Czasy kiedy Wrocław i magiczny Stadion Olimpijski otwierał cykl Speedway Grand Prix są jeno cudnym romantycznym westchnieniem. Sentymentaliści pamiętają wzruszające wyścigi z udziałem Hansa Nielsena, Marka Lorama, Chrisa Louisa, Billy’ego Hamilla, Grega Hancocka, Sama Ermolenko, Tony’ego Rickardssona i nade wszystko polskiego arcymistrza Tomasza Golloba. Wówczas panowała atmosfera wyczekiwania na wielkie żużlowe widowiska. Sześć rund, starannie ułożony kalendarz z niewiarygodną troską o to, aby nie przegrzać koniunktury. Ole Olsen, ówczesny dyrektor cyklu, dbał o to, aby na GP Austrii w Wiener – Neustadt przybyły tabuny oszalałych fanów metanolu i adrenaliny, a Billy „Pocisk” Hamill potrafił rozczulić mistrzów baletu dokonując cudów zręczności na motocyklu. Kalifornijczyk triumfował na kameralnym austriackim obiekcie, a kibic rozpamiętywał jego szarże i czekał miesiąc z lekkim okładem na kolejną porcję mistrzowskiego ścigania. Kawalkada żużlowców obierała kurs na Bawarię i rozbijała wigwamy w okolicach Abensbergu. Tam rywali zaszachował Duńczyk Tommy Knudsen. Uczynił to równie majestatycznie jak Bobby Fischer w szachowym pojedynku arcymistrzów w Reykjaviku, gdy Amerykanin miał za rywala Borisa Spasskiego ze Związku Radzieckiego. 1972 rok… Wówczas speedway tkwił w okowach finału jednodniowego…

 

Z Abensbergu wesoła ekipa najlepszych żużlowców na świecie zawędrowała do szwedzkich ostępów leśnych w Linkoeping. Znów nie było mocnych na brązowego medalistę indywidualnych mistrzostw świata z Wembley Stadium’1981 – Tommy’ego Knudsena. Następnie miesiąc oczekiwania na turniej w duńskim tabernakulum – Vojens, gdzie nie było mocnych na Hansa Nielsena. Wreszcie, kulminacyjny punkt sezonu: londyńskie Hackney i zwycięstwo Grega Hancocka. W latach dziewięćdziesiątych nikt nie myślał o dalekosiężnych planach, nikt nie wchodził w podkoszulce na Cho Oyu w porze monsunu… Dominował rozsądek, bo nikt nie chciał jeść za trzech. Lepiej dotykać wiktuałów małą łyżeczką, lepiej z wolna uchylać kurtynę aniżeli mnożyć rundy mistrzostw świata w nieskończoność. Jednak biznes wymusił inne rozwiązanie…

 

Powrót na Łotwę

 

W środowisku żużlowym nie brakuje głosów, że warto wrócić do mrożących krew w żyłach finałów jednodniowych. Ileż stresu przeżywał kibic śledząc finał brytyjski, Commonwealth, finał zamorski, półfinały kontynentalne… W latach 60, 70 i 80-tych w miesiącu styczniu żużlowiec mógł obudzić się na dowolnej koi w najdalszym zakątku świata i mógł realnie marzyć o tytule mistrza świata. Dziś młody zawodnik musi czekać rok, mieć ogrom szczęścia, aby przedostać się przez gęste sito eliminacji, końskie zdrowie, żeby wytrzymać maraton pt. GP Challenge. Z tego turnieju, który wieńczy eliminacje zaledwie trzech zawodników awansuje do przyszłorocznego cyklu GP. Nie ma już furtki dla mistrza świata juniorów… Szkoda, bo brakuje świeżej krwi. Nikt nie ma odwagi, aby przewietrzyć salony…     

 

