył się zwycięstwem gospodarzy 2:1.

 

Dobre występy przeciwko Słowacji (5:0) i Francji (1:1) przywróciły nadzieję i przed rewanżem - rozegranym 6 września w Zabrzu - Polacy liczyli się jeszcze w walce o awans. Musieli pokonać Rumunów, którzy przyjechali do Polski mocno osłabieni, m.in. bez Hagiego w składzie. Mecz poprzedziły bójki pseudokibiców z policją, dopiero apel trenera Apostela pozwolił tuż przed pierwszym gwizdkiem nieco uspokoić sytuację. Spotkanie zakończyło się bezbramkowym remisem, a najlepszą sytuację zmarnował w drugiej połowie Roman Kosecki, który odebrał obrońcom rywali piłkę w polu karnym i znalazł się w sytuacji sam na sam ze Steleą, ale bramkarz zdołał obronić jego strzał z ostrego kąta.

 

Biało-czerwonym pozostały jeszcze iluzoryczne szanse na występ na mistrzostwach Europy, ale w kolejnym meczu doznali kompromitującej klęski ze Słowacją (1:4), a i Rumuni nie zamierzali sprawiać większych kłopotów Francuzom, z którymi przegrali w Bukareszcie 1:3. Ostatecznie to właśnie Rumunia i Francja pojechały na Euro 1996 do Anglii, spotkały się nawet w fazie grupowej, gdzie podopieczni Aime Jacqueta, bez większych sentymentów, ograli rywali 1:0.

 

Polityczna inauguracja

 

Pozostałe 32 spotkania Polski z Rumunią były meczami towarzyskimi, jednak nie brakowało wśród nich gier, które na trwałe zapisały się w historii polskiego futbolu.

 

Obie reprezentacje nawiązały kontakty już we wczesnych latach dwudziestych. Dalekie piłkarskie wojaże nie były jeszcze wówczas w modzie, a położenie i napięte stosunki z niektórymi krajami sprawiały, że polscy piłkarze częściej rywalizowali właśnie z Rumunią, Węgrami, Łotwą, czy nawet Szwecją, rzadziej zaś np. z Niemcami, Czechosłowacją i Litwą.

 

Pierwsze spotkanie reprezentacji Polski i Rumunii było zresztą wydarzeniem politycznym, zaaranżowanym nie przez PZPN, tylko przez Ministerstwo Spraw Zagranicznych. Działacze związkowi zostali poinformowani o nim w ostatniej chwili, a Józef Lustgarten naprędce sklecił kadrę, niektórych piłkarzy biorąc dosłownie z łapanki. Tak było choćby w przypadku Leopolda Duźniaka, piłkarza Olszy Kraków - klubu, który w tamtych latach krążył między klasą A i B krakowskiego OZPN. Selekcjoner spotkał Duźniaka na ulicy i zaproponował mu wyprawę do Rumunii, a piłkarz odwdzięczył się zdobyciem pierwszej bramki w konfrontacjach obu ekip. Innym przypadkowym reprezentantem był zawodnik A-klasowej Korony Warszawa Jerzy Bułanow. W sumie w spotkaniu wystąpiło aż siedmiu debiutantów, dla czterech z nich, w tym dla Duźniaka był to zarazem ostatni mecz w kadrze. Bułanow powrócił do reprezentacji po sześciu latach przerwy - w 1928 roku, już jako piłkarz Polonii Warszawa i na przełomie lat dwudziestych i trzydziestych był jednym z wiodących graczy drużyny narodowej.

 

Spotkanie rozegrano 3 września 1922 roku, w przygranicznym mieście Czerniowce, na Stadionie Maccabi. Wraz z ponad 5. tysiącami kibiców śledził je z trybun następca rumuńskiego tronu - książę Karol. Na bramkę Duźniaka zdobytą w 20. minucie, odpowiedział Alexandru Kozovits - strzałem z rzutu wolnego, wykonywanego z okolicy trzydziestu metrów. Piłka na piaszczystym boisku zmieniła kierunek, zmyliła polskiego bramkarza i pierwsza konfrontacja obu ekip zakończyła się remisem.

