EU LCS: na Zachodzie bez zmian. Drużyny 8-10

E-sport
EU LCS: na Zachodzie bez zmian. Drużyny 8-10

EU LCS po raz kolejny wygląda znacznie mniej interesująco niż jego amerykański odpowiednik czy chociażby rozgrywki w Korei. Nie oznacza to jednak, że w Europie zabraknie emocji. Stawka jest wyrównana, a niewiadomych wiele. Ponadto na wiosnę w Europie zobaczymy nowy format rozgrywek przypominający ten stosowany od niedawna w chińskim LPL. Drużyny zostaną podzielone na dwie grupy i zagrają po dwa mecze z formacjami z tej samej grupy i tylko po jednym z zespołami z drugiego zestawienia.

W grupie A znalazły się G2, Fnatic, Misfits, GIANTS i Team ROCCAT, a w grupie B będziemy mogli zobaczyć H2k, Splyce, Team Vitality, Unicorns of Love oraz Origen. Nie ulega wątpliwości, że jeszcze dwa tygodnie temu tą silniejszą grupą byłoby zestawienie B, ale od tego czasu wiele się wydarzyło, a większość rotacji last-minute i nerwowych ruchów dotyczy właśnie zespołów z tej grupy. W konsekwencji na obecną chwilę ciężko więc jednoznacznie wybrać tę mocniejszą piątkę. Które zespoły wyglądają najsłabiej?


Zanim przejdziemy do treści merytorycznej, warto powiedzieć kilka słów o samym systemie. Zawodnicy zostali ocenieni możliwie obiektywnie, z uwzględnieniem zaprezentowanego potencjału, ostatnich występów oraz przypuszczalnej skali talentu. Ponadto noty odnoszą się do sytuacji w obrębie konkretnej pozycji, więc porównywanie ocen przykładowo midlanera i toplanera pozbawione jest sensu. Pod względem „zgrania i komunikacji” tymczasem brane pod uwagę były czynniki takie jak staż wspólnej gry, płynność komunikacyjna i kwestie charakterologiczne. Format zastosowany przy tworzeniu zestawienia jest jednak nieidealny. Nie sposób usystematyzować wszystkich czynników, które zostały wspomniane w omówieniach, przez co sam ranking należy traktować z pewną dozą sceptycyzmu.

 

 

10. Origen (Grupa B - 12)


Po ubiegłym splicie wydawało się, że z Origen gorzej już być nie może. A jednak. Po wywalczeniu awansu na Mistrzostwa Świata i dotarciu do półfinału światowego czempionatu, formacja prowadzona przez Enrique „xPeke” Cedeno Martineza zupełnie się pogubiła, a passa fatalnych decyzji trwa nadal. Bo jeśli po kontrowersjach związanych z odejściem niemal wszystkich pracowników organizacji w połowie ubiegłego roku, ogromnych problemach ze znalezieniem strzelca i praktycznie całym splicie gry bez takowego (rozwiązanie awaryjne z xPeke w tej roli zupełnie się nie sprawdziło), to najbliższa edycja rozgrywek ma być dla zespołu najtrudniejsza w historii… to nie wygląda to dobrze. Zarówno eksperci, jak i kibice skazują Origen na desperacką walkę o przedostatnią pozycję, ale patrząc na ruchy transferowe ekipy, ciężko się temu dziwić. O ile osoba toplanera Maxa „Satorius” Gunthera stanowi solidną postawę, to pozostała czwórka graczy nie robiłaby żadnego wrażenia nawet, jeśli chodziłoby o formację występującą w Challenger Series. No może z wyjątkiem, Kima „Wisdom” Tae-wana, który jednak jest bardzo nierównym graczem i pomimo faktu, że awansował do LCS z Misfits, nie pozostawił po sobie wrażenia ponadprzeciętności.


