Przemysław Iwańczyk: Spotykamy się ósmego grudnia, dzień po zwycięstwie nad Sportingiem Lizbona. Na początku przyjmij ode mnie gratulacje! Czy był to najpiękniejszy wieczór odkąd jesteś prezesem warszawskiego klubu?

Bogusław Leśnodorski: Chyba tak... Przyzwyczailiśmy się już do rozgrywania najważniejszych meczów w sezonie, karierze czy nawet w ciągu ostatnich stu lat. Cieszymy się, że wszystko się udało i czekamy na więcej.

Ta historia jest niesamowita również dlatego, że zaliczyliście drogę z piekła do nieba. Po pierwszym meczu i przegranej 0:6 nikt nie dawał Legii szans na strzelenie chociażby jednego gola w Lidze Mistrzów. Następnie to wszystko potoczyło się w nieprawdopodobny, ale mam wrażenie jednak zaplanowany sposób. Przypominam sobie bowiem słowa Jacka Magiery: "Na początku strzelmy gola, później zremisujmy, a na końcu wygrajmy".

W sporcie, również w piłce nożnej jest tak, że na dłuższym dystansie nic nie dzieje się przez przypadek. Od samego początku, pomimo tego, że naszym zdaniem trafiliśmy do najtrudniejszej grupy w Lidze Mistrzów liczyliśmy, że uda nam się awansować i tak też się stało.

Czy myślicie już co będzie wiosną? Jak wzmocnić zespół, jak utrzymać najlepszych zawodników? Nie da się ukryć, że taki mecz jak wczoraj stanowi duży zastrzyk gotówki dla klubu. Mam oczywiście na myśli premię za wygraną.

Okienko zaczyna się za parę tygodni. Już od około miesiąca mocno nad nim pracujemy. Mamy świadomość, że możemy zderzać się z takimi sytuacjami, kiedy będą pojawiały się oferty, które będą nie do odrzucenia, albo których odrzucenie będzie bardzo trudne. Sportowo koncentrujemy się jednak na najbliższym meczu z Piastem. Przed przerwą mamy jeszcze dwa spotkania w lidze i bardzo ważne jest dla nas, aby zdobyć w nich komplet punktów.

Jak to było z prezydentem Dudą? To on wpadł na pomysł zaintonowania: "Kto wygrał mecz"?

Muszę powiedzieć, że tutaj "Vuko" nas zaskoczył, ponieważ zebrał wszystkich razem i... ni z tego, ni z owego zaproponował Panu Prezydentowi, aby zaintonował ten okrzyk. Przez parę minut w szatni panowała wielka radość.

Nie chciałbym tutaj popadać w zbyt duży patos, ale był to chyba jeden z piękniejszych obrazków w stuletniej historii klubu? Głównie dlatego, że nie zdecydował o tym jeden mecz, ale splot wielu wydarzeń.

W Legii amplituda emocji jest bardzo wysoka. Jeszcze kilka tygodni temu zderzaliśmy się z zarzutami, według których Vadis Odjidja-Ofoe był za gruby, Arek Malarz za stary, Kuba Rzeźniczak do niczego się nie nadawał, a Miroslav Radović miał już nigdy więcej nie grać w piłkę. Pokazaliśmy jednak, że jako klub i drużyna jesteśmy w stanie robić rzeczy znamienne w skali europejskiej.

Na kogo chciałbyś trafić w Lidze Europy?

W ostatnich latach nie mieliśmy okazji zagrać z poważną drużyną z Anglii. Myślę, że fajnie byłoby trafić na Manchester United.

Jak wygląda sprawa Vadisa w Legii? Jest chyba logiczne, że ktoś się po niego niebawem zgłosi? Czy ma zapisaną w kontrakcie klauzulę odstępnego?

Nie. Tylko od nas i od niego zależy co będzie dalej. Przyzwyczailiśmy się już jednak do zainteresowania różnych klubów większością naszych zawodników. Liczymy się z tym, że w zimę dwóch lub trzech od nas odejdzie, ale zrobimy wszystko, żeby na wiosnę drużyna była mocniejsza.

Obserwując Twittera można jednak dojść do wniosku, że kibice nie chcą, aby Vadis odszedł z Legii w najbliższym okienku transferowym...

Jak to zwykle bywa kibice piszą kogo mamy sprzedać, a kogo nie sprzedawać, a kilka tygodni temu połowa naszej drużyny była uznawana za taką, która powinna odejść jak najszybciej i to w dodatku za darmo. Dotyczyło to również Vadisa. Teraz sytuacja się zmieniła i wyszło na to, że jednak wiemy co robimy. Poziom sportowy klubu i drużyny systematycznie się podnosi. Dużą radość przysporzyła nam również wcześniejsza wygrana juniorów, gdyż młodzi chłopcy pokazali wszystkim, że potrafią grać w piłkę i że ze szkoleniem w Polsce nie jest tak źle. Na tle topowej europejskiej akademii zaprezentowali się bowiem bardzo dobrze.

Czy najprostsze rozwiązania są najlepsze? Duet Jacek Magiera - Aleksandar Vuković wydaje się potwierdzać tę regułę.

Na pewno. Trzeba jednak pamiętać, że w tym sztabie jest jeszcze wiele innych osób, m.in. Pan Lucjan Brychczy, Krzysztof Dowhań, Sebastian Krzepota, analitycy, lekarze. Trener Magiera potrafił stworzyć z tej grupy zgrany, efektywny zespół.

Premier Jan Krzysztof Bielecki powiedział mi, że za każdym razem kiedy będę chciał "wyciągać" sprawę Besnika Hasiego, mam sobie przypominać, kto sprowadził Vadisa...

To jest oczywiście dużo bardziej skomplikowane. Wydaje mi się, że trener Hasi spotkał się z nieproporcjonalną krytyką. To nie jest też tak, że tylko on stał za ściągnięciem Vadisa do Legii, ale na pewno gdyby trenerem nie był "Belg", to trudno byłoby namówić Thibault Moulina czy Vadisa do gry u nas.