Etap miał 780 kilometrów, z czego 364 to odcinek specjalny. Uczestnicy po raz pierwszy wjechali w góry, na wysokości 4960 m.n.p.m., pokonując najwyżej położony punkt na trasie tej edycji Dakaru. Po kilku dniach tropikalnych upałów musieli być przygotowani na temperaturę w okolicy zera. - To bardzo ciekawy etap. Dobrze nam poszło, chociaż na początku się trochę pogubiliśmy. A w tym najwyższym punkcie padał śnieg i grad – powiedział po dotarciu do biwaku Przygoński.

 

Załogi samochodów na ogół mają klimatyzację i nie odczuwają tak bardzo zmian temperatur. Inaczej niż kierowcy motocykli i quadów, którzy po raz pierwszy w tej edycji Dakaru musieli się ciepło ubrać. - To świetny etap jak na Dakar, bo było wszystko, i upał, i mróz, i śnieg, i grad, i miękko, i twardo, i szybko, i wolno. Etap był trudny nawigacyjnie. Widziałem, jak wielu zawodników się pogubiło. Ja na szczęście zaliczyłem wszystkie punkty kontroli czasu – podkreślił Sonik.

 

Polak na pierwszym etapie przewrócił się i później musiał startować z końca stawki, co utrudniało mu jazdę. - Jestem zadowolony z dzisiejszego wyniku, bo taki mam plan, jedyny możliwy po tym pierwszym etapie, żeby pomalutku codziennie się o kilka pozycji poprawiać – dodał.

 

W czwartek Rajd Dakar wjedzie do Boliwii. Jego uczestnicy przez tydzień będą przebywali na dużych wysokościach. Czwarty etap będzie prowadził z San Salvador de Jujuy do Tupizy i miał 521 kilometrów długości, z czego 416 to odcinek specjalny.