Po niesamowitym meczu na Vitality Stadium i porażce 3:4 z Bournemouth, Liverpool chciał za wszelką cenę wrócić na zwycięska ścieżkę. Ekipa Jurgena Kloppa ma za sobą naprawdę świetny okres i tylko od czasu do czasu zdarzają im się takie wpadki, jak ta przed tygodniem. West Ham w lidze nie potrafił wygrać od pięciu spotkań.

 

„The Reds” szybko otworzyli wynik spotkania. Sadio Mane dośrodkował do Adama Lallany, ten przyjął sobie futbolówkę w polu karnym i nie dał szans Darrenowi Randolphowi. Goście nie przejęli się jednak bardzo stratą bramki i ruszyli do odrabiania strat. W 27. minucie fenomenalnym strzałem z rzutu wolnego popisał się Dimitri Payet i to gospodarze zmuszeni byli znowu szukać swoich szans. Ku zdziwieniu wszystkich na prowadzenie wyszły ”Młoty”. Michail Antonio dość szczęśliwie otrzymał piłkę i stanął oko w oko z bramkarzem Liverpoolu. Anglik wykorzystał okazję i sytuacja gospodarzy zrobiła się nieciekawa. Do wyrównania mógł doprowadzić Joel Matip, ale po dośrodkowaniu z rożnego trafił tylko w poprzeczkę.

 

Już trzy minuty po przerwie Divock Origi pokonał Randolpha. Golkiper West Hamu popełnił karygodny błąd, wypuszczając futbolówkę z rąk. Bramkarz zrehabilitował się w 70. minucie, gdy obronił niesamowity strzał Jordana Hendersona. Ataki ”The Reds” wyglądały jak bicie głową w mur. Defensywa gości nie pozwalała na wiele. Podział punktów na Anfield stał się faktem.

 

Liverpool – West Ham 2:2 (1:2)

 

Bramki: Lallana 5, Origi 48 – Payet 27, Antonio 38

 

Liverpool: Karius – Clyne – Lovren (Klavan 46’), Matip, Milner -  Lallana , Henderson, Winaldum – Mane, Origi, Firmino

 

West Ham: Randolph – Nordveit, Reid, Ogbonna – Ayew (Carroll 63’), Noble, Lanzini (Fernandes 78'), Payet, Obiang, Cresswell – Antonio