Polskie media obiegła informacja o tym, że trener Jacek Gmoch trafił do szpitala i przeszedł operację wszczepienia by-passów. Był to jednak zabieg, który wykonano profilaktycznie i sytuacja nie jest tak poważna, jak można by sądzić. Operację przeprowadzono w nocy z niedzieli na poniedziałek.

 

Nie było zawału serca i w takiej sytuacji operacja wszczepienia by-passów nie jest tak groźna, jak mogłoby się wydawać.

 

Polsatsport.pl porozmawiał z synem trenera, który zapewnia, że wszystko jest pod kontrolą, a Jacek Gmoch jest w dobrym nastroju.

 

Rozmawiałem z tatą przed chwilą i powiedział mi, że został przeniesiony z sali pooperacyjnej do "zwykłej" sali szpitalnej. Rano, kiedy z nim rozmawiałem, miał do mnie dwie prośby. Od razu powiedział, żeby mu przywieźć szczoteczkę do zębów, chyba dlatego, że zajmują się nim bardzo ładne pielęgniarki. Drugą jego prośbą było przywiezienie mu flamastra - być może chce rozrysować jakiś schemat organizacji pracy szpitala w Aninie, chociaż jestem pod wrażeniem, jak tam wszystko jest zorganizowane - mówi Paweł Gmoch.

 

Nie ma powodów do niepokoju?

 

Genetycznie jesteśmy długowieczni. Mama trenera zmarła w wieku 95 lat i chyba dlatego, że jej "się znudziło" żyć. Dziadek Euzebiusz, ojciec taty, umarł w wieku niemal 100 lat. Genetycznie tato jest bardzo młody i wygląda na to, że jeszcze przez wiele lat będziemy mogli go słuchać. Tato się bardzo dobrze odżywia, jest weganinem i bezglutenowcem od 2,5 roku. Nauczył się tej diety ode mnie, bo ja stosuję tę dietę już od 3,5 roku - dodaje Paweł Gmoch.

 

Trenerowi Jackowi Gmochowi życzymy szybkiego powrotu do zdrowia.