Adam Łuczka: Prywatnie jest Pan ojcem Filipa "Neo" Kubskiego, a zawodowo obecnym menadżerem Team Kinguin. Na przestrzeni lat przylgnęła do Pana ksywa "Ojca chrzestnego" polskiej sceny Counter-Strike'a. Czy lubi pan swój pseudonim?

Janusz "Hayabusa" Kubski: Przez wiele lat byłem określany po prostu mianem "ojca", a ostatnio zauważyłem, że nazywa się mnie również "Ojcem chrzestnym".  Jest to nawiązanie do faktu, że jestem tatą Filipa oraz na pewno do tego, że z CS-em związany jestem od 1999 roku.

Jak sam Pan zauważył, na scenie polskiego Counter-Strike'a  figuruje od samego początku. Czy spodziewał się Pan, że E-sport rozwinie się na tyle, że obecne rozgrywki ELEAGUE będą transmitowane w profesjonalnej telewizji?

Pierwsze nadzieje na to, że E-sport się rozwinie pojawiły się w 2009 roku. Wtedy mówiło się, że E-sport zadebiutuje jako jedna z dyscyplin na Igrzyskach Olimpijskich. Tak się nie stało i nastąpił kryzys: pule nagród na turniejach drastycznie spadły, a sponsorzy się wycofywali. Zawsze myślałem raczej o tym co będzie gdy dzieci dorosną, przestaną grać i trzeba będzie zacząć "normalne" życie. Okazało się, że w ogóle nie trzeba było się tym martwić, bo E-sport się rozwinął i jego czas dopiero nadejdzie. Znowu pojawiają głosy, aby wprowadzić E-sport na Igrzyska w 2024 roku. Całą inicjatywę podgrzewają kluby piłkarskie, które przejmują lub zakładają własne drużyny specjalizujące się w elektronicznej rozrywce.  

Jakie Pana zdaniem kroki należałoby podjąć, aby E-sport trafił do szerszego grona odbiorców?

 

Myślę, że dużo w tej chwili zależy od telewizji. Wiemy, że istnieją próby stworzenia kanałów wyłącznie o tematyce e-sportowej. Pokazywanie rozgrywek takich jak ELEAGUE, czy turnieje w League of Legends powinny się pojawiać, bowiem służy to rozpropagowaniu idei elektronicznego sportu. Dla osoby nie interesującej się na co dzień tą materią najbardziej strawna jest na pewno FIFA, ponieważ piłkę nożną zna każdy i jej wirtualna wersja będzie bardziej przejrzysta niż na przykład League of Legends, gdzie dominuje "bitewny chaos".