Najpierw świat obiegły słowa amerykańskiego szkoleniowca San Antonio Spurs. Jedna z czołowych ekip NBA dobrze rozpoczęła rozgrywki. Ma drugi bilans w lidze, w 23 spotkaniach poniosła tylko pięć porażek, na wyjeździe przegrała tylko jeden mecz, a mimo tego właśnie pierwsza przegrana poza Teksasem zdenerwowała Popovicha.

 

To jest praca!

 

W nocy z czwartku na piątek San Antonio Spurs przegrały z Chicago Bulls 91:95. W pomeczowych wywiadach i na konferencji prasowej szkoleniowiec Ostróg wypalił: – Nie chcę pamiętać naszego meczu. Niektórzy nie szanują zawodu, który wykonują. To jest twoja praca. Jeśli hydraulik nie wykona roboty, więcej jej nie dostanie. Gdy lekarz źle poprowadzi operację, przestanie być lekarzem. Jeśli jesteś koszykarzem, to masz być gotowy do gry. To się nazywa dojrzałość. To jest twoja praca!

 

 

W czwartkowy wieczór w podobnym tonie nagle zagrzmiał Cesare Prandelli, były selekcjoner reprezentacji Włoch, a dziś trener Valencii. – Dziś po raz pierwszy jestem bardzo zły, zawiedziony. Od dwóch miesięcy pracuję z poświęceniem, dumą, chęcią pomocy i ulepszania. Chcę oglądać drużynę, która ma charakter i przyzwyczajenie do poświęcenia dla tych barw. Nie rozmawiałem z nikim nigdy o transferach, ale chcę zrozumieć, kto tu zostanie i będzie gotowy do poświęcenia dla tego klubu. Kto nie ma tej chęci, przyzwyczajenia do cierpienia, nie ma charakteru, nie ma miłości do tych barw, wynocha! Kto nie jest zadowolony, może odejść! I wtedy zaczniemy rozmawiać o transferach. To nie jest problem ustawienia taktycznego. To kwestia podejścia do zawodu, powagi i profesjonalizmu. Od dwóch lat w tym klubie dzieją się podobne rzeczy, ale wszyscy pracują, by było lepiej. To nie jest kwestia tylko ostatnich miesięcy. Wszyscy pracujemy dla tego klubu. Komu się to nie podoba, wynocha! Dziś nie będzie pytań na konferencji. Dziękuję – zakończył wywód Prandelli i opuścił salę.

 

Inne powody furii

 

Niegdyś internet obiegły nagrania z furiackich popisów na konferencjach prasowych Giovanniego Trapattoniego (wówczas w Bayernie Monachium), czy Ezio Capuano (Arezzo). Niezły popis w rozmowie z dziennikarzami potrafi dać czasem Jose Mourinho. Z gorącego temperamentu słynie choćby Fatih Terim, aktualny trener reprezentacji Turcji. Teraz swoje dołożyli Popovich i Prandelli.

 

Choć warto zaznaczyć, że ich motywacja jest chyba zupełnie inna. Szkoleniowiec koszykarzy z Teksasu wydaje się, że szuka dodatkowej motywacji w delikatnym momencie sezonu. Za nami ćwiartka regular season w najlepszej lidze basketu, do przerwy na mecz gwiazd jeszcze trochę pozostało, za chwilę święta i kalendarz wciąż jest jeszcze napięty. A koncentracja graczy może być nieco mniejsza niż pod koniec rozgrywek, gdy ważyć się będą losy rozstawienia przed play offami. Stąd nie pierwsze już w tym sezonie narzekanie na zaangażowanie jego koszykarzy.

 

Przerażony wyborami

 

Zresztą Popovich słynie z oryginalnych wypowiedzi, nie przepada za wywiadami i często odpowiada zdawkowo. Chyba że chce przekazać coś konkretnego, wysłać wiadomość do kogoś. Tak jak przed ostatnimi wyborami prezydenckimi w USA, kiedy krytykował Donalda Trumpa, czy już po wyborze miliardera, gdy wypalił: – Jestem zniesmaczony, mam bóle żołądka na samą myśl o wyniku wyborów. Nie dlatego, że zwyciężyli Republikanie, ale ze względu na odrażające wypowiedzi, które miały podłoże ksenofobiczne, homofobiczne, rasistowskie i mizoginiczne. Żyję w kraju, w którym połowa obywateli zignorowała ten fakt i wybrała kogoś. I to mnie najbardziej przeraża.

 

W innej sytuacji jest Prandelli. On walczy z Valencią o utrzymanie się w Primera Division. Za jego ekipą w tabeli znajdują się tylko trzy zespoły, z których Sporting Gijon ma tyle samo punktów. Włoch szkoleniowcem Valencii został dopiero 28 września i zdołał na razie dwa razy wygrać. Zdobył w 8 spotkaniach 6 punktów. Zwyciężył z Leganes w Pucharze Króla i raz w lidze. Pytanie jak długo starczy cierpliwości Prandellemu, aby dalej walczyć z dołującymi Nietoperzami?!