Cykl Red Bull X – Fighters we freestyle motocrossie bardzo rozsądnie dyrygował emocjami fanów tej dyscypliny. W czasach prosperity nikomu nie przyszło do głowy, aby cykl najbardziej prestiżowych turniejów rozrastał się do niebotycznych rozmiarów. Sześć turniejów było pilnie strzeżoną formułą, aby widz nie miał poczucia sytości. W 2008 roku turnieje odbyły się w Meksyku, Brazylii, USA, Hiszpanii, Niemczech i Polsce. W 2013 roku optowano za pięcioma rundami. Na mapie pojawiły się takie przystanki jak: Meksyk, Zjednoczone Emiraty Arabskie, USA, Japonia, Hiszpania. Żonglowanie adrenaliną to diabelska igraszka. Speedway Grand Prix już przeżyła okres kiedy cykl składał się z 12 turniejów. BSI / IMG pragnie ekspansji, ale nie robi niczego na siłę. Nawet na bardzo sprawdzonym gruncie pt. Australia, promotor mistrzostw świata nie zaryzykuje turnieju nie budując sobie stabilnej bazy w postaci lokalnego organizatora, który zna miejscowe uwarunkowania jak stróż własną budkę. Na dobrą sprawę, trzy lokalizacje, które wprost wołają o żużlowy eksperyment to Argentyna, ZEA i Słowacja. Bahia Blanca przyciąga maniaków speedwaya nawet we wtorki o 23.00. Tam speedway ma posmak latynoskiego szaleństwa. Międzynarodowe Mistrzostwa Argentyny dowodzą, że w krainie tanga i Diego Armando Maradony warto zorganizować rundę Speedway GP. Wszak w listopadzie 2012 roku w Argentynie rywalizowali najlepsi juniorzy na świecie. Skoro na tak egzotyczną wyprawę stać było zawodników do lat 21, to starzy wyjadacze, którym nie brakuje na sushi, łososia czy hamburgera w przydrożnym barze, mogliby udać się do Bahia Blanca, a po rundzie GP pooglądać wieloryby tudzież pingwiny w okolicach Puerto Madryn… Proste? Zaiste, ale potrzeba odwagi zarządzających cyklem, aby speedway wybrał się do tego pięknego kraju, gdzie namiętność kibiców przewyższa chłodnych Europejczyków. Facundo Albin, Sebastian Clemente, Fernando Garcia byliby w siódmym niebie, gdyby mogli pościągać się z asami światowego speedwaya.

 

Dubaj. Miejsce, które ogniskuje uwagę miłośników motoryzacji. John Davis, były uczestnik jednodniowych finałów mistrzostw świata, z łezką w oku wspomina czasy, gdy producenci papierosów nie szczędzili grosza, aby żużlowcy zachwycali polotem i gracją arabskich widzów, czyli poganiaczy wielbłądów. Poezja. Szejk kocha szybkość, fantazję i szaleństwo, a organizacja zawodów wieczorową porą przy tańcu dabkeh nie stanowiłaby żadnego problemu. Blisko do Europy, piękna aura, znakomite połączenia lotnicze. Żyć nie umierać. Nic tylko spróbować. W gabinetach zarządzających cyklem świta takowa myśl, ale póki szejk nie usypie grobli z petrodolarów, nie ma mowy o GP Emiratów w kalendarzu Speedway Grand Prix. Szkoda…

 

Wreszcie trzeci trop. Słowacja. Skoro niezmordowany Martin Vaculik w ładnym stylu wywalczył awans do GP’2017, rozpędzał się w Vetlandzie podczas GP Challenge niczym zbłąkany turysta na tatrzańskiej Grani Apostołów, to grzechem byłoby nie zakosztować rundy w Bratysławie. Stolica Słowacji to przytulne miejsce. Skoro Peugeot sponsoruje turniej rangi ATP challenger w Bratysławie, ba ta sama firma utrzymuje przy życiu drugoligowy brytyjski zespół ligowy Glasgow Tigers, to czyż tak trudno przekonać sterników tej znanej marki, aby pomogła przy organizacji GP Słowacji? A skoro cykl mistrzostw świata rozpocznie się 29 kwietnia turniejem w słoweńskim Krsko, gdzie mistrz Jan Kochanowski mógłby maczając pióro w inkauście zakrzyknąć: wsi spokojna, wsi wesoła!, to dlaczegóż Słowacja ma nie organizować rundy w rodzinnym miasteczku Vaculika – Żarnovicy? Kolej żelazna dociera nad rzekę Hron, miejscowy idol przyciągnąłby tłumy, bo Vaculików znają w Żarnovicy i strażacy i karczmarze i hydraulicy (tata Zdeno Vaculik jeździł przed laty dla Preglejki Żarnovica), a zatem warto spróbować. Słoweńcy też mają atut lokalnego zawodnika (Matej Zagar), a stadion w Krsko jest tak uroczą ostoją swojskości, że włodarze cyklu mogliby skusić się na słowackie miasteczko. Może runda w Żarnovicy zachęciłaby brzdąców do uprawiania speedwaya? Nie zawadzi pomyśleć o kolejnych pokoleniach wyznawców żużlowej religii…

 

