Tenisista z Lozanny mógł we wtorek liczyć na oryginalny doping - jeden z jego kibiców zagrzewał go do walki, jodłując. Prawie 32-letni zawodnik nagrodził go za to brawami. Po pierwszym secie między tenisistami doszło do ostrej wymiany zdań. O ile jednak Wawrinka w dalszej części meczu przełożył złość na lepszą grę, to Francuz - jak stwierdzili eksperci - był cieniem samego siebie.

 

Była to ósma konfrontacja tych zawodników - po raz piąty zwyciężył Wawrinka. Rozstrzygnął na swoją korzyść także trzy ich wcześniejsze pojedynki wielkoszlemowe, ale miały one miejsce podczas French Open, gdzie rywalizacja toczy się na ziemnej nawierzchni. Od ich poprzedniego meczu na korcie twardym minęło zaś aż 10 lat, a wówczas z sukcesu cieszył się Tsonga.

 

Szwajcar uwagę szerszego grona miłośników tenisa zwrócił na siebie za sprawą triumfu w Australian Open sprzed trzech lat. W kolejnej edycji tej imprezy zatrzymał się na półfinale. Kilka miesięcy później zwyciężył we French Open, a w US Open znalazł się w czołowej "czwórce". W ubiegłym roku z kolei był półfinalistą wielkoszlemowych zmagań w Paryżu i wygrał turniej tej rangi w Nowym Jorku.

 

Będący jego rówieśnikiem Tsonga jedyny w karierze finał Wielkiego Szlema zaliczył właśnie w Melbourne - w 2008 roku. Dwa lata później zatrzymał się tam na półfinale.

 

Wawrinka czeka na wyłonienie swojego kolejnego przeciwnika. Będzie nim jego słynny rodak Roger Federer lub Niemiec Mischa Zverev, który sensacyjnie wyeliminował w 1/8 finału lidera rankingu ATP Brytyjczyka Andy'ego Murraya.