34-letni Kubańczyk (17-1, 12 KO)  dał się poznać z bardzo dobrej strony w swym ostatnim pojedynku z Andre Wardem, dziś mistrzem trzech organizacji w wadze półciężkiej, choć musiał uznać wyższość Amerykanina. W marcu, gdy walczyli, Ward  po raz pierwszy próbował swych sił w tej kategorii mając na horyzoncie mega walkę z Siergiejem Kowaliowem, którą ostatecznie wygrał po kontrowersyjnym werdykcie.

 

Wtedy z Barrerą popełnił kilka błędów, które Kubańczyk mógł lepiej wykorzystać, ale i tak spisał się zupełnie przyzwoicie. Ma bardzo dobre warunki fizyczne (188 cm) potrafi umiejętnie zmieniać pozycję, mocno bije z obu rąk i jak na te gabaryty ma całkiem szybkie nogi. Bronić też się potrafi, słowem to typ bardzo wymagającego, doświadczonego rywala, który wie o co walczy. Wie też, co podkreśla, że bić się będzie na terenie rywala i jego promotora, więc gdy walka będzie wyrównana, to nie może liczyć na wsparcie sędziów. Takie życie, a Barrera nie jest przecież dzieckiem i ma tego świadomość. Dlatego mówi wprost: nastawiam się na nokaut. Taki będzie mój cel w tym pojedynku. Zrobię wszystko, by sędziowie nie musieli go oceniać.

 

Zobaczymy też czy zmiana trenera była w jego przypadku dobrym pomysłem. Dziś w nocy w jego narożniku stanie Derick Santos, a nie jak wcześniej Abel Sanchez.

 

Dzięki tej zmianie Barrera może trenować na Florydzie, gdzie mieszka, a nie latać do Kalifornii, do Abela Sancheza. Kubańczyk chwali sobie współpracę z nowym szkoleniowcem, ale zobaczymy co powie po walce z Szabrańskim.

 

Pięć lat młodszy, mierzący aż 192 cm Ukraniec, w odróżnieniu od Barrery niczego w swoich przygotowaniach nie zmieniał. Dalej trenuje z Manny Roblesem i ma nadzieję, że w Fantasy Springs Resort Casino w Indio pokona kolejną przeszkodę na drodze do wymarzonego celu, jakim jest walka o mistrzostwo świata wagi półciężkiej.

 

Szabrański wie, że pojedynek wieczoru na takiej gali jak ta w Indio bardzo zbliża go do poziomu na jakim chciałby się znaleźć. Zdaje sobie oczywiście sprawę, że Barrera jest bardzo niewygodnym, inteligentnym pięściarzem, byłym mistrzem świata juniorów, wieloletnim reprezentantem Kuby, widział też jak dobrze radził sobie z Wardem w ostatniej walce, ale wierzy że da sobie radę i pokona Barrerę.

 

Szabrański zaczynał bokserskie treningi na Ukrainie mając 13 lat, teraz  mieszka w Los Angeles i mówi, że to jego drugi dom. Dwa lata temu bardzo dużo dały mu sparingi z Bernardem Hopkinsem, który przygotowywał się wtedy w Kalifornii do walki z Rosjaninem Siergiejem Kowaliowem.

 

- Po każdym sparingu  siadaliśmy i na spokojnie, długo  mi tłumaczył co robię dobrze, a co źle. Uczył jak unikać błędów, jak rozwiązywać takie czy inne ringowe sytuację. Wiele z tych treningów wyniosłem i mam nadzieję, że to czego się nauczyłem pomoże mi w starciu z Kubańczykiem.  Dziś jestem zupełnie innym pięściarzem niż wtedy, gdy boksowałem na Ukrainie, zmieniłem prawie wszystko. Trener Robles nauczył mnie prawidłowo oddychać w trakcie walki, relaksować się i umiejętnie rozkładać siły, sprawił, że czuję się znacznie mocniejszy psychicznie – zapewnia Szabrański.

 

Ukrainiec podkreśla, że nie nastawia się na nokaut. Wzorem Witalija Kliczki uważa, że nokaut przychodzi sam, więc w pojedynku z Barrerą nie można również i takiego scenariusza wykluczać. Jedno jest pewne, zwycięzca tej atrakcyjnej i bardzo ciekawej walki przesunie się znacząco w kolejce do sławy i wielkich pieniędzy.