Weng, która prowadzi w klasyfikacji generalnej, do triumfatorki straciła 4,8 s, a Bjoergen 15,8.

 

Kowalczyk już wcześniej zapowiedziała, że walka o Kryształową Kulę jej nie interesuje. Po zawodach w Lillehammer zniknie z pucharowych tras na dwa miesiące. Wszystko po to, aby uniknąć rywalizacji techniką dowolną, która nie służy jej kolanu.

 

W sobotę uczyniła wyjątek, bo gdyby zabrakło jej na starcie, to nie mogłaby również rywalizować w niedzielnym biegu na dochodzenie na 10 km techniką klasyczną. Dobrego wyniku Polki trudno więc było się spodziewać. Ostatecznie od zwyciężczyni była wolniejsza o 1.20,3.

 

Słabo spisały się pozostałe biało-czerwone. Martyna Galewicz i Urszula Łętocha zajęły dwie ostatnie pozycje - 75. i 76.

 

W Norwegii zaplanowano trzy biegi, które składają się na mini cykl. Można w nim wywalczyć łącznie aż 350 punktów do klasyfikacji generalnej PŚ; po 50 za zwycięstwo w każdej z konkurencji i 200 za triumf w całych zawodach. W piątkowym sprincie Kowalczyk była 16.

 

Narciarka z Kasiny Wielkiej do niedzielnych zmagań przystąpi 46. Na trasę ruszy 1.46,4 za prowadzącą Weng. Polka prawdopodobnie jednak zdoła znacznie przesunąć się w stawce.