"W ostatnim dniu regat z powodu zbyt grubej warstwy mokrego śniegu na lodzie nie odbyły się dalsze wyścigi i rywalizacja zakończyła się po trzech rozegranych pierwszego dnia" - poinformował Jabłoński, który trzykrotnie jako pierwszy meldował się na mecie.

 

Jak zaznaczył, warunki słabowiatrowe faworyzowały lżejszych, bardzo doświadczonych, a przede wszystkim młodszych od niego zawodników.

 

"A jednak wygrałem trzy wyścigi! Jestem bardzo zadowolony i dumny ze stylu, w jakim walczyłem. Miałem dobrą szybkość, bez której na pewno niewiele bym osiągnął. W każdym z wyścigów musiałem żeglować bardzo czujnie, wykorzystując odpowiednio szkwały. Najbardziej cieszy wygrana z Amerykaninem Matem Struble, trzykrotnym mistrzem świata (2007, 2008, 2009), przeciwko któremu żeglowałem po raz pierwszy. Była to oczekiwana przez wielu, zwłaszcza tu w USA, konfrontacja" - powiedział Jabłoński, zwany w środowisku "Karolem Wielkim".

 

W sierpniu skończy 54 lata. Jest najstarszym zawodnikiem w historii mistrzostw globu w żeglarstwie lodowym klasy DN (bojery), który zdobywa złote medale. Przed laty był jednym z najlepszych na świecie sterników.

 

"Czas w miejscu nie stoi. Zegar tyka, ale mam powód do radości, że jestem może jak wino - im starsze, tym lepsze..." - dodał.

 

Gdy miał sześć lat, zaczął żeglować na Optimiście. Dwa lata później ojciec zachęcił go do spróbowania jazdy na lodzie.

 

"To było na Tałtach, blisko rodzinnego domu. Zacząłem od monotypu, a mając 14 lat wsiadłem na DN i... wjechałem w rybaków. Początki, za co się nie weźmiesz, są zawsze trudne. Później takie przypadki już mi się nie zdarzały" - wspomniał.

 

Brązowy medal wywalczył ubiegłoroczny wicemistrz świata Michał Burczyński. Polaków rozdzielił Struble. Czwarte miejsce zajął Robert Graczyk, a szóste Tomasz Zakrzewski, dwukrotny mistrz globu (2012-2013).

 

W czwartek ponad stu zawodników ma wyruszyć w poszukiwanie lodowej tafli, która nadawałaby się do przeprowadzenia mistrzostw Ameryki Północnej.