We wtorek w Dortmundzie Legia przegrała z Borussią 4:8. To najwyższy wynik, jaki padł w meczach Ligi Mistrzów, odkąd oficjalnie powołano ją w 1992 r. Mistrzowie Polski wciąż zachowują szansę na to, by zagrać wiosną w Lidze Europy. By tak się stało, muszą 7 grudnia wygrać u siebie ze Sportingiem Lizbona.

 

Przemysław Iwańczyk: Jak oceniasz mecz z Borussią?

 

Właśnie nie wiem, jak odnieść się do tego przedziwnego meczu.

 

Było zabawnie, prawda?

 

Na pewno Legia zagrała lepiej niż w pierwszym meczu. Wtedy nie miała żadnej szansy na zdobycie gola, a rywal trafił sześć razy i mógł jeszcze więcej. Przypomnijmy sobie, że gdyby nie Arek Malarz, padłaby dwucyfrówka. Więc niby jest lepiej, wracając do wtorkowego spotkania, ale z obroną wciąż nie tak, jak wyobrażali to sobie kibice i sama drużyna. Są jednak okoliczności łagodzące, jak to, że pomoc i obrona zostały personalnie „ruszone”. Wyjściowa jedenastka nie wróżyła dobrze, zwłaszcza że Rzeźniczak na lewej obronie nie czuje się najlepiej. Po drugie, miał przed sobą na lewej pomocy albo Radovicia, albo Ofoe, więc nie mógł liczyć na ich pomoc w grze defensywnej, bo oni po prostu nie są od tego. Kiedy Borussia przyspieszała, wymieniała podania, pachniało kolejnymi straconymi golami.

 

Wracając do pierwszego pytania, niektórzy mówią, że to kuriozalny mecz. A ja uważam, że wyjątkowy. 12 goli w jednym spotkaniu na poziomie Ligi Mistrzów, przecież to się nie zdarza. Usatysfakcjonowani mogli być na pewno kibice.

 

Jak oceniasz zmianę bramkarza na to spotkanie?

 

Nie wiedziałem dokładnie, jaka jest sytuacja. Jeśli Cierzniak i Malarz wyglądali na treningach równo, w ich wewnętrznej rywalizacji szli łeb w łeb, można było takiej roszady dokonać. Jeśli być to jednak tylko ukłon za ciężką pracę i klimat w szatni, jaki robi ten pierwszy, nie wiem, czy to szczęśliwy wybór. I mówiłem to już przed meczem, nie wiedząc, co się stanie. Z perspektywy pierwszego spotkania, czy też ostatnich meczów Legii, Malarz mógłby dać radę w niektórych sytuacji. Ale czy by dał? Teraz tego nie zbadamy.

 

Widać było, że Cierzniakowi brakuje grania.

 

To, że nie gra, wywołuje potężne obciążenie psychiczne. Poza tym zdawał on sobie sprawę, jakiej rangi jest to mecz, to musiał wpłynąć stresogennie. Wydawało mi się, że kilku sytuacjach, nie tylko przy golu, kiedy nabijał rywala, Cierzniak reagował bardzo nerwowo. Nie chcę jednak oceniać chłopaka po jednym meczu. Nie wyszło mu, fakt, ale może dostać kolejną szansę i stanie się bohaterem.

 

Mam wrażenie, że trener Legii swoimi wyborami chce dać zawodnikom poczucie, że są potrzebni. Czasem nawet kosztem jakości w drużynie.

 

Jacek uczciwie stawia sprawę i mówi głośno o tym w mediach. Chce z każdego wydobyć maksymalny jego potencjał. Piłkarz, który pracuje, stara się, nie jest spisywany na straty. To naprawdę fajna sprawa być w takim zespole, wiedząc, że prędzej czy później dostanie się szansę.

 

Też mi się podoba ta uczciwość, ale czy to nie zbyt ryzykowane. Weźmy właśnie ruch z bramkarzem?

