Łukasz Kadziewicz: Kiedy zaczynałeś grać w Polsce, wielu ekspertów mówiło o Tobie jako nowej jakości w siatkówce. Czego zabrakło, abyś zawojował też inne ligi -  włoską czy rosyjską?

 

Michal Masny: Dziesięć centymetrów wzrostu i innego paszportu. Łatwiej jest  się przebić w tym siatkarskim świecie, gdy ma się amerykański, brazylijski, czy włoski paszport. Wtedy inaczej patrzą na zawodnika. Teraz to można doskonale zobaczyć. Niektórzy Amerykanie robią sobie rok lub dwa lata przerwy, potem wracają do treningów i podpisują kontrakty z dobrymi klubami. Gdyby taki "mały Masny" zrobił sobie rok przerwy od siatkówki, to po powrocie nikt by mnie nie chciał oglądać, nawet na kasie w sklepie.

 

Kiedy przychodziłeś do polskiej ligi nie była ona bardzo profesjonalna. Wtedy my też uczyliśmy się siatkówki i organizacji. Jakie teraz dostrzegasz zmiany?

 

Kiedy przyjechałem dziewięć lat temu, aby grać w polskiej lidze, już wtedy można było zobaczyć rozkwit siatkówki w Polsce i duże zainteresowanie tą dyscypliną. Może wtedy nie wszystkie kluby były profesjonalne, ale wszystko szło w dobrym kierunku. Teraz niesamowite jest np. to, że gramy w kolejce osiem spotkań, z czego sześć pokazywane jest przez telewizję. To jest fenomen na skalę światową.

 

Nie żałujesz, że nigdy nie spróbowałeś swoich sił w innej lidze? Wiem, że miałeś oferty z Francji czy Grecji.

 

Jak wspomniałeś, po dwóch latach spędzonych w Czechach miałem ofertę zagrania we Francji. Wówczas podjąłem inną decyzję. Musiałem myśleć nie tylko o sobie, ale też o rodzinie, ale nie żałuję żadnych decyzji  i nic bym nie zmienił. W danym momencie była to najlepsza decyzja dla mnie i mojej rodziny. Po czterech latach w Czechach, gdzie wygrałem wszystko, co się dało, chciałem spróbować, czy będę w stanie odnaleźć się w innym środowisku. Wtedy wybrałem Polskę.

 

Jesteś ambasadorem polskiej siatkówki w Czechach i Słowacji. Pytają Cię młodzi zawodnicy o warunki w polskiej lidze?

 

Często mnie pytają: "Gdzie podpiszesz kontrakt, bo chciałbym grać z Tobą w jednym klubie". Faktycznie, tego typu telefony się pojawiają między sezonami. Także trenerzy, z którymi w przeszłości współpracowałem, mnie pytają o różnych zawodników.

 

Zastanawiałeś się już, co będziesz robił po zakończeniu kariery sportowej? Trener, może dyrektor sportowy?

 

Na razie nie wybieram się na sportowa emeryturę. Czuję się bardzo dobrze, na pewno chciałbym jeszcze pograć kilka lat. Jeżeli teraz mam wybiegać w przyszłość, to myślę o spróbowaniu swoich sił w roli trenera.