Czy Kita miał inne wyjście? Porażka, klęska, a nawet prawdziwa "Berezyna" - bo tak nazywają Francuzi wielkie klęski, od czasu pobicia wojsk Napoleona przez wojska cara w bitwie nad Berezyną (1812). Generalnie to trener płaci pierwszy za fatalne wyniki. Nigdy FC Nantes nie poniosło upokorzenia w takich rozmiarach jak te 0:6 z Olympique Lyon. Girard nie dostanie wprawdzie takiej odprawy, jak Laurent Blanc od PSG (22 miliony euro), ale z dwoma i pół miliona, w cieple spędzi zimę w oczekiwaniu na nową propozycję. Dziś rano klub poinformował, że strony rozeszły się polubownie. W sobotę trenerem, który poprowadzi zespół w Guingamp będzie trener CFA (rezerwy grające w IV lidze) - Philippe Mao. Ale kto zna dumę i ambicje Pana Waldemara musi traktować to rozwiązanie jako prowizoryczne.

 

To zaskakujące, że dysponując całkiem dobrą kadrą, Kanarki w piętnastu meczach zdobyły zaledwie 11 punktów. Co gorsze, formacja ofensywna zespołu, z Mariuszem Stępińskim, tylko dziewięć razy trafiła do bramki. To najgorszy atak w Ligue 1. Zastanawiające jest to, że mimo nieskutecznej gry, na La Beaujoire przyszło aż 18964 widzów. To tylko świadczy o ogromnej popularności klubu znad Loary. Sytuacja nie jest katastrofalna, mimo ze prezes Kita miał całkiem inne plany na ten sezon. Do trzynastej drużyny Ligue 1 (Nancy) brakuje tylko 5 punktów. Byłem niedawno naocznym świadkiem meczu PSG-Nantes, przegranego 0:2. Na pewno Kanarków stać na zdecydowanie lepsze wyniki, bo nawet na Parc des Princes byli bliscy remisu z jedną z najlepszych drużyn w Europie. Może nowa miotła to wszystko zmieni na lepsze?

 

W piątek sportowy dziennik l’Equipe poświęcił Waldemarowi Kicie sporo miejsca. Już po tytule można sobie uświadomić trudną sytuację naszego rodaka: "Kita i Nantes wieczny chaos. Polski właściciel FCN nigdy nie osiągnął trwałych sukcesów wywołując nieufność trybun".

L’Equipe pisze, że trudno będzie Waldemarowi Kicie polepszyć lokalnie swój wizerunek, mimo milionów, które wydał, aby uratować jeden z najpopularniejszych klubów we Francji. Największy problem polskiego prezesa to kibice (ultrasi) z Tribune Loire, z którymi trudno prowadzić dialog. Już poprzednicy Kity mieli z nimi kłopoty. Czasami widoczne są transparenty typu: "Kita wyp…". Tydzień temu o mało nie doszło do ataków na Kitę. Próbowano napaść na jego lożę. W sobotę, po meczu z Lyonem specjalny busik pod ochrona policji odwiózł prezesa na lotnisko w Nantes, skąd odleciał prywatnym samolotem do Paryża.

 

Inne zarzuty formułowane w stosunku do Kity to fakt, że zapomniał, że przed nim klub też istniał. Taka jest opinia Nicolasa Gillet, mistrza Francji z 2001 roku: "Waldemar Kita jasno dał do zrozumienia, że przed jego przyjściem FCN nie istniał. Kita daje wrażenie, jakby chciał zerwać z przeszłością i wprowadzać stopniowo nowy porządek".

 

Wielu na miejscu Kity już dawno by zrezygnowało i sprzedało skomplikowany w zarządzaniu klub. Ale znając jego charakter, polski biznesmen lubi wyzwania i zapowiedział, że się nie podda. Udało mu się w biznesie, wiec dlaczego nie w futbolu?

 

W sukurs mogą mu przyjść tylko dobre wyniki zespołu w najbliższym czasie! Korzystny rezultat w Guingamp na pewno poprawiłby, przynajmniej częściowo, nastroje.