 

5:0 w Bukareszcie

 

Kolejne mecze obu drużyn również kończyły się remisami - 1:1 (1923 - Lwów) i 3:3 (1927 - Bukareszt). W 1931 roku na Stadionie Wojska Polskiego w Warszawie biało-czerwoni przegrali 2:3, choć jeszcze na dziesięć minut przed końcem goście mieli trzy bramki przewagi. Rumunia była wówczas nieco wyżej notowana od Polski w hierarchii europejskiego futbolu. Reprezentacja tego kraju jako jedna z nielicznych (obok Belgii, Brazylii i Francji) uczestniczyła we wszystkich trzech przedwojennych finałach mistrzostw świata.

 

Pierwszy triumf biało-czerwonych przyszedł w nieoczekiwanym momencie i nie tyle sam fakt zwycięstwa podopiecznych Józefa Kałuży, co jego rozmiary były sporym zaskoczeniem. 2 października 1932 roku, na Stadionie ONEF w Bukareszcie gospodarze przegrali z Polską aż 0:5, a bohaterem meczu był napastnik Legii Warszawa Józef Nawrot, który strzelił trzy gole i dołożył dwie asysty przy bramkach Michała Matyasa i debiutującego w kadrze Ewalda Urbana. Było to jedyny triumf Polaków w meczach z Rumunią aż do 1979 roku i jedyne do dziś zwycięstwo na wyjeździe.

 

Henryk Martyna strzela gola z rzutu karnego reprezentacji Rumunii (1934)/ fot. NAC

 

Polacy byli blisko zwycięstwa dwa lata później - we Lwowie, gdy po dwóch trafieniach Henryka Martyny z rzutów karnych oraz bramce Urbana prowadzili 3:2, ale w końcówce Stefan Dobay zdołał wyrównać. Rok później Polacy przegrali 1:4 w stolicy Rumunii, a przedwojenne konfrontacje zakończyła porażka 2:4 w Łodzi, w meczu, który efektownym trafieniem już w 2. minucie rozpoczął Leonard Piątek.

 

Debiuty selekcjonerów

 

Po II wojnie światowej oba kraje znalazły się po jednej stronie żelaznej kurtyny, kontakty obu reprezentacji nadal były więc częste. Pierwsze powojenne spotkanie rozegrano w 1947 roku w Warszawie, Polacy przegrali 1:2, a honorową bramkę zdobył Gerard Cieślik. Piłkarz chorzowskiego Ruchu dołożył jeszcze hat-tricka w meczu we Wrocławiu (3:3 - 1950 rok) i trafienie w Bukareszcie (2:2 - 1955) i z pięcioma bramkami na koncie jest najskuteczniejszym polskim piłkarzem w starciach z Rumunami.

 

Najwięcej bramek w jednym meczu padło w 1966 roku w Ploeszti, gdy Polacy ulegli gospodarzom 3:4. Spotkanie miało niecodzienny przebieg: najpierw trzy gole strzelili Rumuni, później goście odrobili straty po trafieniach Andrzeja Jarosika, Józefa Gałeczki i Romana Strzałkowskiego, który wyrównał stan meczu na dziesięć minut przed końcem, ale decydujący cios wyprowadzili w ostatnich minutach gospodarze.

 

Na towarzyskie spotkania Polski z Rumunią przypadły również debiuty selekcjonerów, za każdym razem przegrane - Ryszarda Kuleszy w 1978 roku (0:1 w Bukareszcie, bramkę dla gospodarzy zdobył późniejszy selekcjoner Anghel Iordanescu), Antoniego Piechniczka w 1981 (0:2 w Bukareszcie) i Franciszka Smudy w 2009 (0:1 w Warszawie). Kulesza zrewanżował się rywalom rok później, zwycięstwem 3:0 na Stadionie Dziesięciolecia w Warszawie po bramkach Grzegorza Lato, Stanisława Terleckiego i Zbigniewa Bońka (przełamanie Polaków po serii 15 meczów bez zwycięstwa nad tym rywalem!). Piechniczek grał później z Rumunami dwukrotnie i dwukrotnie remisował, a dla Smudy debiut był jedyną konfrontacją z tą reprezentacją.