Tymczasem Tabzz to zawodnik, który swego czasu uchodził za czołowego europejskiego strzelca, w czasach Alliance rywalizując nawet o prymat na tej pozycji z Martinem „Rekkles” Larssonem. Problemy osobiste i półroczna przerwa od gry sprawiły jednak, że po powrocie Holender nie jest już tym samym graczem i bez większych nadziei na sukces błąka się po ekipach z ogona LCS i zespołach Challenger Series. Ostatnio Tabzz bardzo przeciętnie radził sobie w barwach francuskiego Millenium. Jego podstawowe statystyki nie wyglądały może tak fatalnie, ale holenderski strzelec był zdecydowanie najsłabszym elementem walczącego o awans do LCS zespołu, a jednocześnie najmniej efektywnym ADC na zapleczu elitarnych rozgrywek. Nick jego nowego partnera z dolnej alei, Aleksi „Hiiva” Kaikkonena również nie powala na kolana. Fin obijał się kilkukrotnie o Challenger Series (SK Gaming Prime, Gamers2, Renegades: Banditos, Team Forge, Misfits, Millenium) i o ile jego zatrudnienie na zapleczu elitarnego cyklu byłoby jak najbardziej zrozumiałe, o tyle angaż w LCS zdaje się wrzuceniem zawodnika w zbyt duże buty. Nie jest tajemnicą, że xPeke liczy na doświadczenie Tabzza i umiejętność prowadzenia gry Hiivy, ale jeśli mówimy o poziomie LCS, to założenia Hiszpana wyglądają na, lekko mówiąc, bardzo optymistyczne. Tym bardziej, jeśli nowym midlanerem zostaje Yoo „Naehyun” Tae-wan, czyli gość, który zajął ostatnie miejsce w LSPL (zaplecze chińskiego LPL) z Team KungFu… nie wygrywając przy tym nawet gry. Nie należy co prawda przykładać przesadnie dużej wagi do zgoła katastrofalnych wyników poprzedniej formacji Naehyuna, bo nie wszystko zależało tutaj od gracza – Team KungFu, który wykupił spot Masters3, trawiła cała masa problemów, zarówno tych pozostawionych przez poprzedniego właściciela, jak i narosłych w wyniku chaotycznego zarządzania nowej organizacji. Tym niemniej nie zmienia to faktu, że sprowadzenie Naehyuna jest niewytłumaczalnym posunięciem Origen. Ciężko za racjonalny uznać bowiem fakt, że formacja decyduje się na sprowadzenie stosunkowo słabego Koreańczyka, ryzykując problemami komunikacyjnymi i aklimatyzacyjnymi, nie zyskując w zamian ponadprzeciętnych czy nawet średnich umiejętności. Być może, powtarzam bez przekonania – być może, midlaner jest nieoszlifowanym diamentem, ale wyklarowanie jego talentu z pewnością zajmie więcej czasu niż jeden split.

 

 

 


Może skupmy się jednak na dobrych wiadomościach – a tych nie jest zbyt dużo i opierają się przede wszystkim na osobach toplanera i dżunglera, których zakontraktowanie, dla odmiany, wygląda na naprawdę niezły wybór. Satorius to interesujący gracz górnej alei, którego dołączenie do LCS było kwestią czasu, kolejnym krokiem po więcej niż stabilnych występach na zapleczu zmagań. Tymczasem Wisdom powinien pomóc odnaleźć się w nowym środowisku Naehyunowi. Ponadto duet Tabzz-Hiiva ma za sobą epizod wspólnej gry w Millenium, co niewątpliwie stanowi pozytywny akcent w kontekście zespołu, który może cierpieć na spore problemy komunikacyjne. To wszystko to jednak za mało, by umieścić zespół xPeke gdziekolwiek wyżej niż dziesiąte miejsce, a formacja wygląda jak ofiara, która idzie na dno przymocowana do ołowiowych butów. Co więc musiałoby się stać, żebyśmy zobaczyli Origen w play-offach czy, myśląc nieco bardziej realistycznie, na bezpiecznej, ósmej pozycji? To wbrew pozorom nie jest trudne pytanie – każdy z zawodników musiałby zagrać split życia, Naehyun powinien okazać się nowym Na „NighT” Goon-wo, a Tabzz przypomniałby sobie chociaż połowę tego, co umiał, występując w Lemondogs i Alliance. Szanse na spełnienie tych warunków są jednak żenująco niskie, a przyszłość Origen rysuje się w bardzo mrocznych barwach.


A koniec ciekawostka – rezerwowym wspierającym w zespole xPeke został Polak, Ireneusz „Iluzjonist” Opaliński, który ostatnio rywalizował w hiszpańskim LVP w barwach PAM eSports. Sam hiszpański midlaner prawdopodobnie zagra w pierwszych tygodniach LCS ze względu na problemy wizowe dotyczące Naehyuna.

 

 

 

9. Team ROCCAT (Grupa A - 16)


Jeśli zachwytu nie budzi skład Origen, to niewiele lepsze wrażenie pozostawia na pierwszy rzut oka roster Team ROCCAT. W zestawieniu ostatniej drużyny letniego splitu możemy znaleźć debiutanta, gracza z zaplecza LCK, zawodnika, który do niedawna łączony był wyłącznie z Challenger Series oraz dwójkę weteranów LCS ocenianych raczej w skali przeciętni-nieźli. Daje to mieszankę, która na papierze równa się trudnej walce o utrzymanie, chociaż w EU LCS, w kontekście zwariowanych przetasowań, które miały miejsce w ostatnim czasie, nawet solidność daje spore nadzieje.


