Łukasz Majchrzyk: Wraca pan do sportu po bardzo groźnym wypadku podczas jazdy na rowerze, kiedy zderzył się pan z maszyną rolniczą. Były wątpliwości, czy jeszcze kiedyś zdoła pan wystartować w zawodach?

Konrad Niedźwiedzki: Było bardzo dużo momentów zwątpienia, ale cały czas wierzyłem, że zdołam wrócić. To była szalenie złożona sprawa, bo tak naprawdę niewiele zależało ode mnie. Wiadomo, że jeśli mamy na coś wpływ, to się staramy z całej siły coś zrobić i wychodzi raz lepiej, raz gorzej. Tutaj wszystko było w rękach chirurga, a potem fizjoterapeutki. W tym całym dramacie miałem też wiele szczęścia, bo z takiej kontuzji, w tak krótkim czasie niełatwo się wygrzebać. Fajnie, że jeszcze przed nowym rokiem udało się wystartować w Pucharze Świata i w mistrzostwach Polski. Finał tej smutnej historii jest pozytywny.

Pojawiły się informacje, że potrzebna była rekonstrukcja barku. To rzeczywiście tak wyglądało, że trzeba było wkładać tytanowe płytki?

Tak, moja łopatka była w trzech częściach, dlatego potrzebna była rekonstrukcja. Lekarze zespolili ją dwiema płytkami tytanowymi i dwudziestoma śrubkami. Jest to bardzo cienka kość, więc wszystko trzeba było delikatnie wkręcać i uważać. Była to skomplikowana operacja, ale doktor Michał Drwięga wykonał ją niesamowicie. Wszystko się udało dobrze poskładać i nie mam problemów z nerwami, które biegną w okolicach tego złamania.

 

Cała rozmowa z Konradem Niedźwiedzkim w załączonym materiale wideo.