Dokładnie 368 dni temu Zinedine Zidane został nominowany nowym trenerem Realu Madryt, jednego z najpotężniejszych klubów na świecie z jedną z najgorętszych ławek trenerskich. Dla Francuza to był praktycznie trenerski debiut w poważnej piłce. A mimo tego od razu odmienił „Biały Dom”, posprzątał wszystkie brudy po Benitezie (Real miał cztery punkty straty w La Liga i odpadł z Copa del Rey) i przywrócił entuzjazm, a przede wszystkim skuteczność.

 

Wpadka z Atletico

 

4 stycznia 2016 roku nie wszyscy w niego wierzyli, kiedy mówił, że to dla niego najważniejsze wyzwanie w karierze. Niektórzy pocieszali się, że jest przecież w dużej mierze uczniem Carlo Ancelottiego. I choć na ławce żyje meczem znacznie bardziej od Włocha, to niektóre metody prowadzenia drużyny są podobne u obu panów. Zidane odmienił drużynę.

 

A wyniki przyszły natychmiast – Real w pierwszych czterech meczach strzelił 17 goli i wszystkie wygrał. Pierwszy trudny moment przyszedł dopiero po porażce z Atletico Madryt u siebie. A jednak Real podniósł się, znów zanotował korzystną serię i w dodatku w wielkim stylu wygrał z Barceloną 2:1. Wówczas Zidane przekonał wielu krytyków.

 

Trzy puchary

 

Jeszcze ważniejsze były jednak wygrane w Europie – wyeliminowanie nie bez kłopotow Wolfsburga w ćwierćfinale Ligi Mistrzów (0:2 i 3:0), a następnie Manchester City w półfinale dało przepustkę do czegoś co w Madrycie ceni się niezwykle, finału tych prestiżowych rozgrywek. A po wygranej Zidane mógł na San Siro w Mediolanie wznieść wraz ze swoimi podopiecznymi pierwsze, ale jakże cenne trofeum.

 

I choć Real nie zdołał odrobić straty ligowej (mistrzostwo zdobyła Barcelona, która o punkt wyprzedziła Królewskich), to i tak w kolejnych miesiącach sięgnął po dwa inne trofea – Superpuchar Europy oraz Klubowe Mistrzostwo Świata. W dodatku od 6 kwietnia minionego roku jest niepokonany, zanotował już serię 38 meczów bez porażki, a w sumie pod wodzą francuskiego trenera poniósł tylko dwie porażki w 54 meczach (42 wygranych i 10 remisów)! Jak to wytłumaczyć? Chyba tylko magią, którą Zidane tyle razy zachwycał jeszcze w czasie boiskowej kariery.