W drugim secie Kerber prowadziła już 5:3 i wydawało się, że pewnie wygra z 51. w światowym rankingu Curenko. W poczynania pierwszej rakiety świata wkradło się jednak wiele niedokładności. W 10. gemie nie skończyła piłki meczowej. Później nie wykorzystała dwóch okazji na przełamanie, przy stanie 5:6 obroniła cztery "break pointy", ale przy kolejnym spasowała.

 

Na początku decydującego seta nadal nie błyszczała. Kluczowy okazał się piąty gem, w którym Ukrainka straciła podanie. Od tego momentu to ona popełniała niemal cały czas błędy, a wyżej notowana z zawodniczek przejęła inicjatywę.

 

"Pierwsze rundy zawsze są trudne. Pamiętam jak rok temu w pierwszej rundzie broniłam tu piłki meczowej" - zaznaczyła Kerber.

 

Niemiecka tenisistka w ubiegłym sezonie miała świetną passę. Co prawda po triumfie w Melbourne odpadła w pierwszej rundzie kolejnej imprezy wielkoszlemowej - French Open, ale potem dotarła do finału Wimbledonu, wywalczyła srebrny medal olimpijski w Rio de Janeiro, we wrześniu triumfowała w US Open i została liderką światowego rankingu.

 

Jej kolejną rywalką w Australii będzie rodaczka Carina Witthoeft.