Doświadczenie rozłożone jest na pozycje prowadzących, którzy zgodnie ze swoją rolą, mogą znaleźć dla drużyny drogę do kilku nadprogramowych wygranych i bezpiecznej siódmej-ósmej pozycji, czyli czwartego miejsca w grupie. Jedyny zawodnik, który pozostał z poprzedniej dywizji, Felix „Betsy” Edling, ma za sobą fantastyczny początek lata, kiedy to był najlepszym zawodnikiem ROCCAT i najbardziej dominującym europejskim midlanerem. Potrafił wtedy zdobyć przewagę kilku stworów nad najlepszymi nawet rywalami. Wydaje się jednak, że dobra postawa gracza środkowej alei przeszła trochę bez echa, a nieco niezasłużenie znacznie bardziej doceniony został kolega Betsy’ego z Team ROCCAT, Pierre „Steeelback” Medjaldi, który w przeciwieństwie do midlanera miał świetną wiosnę i stosunkowo przeciętne lato. Teraz Szwed z malezyjskim paszportem przygotowuje się do swojego piątego już splitu w LCS, ale ponownie nie dostał do drużyny zawodników, którzy pozwoliliby mu pokazać pełnię potencjału. Interesującym ruchem jest na pewno pozyskanie rodaka midlanera, pełniącego rolę strzelca Pettera „Hjarnan” Freyschussa. Można się nieco obawiać o formę 23-latka, który przez ostatnie pół roku miał przerwę od profesjonalnego grania, ale nie ulega wątpliwości Szwed był w ostatnim czasie najbardziej niedocenianym strzelcem, jaki grał w EU LCS. Uważany za słabeusza podczas gry w H2k i Vitality Hjarnan, podczas przygody z najwyższym szczeblem rozgrywkowym miał naprawdę dobre liczby i regularnie utrzymywał się w gronie najefektywniejszych strzelców w stawce. Nie ulega wątpliwości, że Szwed nie zrobił takiej kariery, jaką mu wróżono, występował w Challenger Series, ale na pewno jest dobrym nabytkiem dla zespołu z dołu tabeli LCS.

 

 

 


Interesującą postacią jest też Nubar „Maxlore” Sarafian, który w ubiegłym splicie naprawdę nieźle radził sobie w GIANTS i z tym zespołem zagrał nawet w play-offach i turnieju kwalifikacyjnym na Mistrzostwa Świata. Brytyjczyk specjalnie się nie wyróżniał, ale jednocześnie w żadnym wypadku nie odstawał znacząco od czołowych europejskich dżunglerów. A jeszcze pół roku wcześniej wydawało się, że do Maxlore’a przylgnie określenie „dżungler z Challenger Series”, bo na zapleczu LCS grał w ex-Nihilo, Gamers2 i Inspire eSports. To co, Team ROCCAT, spokojnie utrzymanie i może nawet idziemy po play-offy? No… nie do końca.
Zatrudnienie Ambroza „Phaxi” Hrena to już czysty hazard. Toplaner ma potencjał, ale ciężko oczekiwać, by ten split był dla niego czymkolwiek innym niż koszmarem. Słoweniec posiada praktycznie zerowe doświadczenie na profesjonalnej scenie, a jego największymi sukcesami są wicemistrzostwo Francji z inFamous eSports i drugie miejsce w… finale trzeciego sezonu Fantasty Expo Challenge w Polsce. Phaxi na wiosnę prawdopodobnie będzie więc trochę stażystą, a jego starania dostosowania się do nowego poziomu powinny stanowić obciążenie dla ROCCAT. Niemniej drugiej strony jego były kolega z drużyny Bottled Waters, Mihael „Mikyx” Mehle w debiucie w LCS zajął… drugie miejsce. Czy obawy są więc bezpodstawne? Niewielkie szanse na wejście smoka, ale nie można powiedzieć, że taka możliwość nie istnieje. Zupełną niewiadomą jest tymczasem koreański wspierający Kim „Wadid” Bae-in. Wysokie miejsce w koreańskiej kolejce solowej i więcej niż przyzwoite występy w koreańskim Challengers wraz z Rising Star Gaming i SBENU Korea to jednak dobre prognostyki. Problemy z komunikacją? Jego wybór na pozycję strzelca został osobiście namaszczony przez Hjarnana, a sam Wadid bardzo dobrze mówi po angielsku - na dolnej alei ROCCAT powinno więc być przeciętnie, ale całkiem stabilnie.


