Mistrzostwa Europy 2016

 

W styczniu 2016 roku Polska, po raz pierwszy w historii, była gospodarzem mistrzostw Europy w piłce ręcznej. Przed turniejem oczekiwania były wysokie. Po pierwsze ze względu na trzecie miejsce polskich szczypiornistów na mistrzostwach świata w Katarze, a po drugie ze względu na fakt, że tym razem graliśmy u siebie. Podczas dwunastej edycji imprezy przeżywaliśmy każdy mecz naszej reprezentacji: wydarte i genialne zwycięstwa, a także zasłużone i sromotne porażki. Wszystko co zdążyliśmy przeżyć w ciągu dwóch tygodni w uproszczeniu skończyło się dymisją trenera Michaela Bieglera. By nazwać mistrzostwa sukcesem, trzeba było osiągnąć go na każdym polu, jednakże na najważniejszym z nich - sportowym - sukcesu osiągnąć się nie udało.

 

Polacy inaugurowali turniej meczem z Serbią. Ten, kto spodziewał się łatwej wygranej, musiał czuć się rozczarowany. Rzucanie zaczął, co potem stało się pewną regułą, lider reprezentacji Michał Jurecki. Serbowie przyjechali bez kilku znaczących postaci, a ich najgroźniejszym zawodnikiem był pierwszy w tabeli strzelców ligi niemieckiej Petar Nenadić, który w ciągu szesnastu minut aż sześć razy pokonał polskich bramkarzy. Kto by pomyślał, że o wyniku rywalizacji zadecyduje jedna akcja, jeden karny, jeden niewykorzystany karny? Na nasze szczęście był to karny dla Serbów i ostatecznie Polska wygrała 29:28.

Kolejnym rywalem była Macedonia. Spotkanie do pewnego stopnia przebiegało analogicznie do pierwzego meczu z udziałem Polaków. Wysoką skutecznością popisał się gracz będący ikoną Macedończyków Kirił Łazarow i to my musieliśmy gonić wynik. W 58. minucie meczu Polska prowadziła 24:20, lecz w ciągu niespełna dwóch minut nasi rywale zdobyli trzy bramki i w ostatnich sekundach mieli szansę na wyrównanie, ale nie udało im się jej wykorzystać.

 

Można wysnuć tezę, że 19 stycznia nasi szczypiorniści rozegrali najlepszy mecz w historii polskiej piłki ręcznej, pewnie pokonując mistrzów świata - Francuzów. Praktycznie każdy z zawodników z pola wpisał się na listę strzelców, a Sławomir Szmal bronił jak natchniony, wyłapując bądź parując praktycznie wszystkie rzuty gwiazdy "Trójkolorowych" Nikoli Karabaticia. Po zwycięstwie kibicom mogło się wydawać, że finał jest już na wyciągnięcie ręki. Nic bardziej mylnego...

Po czterech dniach przerwy Polacy doznali pierwszej porażki podczas turnieju, w meczu przeciwko reprezentacji Norwegii. Później przyszło planowane zwycięstwo nad Białorusią, a na koniec czekał nas pojedynek z Chorwacją. Sytuacja Biało-Czerwonych wydawała się komfortowa. Aby uzyskać awans do dalszej części imprezy mogliśmy nawet przegrać z podopiecznymi Żeljko Babicia różnicą trzech bramek. W odróżnieniu od meczu z Francuzami, Polacy rozegrali najgorsze spotkanie w dziejach tej dyscypliny. Chorwaci, aby wziąć udział w walce o finał, musieli rzucić co najmniej jedenaście bramek więcej od nas. Ostatecznie wygrali 37:23.

Co prawda naszym szczypiornistom udało się wygrać mecz o siódme miejsce z reprezentacją Szwecji, jednak wydźwięk mistrzostw był jednoznaczny - organizacja na plus, kibice na plus, drużyna na minus. W związku z wielkim rozczarowaniem z posady selekcjonera narodowej kadry zrezygnował Biegler, którego zastąpił Kirgiz Tałant Dujszebajew.

W finale turnieju Niemcy pewnie pokonali faworyzowaną Hiszpanię i to oni sięgnęli po trofeum.

Rozgrywki krajowe i Vive w Lidze Mistrzów

Skład finału PGNiG Superligi mężczyzn można było przewidzieć jeszcze przed rozpoczęciem rozgrywek. Jak co roku zmierzyło się w nim dwóch krajowych potentatów: Vive Tauron Kielce i ORLEN Wisła Płock. Z konfrontacji zwycięsko wyszła drużyna z Kielc. Podobnie było w finale Pucharu Polski, w którym faworyci pewnie rozprawili się z płocczanami.

Nieco inaczej sytuacja wygląda w przypadku rozgrywek kobiet. Nie ma w nich jednej drużyny dominującej poziomem nad pozostałymi rywalkami, chociaż w ostatnich latach najczęściej wygrywa MKS Lublin. W tym roku wyższość lublinianek musiały uznać zawodniczki Pogoni Szczecin.

29 maja Vive odniosło historyczny sukces w Lidze Mistrzów. W finale, po serii rzutów karnych, kielczanie wygrali z mistrzem Węgier MVM Veszprem. Było to zdecydowanie największe dotychczasowe osiągnięcie polskiego klubu w europejskich pucharach.

Igrzyska olimpijskie w Brazylii 

Pierwszym sprawdzianem debiutującego Dujszebajewa była walka o awans na igrzyska w Rio. Lepszego początku swojej przygody z reprezentacją nie mógł sobie wymarzyć. Polacy wypełnili zadanie i pewnie wygrali z Macedonią, Chile i Tunezją.

Następnie Biało-Czerwonych czekał dwumecz z Holandią w eliminacjach do mistrzostw świata, w którym okazaliśmy się lepsi od "Oranje". Po spotkaniu w Polsce reprezentacyjną karierę zakończyło trzech kluczowych zawodników: Grzegorz Tkaczyk, Bartłomiej Jaszka i Mariusz Jurasik.

Sierpień był miesiącem igrzysk. Z tego okresu zapamiętaliśmy irytująco słabą grę Polaków w grupie, wybitny mecz z Chorwacją oraz bardzo dobry, ale przegrany z Danią. Mógł być finał, jednak ostatecznie skończyło się na czwartym miejscu, które po fatalnym początku turnieju trzeba uznać za niewątpliwy sukces.
 
Eliminacje do mistrzostw Europy

W pierwszym meczu Polacy okazali się znacznie gorsi od Serbów, a trener Dujszebajew znów nie potrafił utrzymać nerwów na wodzy. Kilka dni później wszystko miało wrócić na właściwe tory. Polacy jechali do Rumunii w roli zdecydowanych faworytów, jednak wrócili z niczym. Złą sytuację kadry potęgował jeszcze fakt odejścia z niej pięciu ważnych ogniw. Po igrzyskach z reprezentacją pożegnali się Bartosz Jurecki i Adam Wiśniewski, a po klęsce z Rumunią Krzysztof Lijewski, Karol Bielecki i Sławomir Szmal.