Jest drugim, po Vadisie Odjidjy-Ofoe, najlepiej zarabiającym piłkarzem Legii. Ostatnio występował na zapleczu Chinese Super League, ale przez pięć ostatnich sezonów do siatki rywali trafiał 60-krotnie. Zimą chciały go kluby z Chin, Japonii, Stanów Zjednoczonych, Turcji, Węgier i Danii. Ale Daniel Chima Chukwu wybrał stołeczną Legię, do której mógł trafić już w 2013 i 2014 roku. Wtedy postawił na chińskie miliony. Teraz chciał wrócić do Europy, aby zadebiutować w reprezentacji Nigerii.

Przeciwieństwo Nikolicia

Zawodnik pochodzący z Kano, trzymilionowej aglomeracji z północnej Nigerii, z pewnością nie jest piłkarskim klonem sprzedanego niedawno do Chicago Fire Nemanji Nikolicia. 25-latek w ciągu pięciu ostatnich sezonów ligowych do siatki trafiał kolejno: 7, 9, 11, 10 i 11-krotnie. Gdy do 48 bramek doliczymy gole strzelone w Pucharze Norwegii, Lidze Europy i eliminacjach Ligi Mistrzów, a także asysty, okaże się, że Chukwu bramkarzy pokonywał aż 60 razy, notując blisko 30 asyst. – To dużo, biorąc pod uwagę, że chłopak pracuje dla drużyny. Często walcz w defensywie. Gdy występował w Norwegii, zapowiadał się świetnie. To duży zawodnik, bardzo silny i szybki – opisuje nowy nabytek Legii Morten Pedersen, dziennikarz norweskiego „Dagbladet”.

Podobnie swojego piłkarza ocenia jego menadżer. - To bardzo silny, ciężko pracujący facet. Zawsze daje z siebie maksimum. Nie odpuszcza. To maszyna, która się nie zatrzymuje – mówi nam Atta Aneke, mieszkający na stałe w Oslo agent zawodnika. Pedersen dodaje: „Gdy Daniel grał w Molde, wszyscy go lubili. To był wesoły, uśmiechnięty chłopak. Nigdy nie zrobił niczego, co zaistniałoby na czołówkach tabloidów. Często chwalił go trener Ole Gunnar Solskjær”. – Jego dodatkową motywacją jest chęć pokazania się z tak dobrej strony, by otrzymać powołanie do reprezentacji Nigerii – dodaje Aneke.

Osobą, która z ramienia Legii pilotowała transfer, był Dominik Ebebenge, kierownik rozwoju sportowego. – Od pół roku wiedzieliśmy, że Daniel nie przedłuży umowy w Chinach. Dla nas najważniejsze było, aby wszystkie klocki się zazębiły. Bo transfer był uzależniony od odejścia Nikolicia – mówi nam Ebebenge i dodaje: „Wiem, że Chukwu miał kilka ofert lepszych finansowo, ale nasza dała mu możliwość nie tylko powrotu do Europy, ale i walki o trofea”. Wyjaśnia też, jakiego zawodnika Legia szukała: „Silnego, bardzo dynamicznego, z naturalną mocą. Czyli trochę przeciwieństwa Niko”.

Wolał Legię od Japonii i MLS

Mistrzowie Polski obserwowali Nigeryjczyka już latem 2013 roku, gdy ten, jako piłkarz Molde FK, mierzył się z Legią w III rundzie eliminacji Ligi Mistrzów. Wtedy na przeszkodzie stanęła cena i bajońska oferta z Chin. Co ciekawe, pół roku wcześniej o Chukwu mocno zabiegała Steaua Bukareszt, ale również dla Rumunów napastnik okazał się zbyt drogi. – Od dawna byłem w kontakcie z Dominikiem Ebebenge i Radkiem Kucharskim (szefem skautingu Legii). A więc można powiedzieć, że rozmawialiśmy od wielu miesięcy. Do porozumienia doszliśmy w grudniu – zdradza Polsatsport.pl Atta Aneke.

Według portalu africanfootball.com Chukwu odrzucił możliwość pozostania w Chinach, a także propozycje z amerykańskiej MLS, japońskiej J1 League i tureckiej Süper Lig. – Mieliśmy też oferty z czołowych drużyn z ligi węgierskiej i duńskiej. Był też jeden zainteresowany klub z Francji, ale tu zabrakło konkretów – wyjaśnia Aneke, który dodaje: - Legia była najlepszą opcją. Daniel chciał wrócić do Europy, pokazać się na tym rynku, więc uznaliśmy, że Warszawa będzie do tego najodpowiedniejszym miejscem. Już na dwa tygodnie przed przylotem do Polski widzieliśmy, że stawiamy na Legię.

W styczniu 2015 roku Shanghai Shenxin zapłacił Molde ponad milion euro i sprowadził Chukwu do Szanghaju. – Kolejny milion dostał Daniel. Dlatego w Norwegii nikt się nie dziwił, że wybrał Chiny – mówi Morten Pedersen. Legii Chukwu nie kosztował nawet złotówki, ale na Łazienkowskiej ma być za to drugim, najlepiej zarabiający piłkarzem. Więcej inkasować ma tylko Vadis Odjidja-Ofoe, którego apanaże przekraczają 600 tys. euro rocznie. – Udało nam się znaleźć model ekonomiczny, który pozwolił na zatrudnienie Daniela. Dla nas to zawodnik, który ma w perspektywie transfer do silniejszej ligi. Liczymy, że rozegra u nas kilkanaście dobrych miesięcy, a następnie pozwoli na „resale”, czyli dalszą sprzedaż. Z zyskiem – mówi Ebenenge.