Podopieczni Marcina Kurowskiego dali się zaskoczyć szybką i agresywną grą rywali. Już w piątej minucie Benfica prowadziła 4:0, a w jedenastej aż 7:1. Nie do zatrzymania był w tym okresie Elledy Semedo, który trzykrotnie pokonał bramkarza Azotów.

 

Początek drugiej odsłony był podobny do tego, co działo się w pierwszych dziesięciu minutach. Mimo usilnych starań puławianie nie zdołali przejąć inicjatywy, a bramkarz Hugo Costa Figueira wygrywał pojedynki z Rafałem Przybylskim, Nikolą Prcem czy Michałem Kubisztalem. Na dwie minuty przed końcową syreną było 22:17, ale dwa trafienia gospodarzy przesądziły definitywnie o ich awansie.

 

Smutku nie krył po meczu Krzysztof Łyżwa. „Zawiedliśmy na całej linii. Katastrofalny początek sprawił, że bardzo szybko Benfica odrobiła straty. Ciężko jest w takiej sytuacji się odnaleźć, dają o sobie znać nerwy, do tego dochodzi tumult, doping kibiców starających się nas deprymować. Zawiodła u nas skuteczność, nie wykorzystaliśmy kilku stuprocentowych sytuacji" - powiedział reprezentacyjny rozgrywający.