 

Selekcjonerski debiut Franciszka Smudy (2009)/ fot. Cyfrasport

 

Jedynym polskim selekcjonerem, który dwukrotnie pokonał reprezentację Rumunii jest Wojciech Łazarek. Pod jego wodzą biało-czerwoni wygrali w 1987 roku w Bydgoszczy 3:1 (dwa gole Marka Leśniaka, jeden Andrzeja Rudego) oraz w 1989 w Warszawie 2:1 (po trafieniach Jana Urbana i Ryszarda Tarasiewicza). Zwycięskie spotkania drużyna Łazarka przedzieliła remisem 2:2 (dwie bramki Wiesława Ciska) podczas towarzyskiego turnieju w Izraelu w lutym 1988 roku, można więc powiedzieć, że ten szkoleniowiec miał patent na Rumunów.

 

Do historii przeszedł również mecz rozegrany 16 sierpnia 2000 roku w Bukareszcie. W reprezentacji Polski zadebiutował wówczas Emmanuel Olisadebe. Piłkarz pochodzący z Nigerii w 79. minucie meczu odpowiedział na trafienie Adriana Ilie, ustalając wynik meczu na 1:1. Napastnik szybko zadomowił się w reprezentacji i został jednym z głównych architektów awansu ekipy Jerzego Engela do finałów mistrzostw świata 2002.

 

W ostatnim meczu obu ekip, rozegranym w lutym 2013 roku, na neutralnym terenie - w Maladze, podopieczni trenera Waldemara Fornalika wygrali aż 4:1. Obie drużyny wystąpiły wówczas jednak w składach ligowych. Dwa gole w tym spotkaniu strzelił Łukasz Teodorczyk - powołany na mecz eliminacji MŚ 2018.

 

Mecze reprezentacji Polski przeciwko Rumunii:

 

1922 (Czerniowce) 1:1 - 1923 (Lwów) 1:1 - 1927 (Bukareszt) 3:3 - 1931 (Warszawa) 2:3 - 1932 (Bukareszt) 5:0 - 1934 (Lwów) 3:3 - 1935 (Bukareszt) 1:4 - 1937 (Łódź) 2:4 - 1947 (Warszawa) 1:2 - 1947 (Bukareszt) 0:0 - 1948 (Chorzów) 0:0 - 1949 (Bukareszt) 1:2 - 1950 (Wrocław) 3:3 - 1952 (Bukareszt) 0:1 - 1955 (Bukareszt) 2:2 - 1959 (Warszawa) 2:3 - 1963 (Chorzów) 1:1 - 1966 (Ploeszti) 3:4 - 1967 (Kraków) 0:0 - 1978 (Bukareszt) 0:1 - 1979 (Warszawa) 3:0 - 1981 (Bukareszt)  0:2 - 1983 (Kraków) 2:2 - 1985 (Sibiu) 0:0 - 1987 (Bydgoszcz) 3:1 - 1988 (Hajfa) 2:2 - 1989 (Warszawa) 2:1 - 1990 (Bukareszt) 1:2 - 1995 (Bukareszt) 1:2/eliminacje Euro 1996 - 1995 (Zabrze) 0:0/eliminacje Euro 1996 - 2000 (Bukareszt) 1:1 - 2002 (Bydgoszcz) 1:2 - 2009 (Warszawa) 0:1 - 2013 (Malaga) 4:1.

 

Bilans: 34 mecze (5 zwycięstw – 15 remisów – 14 porażek, bramki 51:55).