Organizacja znów nie poszalała na rynku transferowym, ale postarała się przynajmniej zbudować całkiem ciekawą ekipę. To znów będzie jednak zbyt mało, by myśleć o play-offach i formacja prawdopodobnie zadomowi się na niskich pozycjach w tabeli. Tworząc zespół, ROCCAT liczył się jednak ze zdaniem swoich zawodników i to może wlewać choć trochę nadziei w serca kibiców formacji - odpowiednie zgranie potrafi bowiem czynić cuda.

 

 

 

8. GIANTS (Grupa A - 16,5)

 

GIANTS, dokonując swoich transferów, było bardzo, bardzo zdesperowane. Na tyle, żeby pozwolić dwójce kontraktowanych graczy zagrać turniej kwalifikacyjny do Challenger Series – tak, Estończyk Martin „HeaQ” Kordmaa faktycznie wystąpi tam razem z Alternate ATTAX (ex-Iguana eSports), a Jonasa „Memento” Elmarghichi’ego zobaczymy w barwach Nerv. Tym samym okres przygotowawczy do LCS w przypadku GIANTS… praktycznie nie istnieje. Eliminacje na zaplecze to bowiem trwające tydzień zmagania, które kończą się dzień dwa dni przed rozpoczęciem rywalizacji w EU LCS. Interesujące, że zespół nie potrafił dogadać się z „zaklepanym” wcześniej Eliasem „Upset” Lippem, z którym ekipa wystąpiła na IEM Gyeonggi. Ciężko jednoznacznie wskazać w tej sytuacji winnego – czy jest nim organizacja, czy sam zawodnik, bowiem istnieje sporo nieścisłości, ale faktem jest, że negocjacje nie powiodły się, a Upseta łączy się ostatnio z występującym w Challenger Series FC Schalke 04. Tym samym, podobnie jak kilku rywali, GIANTS zostało postawione w niezbyt komfortowej sytuacji i musiało zgodzić się na pewne ustępstwa. A patrząc na transfery last-minute, które udało się zrealizować Vitality oraz Unicorns of Love, nabytki GIANTS wyglądają całkiem nieźle.

 

 

 


Tym niemniej nietrudno spodziewać się, że po tak pobieżnych przygotowaniach, pierwsze tygodnie w LCS będą katorgą dla uczestników letnich play-offów poprzedniej edycji. Co prawda w zespole pozostał jego rdzeń, Na „NighT” Gun-woo, który w lecie okazał się objawieniem, ale personalia, które otaczają Koreańczyka niezbyt przekonują. Tym bardziej, że midlaner po wspaniałej drugiej części fazy zasadniczej zawiódł w play-offach i może mieć problem z wzięciem odpowiedzialności na swoje barki. Wspierać nadal będzie go support Morgan „Hustlin” Granberg, który bardzo szybko zadomowił się w EU LCS i prezentuje naprawdę przyzwoity poziom. Pozostała trójka to już nowi gracze. Memento, który ubiegłym splicie był outsiderem razem z ROCCAT, nie pokazał niczego szczególnego, ale pomimo to teraz dostał jeszcze jedną, znacznie lepszą szansę. Trzeci Szwed w składzi GIANTS, Olof „Flaxxish” Medin od dłuższego czasu uchodził tymczasem za jeden z największych talentów europejskiej górnej alei spoza LCS. Toplaner od dłuższego czasu tułał się po świecie, grając to w Niemczech, to we Francji, to w Ameryce czy ostatnio Hiszpanii, gdzie zdominował tamtejsze LVP wraz z ASUS ROG Army. Piątkę uzupełnia Estończyk Martin „HeaQ” Kordmaa, który dostał szansę w LCS z pominięciem poprzednich szczebli. Wcześniej był bliski awansu do Challenger Series z Low Priority i dostał się do tureckiego TCL wraz z SuperMassive TNG, a ostatnio wygrał Mistrzostwo Niemiec z Iguana eSports. Występy w LCS to ogromny sus w jego karierze, ale ciężko powiedzieć jak poradzi sobie w elitarnym cyklu gracz znad Bałtyku.


GIANTS jest trochę zagadką, zespół bez solidnego przygotowania, z kilkoma dobrymi zawodnikami i kilkoma debiutantami. Prawdopodobnie celem formacji będzie uniknięcie relegacji, ale może się to skończyć zarówno w play-offach, jak i w barażach, choć ta pierwsza opcja wydaje się znacznie mniej prawdopodobna.

 

Rafał Fiodorow
Przejdź na Polsatsport.pl

PolsatSport.pl w wersji na telefony z systemem Android i iOS!

Najnowsze informacje i wiadomości na bieżąco, gdziekolwiek jesteś.

Komentarze

Przeczytaj koniecznie