Biało-czerwoni przystąpili do tego meczu w wyśmienitych nastrojach. Trudno się temu dziwić, gdyż był to pojedynek historyczny dla naszej formacji. Zazwyczaj najwięcej radości i satysfakcji dają nam występy Virtus.pro. Tym razem to jednak inna polska ekipa zaskoczyła dobrą dyspozycją w prestiżowym, międzynarodowym turnieju. Pierwszą mapą był de_dust2. Bardzo dobrze spisywali się tu Grzegorz 'SZPERODziamałek oraz Mikołaj 'mouz' Karolewski. To właśnie w dużej mierze dzięki nim Team Kinguin dominował nad przeciwnikami. Pierwsza odsłona mapy zakończyła się wynikiem 9:6 dla polskiego zespołu. Po zmianie stron było jednak jeszcze lepiej, gdyż rywale zdołali ugrać tylko trzy punkty i tym samym mieliśmy rezultat 16:9 dla naszych.

Na mapie de_mirage byliśmy świadkami dominacji ze strony australijskiej drużyny, która nie pozwalała na zbyt wiele naszych reprezentantom. W pewnym momencie tablica świetlna ukazywała wynik 1:7 i już wówczas można było się domyślać, że wymagana będzie kolejna, rozstrzygająca lokacja. Po piętnastu rundach Team Kinguin miało na swoim koncie tylko cztery oczka. Po zmianie stron dopisali do nich jeszcze tylko trzy. Renegades świetnie kontrolowali przebieg spotkania, co przełożyło się na szybkie ich zwycięstwo 16:7. Tym samym wyrównali oni z Kinguin w punktacji generalnej 1:1.

Rozstrzygającą lokacją była de_cobblestone. Tu polska ekipa rozpoczeła po stronie antyterrorystów. W poczynaniach SZPERO i spółki widać było rozmach i determinację, co zaowocowało sześciopunktową przewagą. Wkrótce Renegades złapało wiatr w żagle i doprowadziło do wyrównania. Końcowe minuty pierwszej połowy rozegrane zostały jednak nieco lepiej przez naszych, co w efekcie przyniosło im prowadzenie na półmetku 8:7. Dalsze losy pojedynku to wygrana runda pistoletowa przez Kinguin i bardzo wyrównany bój obu drużyn. W samej końcówce Polacy nie mieli tyle szczęścia co przeciwnicy i ostatecznie ulegli 14:16, a więc bardzo nieznacznie. Tym samym nie zobaczymy podopiecznych Loorda w wielkim finale imprezy, lecz ogólnie rzecz biorąc nasi rodacy spisali się w Szwecji naprawdę bardzo dobrze. MICHU i spółka wracają do Polski z zaliczką 10 000 dolarów.