Maciej Turski: Obiecywałeś, że przed walką będzie trochę dobrego disco polo, a sam pojedynek nie porwie tłumów. Tak też się stało...

 

Marcin Naruszczka: Ja zawsze dotrzymuję danego słowa... (śmiech)

 

Jesteś zadowolony z tego występu? Do walki przystępowałeś praktycznie z marszu...

 

Forma była świąteczno-sylwestrowa, ponieważ o walce dowiedziałem się we wtorek 3 stycznia. Sylwestra spędziłem w gronie znajomych, z którymi... zawsze jest wesoło. Jeśli chodzi o samą walkę, to Filip dążył do klinczu i nie ukrywam, że bardzo mi to odpowiadało. Nie dałem sprowadzić się do parteru i sukcesywnie zdobywałem punkty. Trener mówił mi, żebym nie angażował się w szybkie wymiany ciosów.

 

Scenariusz wypełniony w stu procentach, to Twoja druga wygrana dla organizacji Fight Exclusive Night. Czy z tyłu głowy masz już pojedynek o mistrzowski pas w kategorii średniej?

 

Staram się twardo stąpać po ziemi. Moim menadżerem, trenerem, a także przyjacielem jest Mirosław Okniński i to on kieruje moją karierą niczym na PlayStation.