W 6. kolejce rozgrywek, w Orlen Arenie, płocki zespół pokonał jedną z najlepszych niemieckich drużyn szczypiorniaka THW Kiel 24:22, sprawiając ogromną niespodziankę. Widomo było, że w rewanżu z w Sparkassen Arena podopieczni Alfreda Gislasona będą chcieli wziąć rewanż na zespole Piotra Przybeckiego.

 

W 4. min trener Przybecki już musiał wziąć czas, bo rywale prowadzili 3:0, potem rzutu karnego nie wykorzystał Valentin Ghionea i dopiero w ósmej minucie pierwszego gola dla płocczan na 5:1 strzelił Lovro Mihic. Znakomicie w niemieckiej bramce spisywał się Niklas Landin, który grał na bardzo wysokiej, 50-proc. skuteczności.

 

Gospodarze z każdą minutą zwiększali przewagę. W 23. min. wygrywali już 12:5, płocczanie grali bez pomysłu, fatalnie rzucając, najczęściej w Landina, nie potrafili też współpracować z Rodrigo Corralesem, który nie powtarzał swojej wysokiej, ponadprzeciętnej skuteczności z poprzedniego meczu.

 

W 23. min. o przerwę poprosił Gislason, ale po powrocie na parkiet to płocczanie dopisali do swojego konta trzy bramki (12:8), chwilę potem Niemcy znów odskoczyli na siedem bramek, tuż przed gwizdkiem sędziów gola dorzucił Mihic.

 

Płocczanie bardzo dobrze rozpoczęli drugą połowę - po dwóch golach Gilberto Duarte przegrywali 11:15, a sędziowie podyktowali dla Orlen Wisły jeszcze rzut karny, który jednak fatalnie przestrzelił Tiago Rocha. Ten sam zawodnik za chwilę rzucił prosto w Landina, dopiero za trzecim razem zdobył gola (12:16).

 

Pomysłu wystarczyło płockiej drużynie tylko na pierwszych 10 minut i po chwili gospodarze znowu wysoko prowadzili - 22:15. Nadal bohaterem spotkania był Landin, a do tego dodać trzeba fatalne błędy gości w ataku i obronie, które rywale wykorzystywali bezlitośnie.

 

Jednak później gospodarze niespodziewanie przestali być skuteczni. Gdy przez siedem minut nie zdobyli gola, trener THW Kiel wziął czas. To nie pomogło niemieckiej ekipie - w 50. min. płocczanie przegrywali już tylko 19:22 i w dodatku grali coraz lepiej.

 

W 53. min. Jose de Toledo zdobył kontaktowego gola (22:23), a trener Gislason ponownie poprosił o przerwę w grze. Gospodarzom jednak nadal nic się nie układało, mieli długie przestoje, na dodatek Andreas Wolf, który zmienił Landina, wpuszczał kolejne piłki do siatki.

 

W końcówce gospodarze grali niesamowicie w obronie, a jednak w 59. min. Orlen Wisła doprowadziła do remisu 24:24, po kolejnym nieszablonowym rzucie Mihica. Tym wynikiem zakończyło się spotkanie i polski zespół zdobył pierwszy punkt na wyjeździe.

 

To było ostatnie w tym roku spotkanie Ligi Mistrzów, piłkarze mają teraz przerwę do 12 lutego, kiedy to w Płocku podejmować będą Bjerringbro Silkeborg, bezpośredniego rywala w walce o awans do fazy grupowej.

 

THW Kiel - Orlen Wisła Płock 24:24 (15:9)

 

THW Kiel: Niklas Landin, Andreas Wolff - Domagoj Duvnjak 7, Christian Sprenger, Steffen Weinhold 1, Patrick Wiencek 2, Niclas Ekberg 4, Christian Zeitz, Rune Dahmke 5, Marko Vujin 3, Nikola Bilyk 1, Lukas Nilsson, Raul Santos, Ilija Brozovic 1

 

Orlen Wisła: Rodrigo Corrales, Marcin Wichary – Michał Daszek 2, Gilberto Duarte 3, Valentin Ghionea, Tiago Rocha 2, Sime Ivic 2, Marko Tarabochia 2, Maciej Gębala, Milijan Pusica, Lovro Mihic 6, Jose de Toledo 4, Dmitry Żytnikow 3, Tomasz Gębala