Gdyby nie ostatni mecz z Miastem Szkła, spokojnie można byłoby powiedzieć, że Turów wraca do dawnej świetności. Drużyna ze Zgorzelca prowadzona przez niemieckiego trenera Mathiasa Fischera grała jak z nut. Przede wszystkim rewelacyjnie w ataku – to obecnie druga najlepsza pod tym względem drużyna ligi – prawie 85 punktów na mecz. Ma też świetną skuteczność w rzutach za dwa - jest trzecia w lidze i najlepsza w rzutach za trzy (40,3 proc).

Dopiero w Krośnie coś się zacięło. Rewelacyjny beniaminek wygrał zdecydowanie 91:69. - Na początku meczu byliśmy bardzo skoncentrowani, ale później tę koncentrację straciliśmy. Trzeba jednak powiedzieć, że zespół z Krosna grał bardzo dobrze, a my nie mieliśmy możliwości, aby go zatrzymać - podkreślał trener PGE Turowa Mathias Fischer.

To była druga porażka Turowa w sezonie. Zespół ze Zgorzelca ma też na koncie cztery zwycięstwa. Energa Czarni po ostatniej kolejce mieli się natomiast z czego cieszyć.
 
Po pierwsze przełamali się i po raz pierwszy w tym sezonie wygrali przed własną publicznością. Hala Gryfia, z ogłuszającym dopingiem fanatycznych fanów, zwykle była dla koszykarzy ze Słupska prawdziwą twierdzą. Zwykle, ale nie na początku obecnego sezonu, gdy przegrali z  Polfarmexem i Asseco.
 
Po drugie brązowi medaliści poprzedniego sezonu pokonali jednego z faworytów rozgrywek Anwil 80:75.

W zespole ze Słupska genialny sezon rozgrywa weteran Jerel Blassingame. Amerykanin to obecnie najlepszy strzelec (ze średnią 19,2 punktu) i drugi podający (7,6 asysty) PLK. Ale nie tylko on podaje – cała drużyna ze Słupska gra kolektywnie. Średnio w meczu notuje aż 18 asyst, częściej podają sobie tylko gracze ze Szczecina.
 
To będzie szczególny mecz dla Kacpra Borowskiego. Pochodzący ze Słupska zawodnik po raz pierwszy zagra przeciwko swojej byłej ekipie.
 
Początek spotkania PGE Turów Zgorzelec - Energa Czarni Słupsk w niedzielę o godz. 12.40. Transmisja w Polsacie Sport HD od godz. 12.30.