Trzeba przyznać, że największa organizacja na świecie nie oszczędza Polaka. Błachowicz walczył przecież niedawno z rankingową dwójką Aleksandrem Gustafssonem (17-4, 10 KO, 3 SUB) i przegrał dopiero przez decyzję sędziowską. Gdyby nie problemy z obroną przed obaleniami, kto wie, czy nie sprawiłby jeszcze większych problemów faworytowi w stójce. Teraz przed nim kolejne trudne wyzwanie, ale właśnie dlatego znalazł się w UFC - dla takich walk.

Przeciwnikiem Polaka będzie Ovince St.Preux, mający na koncie dwie porażki z rzędu. Najpierw przegrał walkę o tymczasowy pas kategorii półciężkiej z samym Jonem Jonesem (22-1, 9 KO, 6 SUB), a w październiku znokautował go Jimi Manuwa (16-2, 14 KO, 1 SUB). Co ciekawe Błachowicz także walczył z Anglikiem - w 2015 roku okazał się gorszy na kartach sędziowskich.

To będzie niewątpliwie trudne zadanie dla Polaka. Jego rywal bywa bardzo nieprzewidywalny, a gdy nie idzie mu w stójce, to z chęcią szuka parteru. Czy będzie stylistycznie podobny do Gustafssona? Nie do końca, ale pewne elementy mogą się powtarzać. St. Preux jest aktualnie notowany na szóstym miejscu w rankingu kategorii półciężkiej.

Błachowicz ma na koncie pięć walk dla UFC - wygrał dwie: z Ilirem Latifim (12-5-1NC, 5 KO, 4 SUB) oraz Igorem Pokrajacem (28-13-1NC, 15 KO, 9 SUB) oraz przegrał trzy: z wcześniej wspomnianymi Gustafssonem i Manuwą, a także - z Coreyem Andersonem (8-2, 3 KO).