Owszem, litera biznesu nakazuje myśleć o bilansie na kontach i trudno za to winić BSI / IMG. Wyspiarze wiedzą, że skoro wydano określone środki finansowe na zakup praw do organizacji Speedway GP, to nie po to, aby dumać i wyć do księżyca pod niebem Malilli, ale po to, aby notować zyski. Stąd trend, aby powiększać liczbę mistrzowskich turniejów, bo teoretycznie każda runda powinna przysparzać tyle pieniążków ile ryb pomieści się w jeziorze Wakatipu w nowozelandzkim Queenstown. W praktyce miasto, które gości cykl, powinno wysupłać sporo brzęczących monet i tak też czyni. Normalna biznesowa operacja. Są ludzie, którzy się zżymają na takie realia, ale FIM (Międzynarodowa Federacja Motocyklowa) wiedziała co czyni sprzedając prawa Brytyjczykom. Potomkowie lorda Byrona potrafią przepięknie opakować towar. Ich zasługą jest znakomita organizacja GP Wielkiej Brytanii w Cardiff. To perła w koronie cyklu Speedway GP. Tylko kiedy baronowie wyruszą na doskonałego steka i wino do Patagonii, chciałoby się rzec? Być może wkrótce po tym jak posłuchają znakomitej rockowej muzyki podczas GP Łotwy w Daugavpils? Łotysze udowodnili już nie raz i nie dwa, że słoń im na ucho nie nadepnął. Oprawa muzyczna podczas zawodów żużlowych w Daugavpils zauroczyłaby niejednego miłośnika dobrej nuty…

 

Praga pachnąca długowiecznością

 

Stolica Czech zakochała się z wzajemnością w cyklu GP. Brytyjczycy kochają szmer Wełtawy, nocne życie kwitnie, statki poruszają się w rytm trąbki Wyntona Marsalisa, kuchnia jest wyborna, most Karola przyćmiewa zmysły o każdej porze… 10 czerwca następcy Drymla, Vernera, Tesara i Spinki przycupną na praskim Brevnovie. Petr Ondrasik (Praha) i Petr Moravec (Pardubice) reprezentują dwa najbardziej prężne czeskie ośrodki żużlowe, ale nie rywalizują o to, kto będzie organizował GP. Bo i po co, skoro Pardubice żyją dzięki Zlatej Prilbie, a Praga dzięki GP? Gra i buczy…

 

W sezonie 2017 Polska zorganizuje trzy rundy. 13 maja PGE Narodowy zamieni się w królestwo metanolu, 26 sierpnia Edward Jancarz, brązowy medalista indywidualnych mistrzostw świata z Ullevi’68 będzie spoglądał z niebios na swoich następców, a 7 października Gród Kopernika udowodni, że wyścigi na MotoArenie wyrywają z siedzenia najbardziej wybrednego fana speedwaya. Trzy turnieje SGP to maksimum dla polskich ośrodków żużlowych. Gorzów i Toruń potrafią stworzyć atmosferę wielkiego spektaklu, a Warszawa służy jako trampolina, dla zapomnianego i wciąż mało popularnego w dużych ośrodkach miejskich speedwaya...

 

Cardiff przywita uczestników cyklu 22 lipca, a znakomicie rozwijający się niemiecki rynek będzie przeżywał swoje święto 9 września w Teterow. Niemcy to mądry kierunek. Martin Smolinski, piąty zawodnik GP Challenge, udowodnił, że można omijać szerokim łukiem Polskę i Szwecję, dosiadać czeskiej Jawy i wciąż być groźnym dla najlepszych dżokejów…

 

Malilla pokazuje, że Szwecja nie chce bawić się w wielkomiejskie ośrodki. Goeteborg nie wytrzymał próby czasu, a Sztokholm po raz ostatni będzie gospodarzem rundy GP. Nadludzkie wysiłki Grega Hancocka, mieszkającego nieopodal szwedzkiej metropolii, nie są w stanie zapełnić Friends Arena, choć to zacny i przepiękny obiekt. Nie ma wielkiego mistrza Tony’ego Rickardssona, to i nie ma klimatu na speedway w wielkim szwedzkim mieście…

 

Zdobywcy Drużynowego Pucharu Świata mogą spać spokojnie, bo Polska zorganizuje finał w 2017 roku. 8 lipca na legendarnym obiekcie imienia Alfreda Smoczyka w Lesznie nie zabraknie obrońców tytułu. Inne żużlowe nacje będą walczyć o prawo występu w finale na torach w King’s Lynn i w Vastervik. 1 lipca przy Saddlebow Road o awans i prawo do konsumpcji stadionowej „giętej” powalczą Brytyjczycy, Australijczycy, Amerykanie i Czesi, a 4 lipca na szwedzkim torze powalczą potomkowie Olle Nygrena, Rosjanie, Duńczycy i kwalifikant. I słusznie, bo speedway smakuje idealnie z dala od wielkomiejskich rozrywek. Taki urok, taki czar...

 

Kalendarz Speedway Grand Prix’2017:

 

29 kwietnia: Krsko (Słowenia)

13 maja: Warszawa

27 maja: Daugavpils (Łotwa)

10 czerwca: Praga (Czechy)

24 czerwca: Horsens (Dania)

22 lipca: Cardiff (Wielka Brytania)

12 sierpnia: Malilla (Szwecja)

26 sierpnia: Gorzów Wielkopolski

9 września: Teterow (Niemcy)

23 września: Sztokholm (Szwecja)

7 października: Toruń

 

Data do ustalenia: Melbourne (Australia)