Liverpool już od pierwszego gwizdka zastosował morderczy pressing na próbujących wyprowadzać akcje kombinacyjne graczach Bournemouth, przez co pierwsze pół godziny meczu to dominacja absolutna The Reds. Gościom udało się pokonać w pierwszej połowie Artura Boruca dwukrotnie, zaś trafienie Divocka Origiego obciąża konto polskiego bramkarza, który nieudolnie próbował wyjść z bramki. Drugiego z goli strzelił Sadio Mane.

 
Momentem przełomowym spotkania było pojawienie się na boisku Ryana Frasera, który odmienił oblicze ofensywne Bournemouth. Krępy Szkot wywalczył rzut karny zaraz po zmianie stron, którego na bramkę zamienił etatowy wykonawca tego stałego fragmentu, Calum Wilson. Gdy wydawało się, że The Cherries są na dobrej drodze do napsucia krwi Liverpoolowi, przepięknym trafieniem popisał się (nieoczekiwanie) aktywny w ofensywie Emre Can i było 1:3. Niedługo później piłkarze z miasta Beatlesów mogli mieć już trzy trafienia przewagi, ale Boruc po agresywnym dośrodkowaniu z rożnego jakimś cudem utrzymał piłkę na linii bramkowej, a w ocenie sytuacji pomogła technologia goal-line.
 
 
Goście wydawali się mieć spotkanie pod kontrolą, jednak wtedy wydarzył się prawdziwy boiskowy kataklizm. Gospodarze przeprowadzili prawdziwy szturm i w ciągu pięciu minut dwukrotnie pokonali Lorisa Kariusa, a niemiecki bramkarz może mówić o wielkim szczęściu, bo chwilę później "setkę" prosto w niego posłał Benik Afobe. Palce przy obu zdobytych bramkach maczał właśnie zmiennik Fraser, który najpierw trafił do siatki plasowanym strzałem, następnie zaś obsłużył podaniem stopera zespołu Eddiego Howe'a, Steve'a Cooka.
 
Piłkę meczową w 90. minucie przestrzelił Origi, który w ekwilibrystyczny sposób skierował piłkę ponad poprzeczką bramki Boruca, a niewykorzystana sytuacja się zemściła. "Oliwa sprawiedliwa": Nathan Ake był w pierwszej połowie przewracany w polu karnym gości na oczach arbitra, jednak ten wówczas nie użył gwizdka. W jednej z ostatnich akcji meczu obrońca gospodarzy po wielkim zamieszaniu i fatalnym błędzie Kariusa wepchnął piłkę do siatki gości i tym samym dopełnił jeden z największych comebacków w historii Premier League.
 
To pierwsza w historii wygrana Bournemouth nad zespołem z Merseyside. Liverpool po wielkiej sensacji pozostaje więc trzeci w tabeli Premier League.
 
AFC Bournemouth - Liverpool FC 4:3 (0:2)
 
Bramki: Wilson k 56', Fraser 76', Cook 78', Ake 90+3' - Mane 20', Origi 22', Can 64'.
 
Bournemouth: Boruc; Francis, Cook, Ake, Smith; Arter, Gosling (Afobe 75'); King (Ibe 46'), Wilshere, Stanislas (Fraser 55'); Wilson.
 
Liverpool: Karius; Clyne, Lucas, Lovren, Milner; Can, Henderson, Wijnaldum; Mane (Lallana 69'), Origi, Firmino.

Żółte kartki: Wilshere, Francis - Henderson, Can.