 

Jeśli ten, który dostaje szansę, jest w dobrej dyspozycji, nie widzę problemu, bo tylko to się liczy. Robienie samych ukłonów nie ma jednak sensu. Wtedy szkoda tych, którzy są pewniakami i wychodzą na boisko. Nie podejrzewam jednak, by tak było w Legii. Wracając do Borussii, ten mecz, niezależnie od tego, w jakim składzie by Legia wyszła, najpewniej i tak zakończyłby się porażką. Nie uratowałby tego pewnie i Malarz, i inni, na których ewentualnie postawiłby Jacek.

 

Z reguły ta taktyka trenera się sprawdzała. Zobacz, że za dobry występ z rezerwy lub w reprezentacji, nagrody dostawali Hamalainen, Nikolić, Kazaiszwili, czy Rzeźniczak, którego szkoleniowiec „odzyskał” dla drużyny.

 

Każdy z wymienionych chłopaków ma potencjał. Kazaiszwili jeszcze nas nie przekonał, kim jest naprawdę, sądzę jednak, że to kwestia czasu. Pozostali umieją, jestem pewien. Nawet jeśli ktoś odstaje, a trzeba mu dać poczucie istotnej roli w drużynie, w polskiej lidze ma to sens. Takie ciągnięcie za uszy czasem się sprawdza. Puchary tego nie wybaczą nigdy.

 

Jak byś zestawiłbyś obronę w meczu z Borussią?

 

Nie wiem, w jakiej dyspozycji byli na treningach piłkarze, a ta jest najistotniejsza. Zastanawiałem się jednak, co jest z Broziem, nominalnie bocznym obrońcą, jak się musi czuć, wyglądać, skoro Rzeźniczak zagrał na lewej obronie, który tam się dobrze nie czuje. Jeśli nominalny boczny obrońca nie był brany pod uwagę, musiał być w słabej dyspozycji. Tym bardziej że Rzeźniczak w parze z Pazdanem na środku obrony wyglądają naprawdę dobrze. A tak, widzieliśmy wczoraj kilka absurdalnych sytuacji. Przy piątym golu dla Borussii dwójka stoperów znalazła się przed pomocnikami. Po stronie Borussii trzech zupełnie wolnych graczy stanęło przed bramkarzem. Ta sytuacja wynikała z niezrozumienia. Gdy przeciwnik tak nie naciska, a tak jest w ekstraklasie, jest czas na skorygowanie błędów w obronie. W Lidze Mistrzów czasu na poprawienie organizacji po prostu nie ma.

 

Jak ocenisz Czerwińskiego?

 

Nie chcę tego robić, łatwo „pojechać” z jednym, drugim, trzecim zawodnikiem. Trzymam się tego, że Legia zagrała ze świetnym zespołem. Na jego tle w ofensywie wyglądała całkiem rozsądnie. Nad jednostkami nie będę się znęcał, nie w tym rzecz.

 

Dostrzegasz zmianę w Legii po przyjściu Magiery?

 

Oczywiście, bardzo wiele się zmieniło, a te mecze z Borussią były dowodem tych zmian. Dużo lepiej zagrali mistrzowie Polski. Stworzyli wiele sytuacji przeciwko wybitnej drużynie. Mówi się, że gospodarze wyszli rezerwowym składem. No to spójrzmy na nazwiska i wycenę takich piłkarzy jak Reus, Dembele czy Kagawa. Świetni, głodni piłki, bo w tej rundzie grali niewiele, bądź wracają po kontuzjach. Sam trener Tuchel powiedział, że daje szansę satysfakcji zawodnikom, którzy na pewno nie zawiodą.

 

Legia ma szansę pokonać Sporting i zagrać wiosną w Lidze Europy?

 

Jak najbardziej, jest wielka na to szansa. Są jednak potrzebne korekty, trzeba dużo lepiej zagrać w defensywie. Nie mówię o samej formacji, ale generalnie w obronie. W środku Borussia miała za dużo swobody.