W finale kobiecej rywalizacji zmierzą się 35-letnia Serena Williams, a po drugiej stronie kortu stanie jej starsza o rok siostra Venus. Pierwsza walczy teraz o rekordowy w liczonej od 1968 roku Open Erze 23. triumf w Wielkim Szlemie w grze pojedynczej. Druga z Amerykanek ma w dorobku siedem tytułów. Ich sobotni pojedynek zapisze się w historii - będzie to wielkoszlemowy finał z udziałem najstarszych singlistek w historii.

 

W decydującym pojedynku u mężczyzn kibice obejrzą konfrontację 35-letniego Szwajcara Rogera Federera z młodszym o pięć lat Hiszpanem Rafaelem Nadalem. Pierwszy może pochwalić się 17 - rekordowymi w męskich singlu - zwycięstwami w Wielkim Szlemie, drugi - 14.

 

"Taki skład finałów nie dziwi mnie. Tenis się zmienia. Okres, w którym tenisiści mają swoje najlepsze lata, przesunął się w porównaniu z tym, co było dawniej. Teraz rzadkością są nastolatki w czołowej 100 rankingu. Kiedyś było ich więcej, a sukcesy odnosiła m.in. młodziutka Szwajcarka Martina Hingis. Pierwsze w karierze triumfy w Wielkim Szlemie doświadczonych Włoszek Franceski Schiavone i Flavii Pennetty też są dowodem obecnej tendencji i myślę, że ona się utrzyma" - powiedziała była polska tenisistka Klaudia Jans-Ignacik.

 

Jak dodała, zwycięstwa doświadczonych sportowców są inspiracją dla innych i pokazują, że nie należy zbyt wcześnie przekreślać starszych tenisistów i zawodniczek.

 

"Można powiedzieć, że u kobiet nawet zrobił się boom na takie tenisistki. Uwierzyły w siebie, z czym wcześniej był kłopot. W przypadku obsady męskiego finału w Melbourne jednym z powodów może być też fakt, że zarówno Federer, jak i Nadal zakończyli wcześniej poprzedni sezon, wyleczyli urazy i do nowego przystąpili wypoczęci. Serb Novak Djokovic i Brytyjczyk Andy Murray grali wtedy do końca i ewidentnie nie zdążyli się zregenerować" - oceniła kapitan biało-czerwonych w Pucharze Federacji.

 

Tendencję związaną z przesunięciem etapu lat świetności w zawodowym tenisie omówiono też m.in. w jednym z artykułów na stronie organizacji ATP. Pojawił się tam tekst pt. "Dlaczego 30 to nowa 20".

 

"Mieć 31 lat nie znaczy to samo co być w takim wieku 10 lat temu" - podkreślił Brad Gilbert, były trener Amerykanów Andre Agassiego i Andy'ego Roddicka oraz Murraya.

 

On wspomniane zjawisko przesunięcia okresu najlepszej dyspozycji w tenisie określa mianem "efektu Agassiego". Słynny zawodnik z USA w 2005 roku w wieku 35 lat awansował do finału US Open.

 

"Nagle wszyscy pomyśleli: wiesz co? Jak o siebie zadbasz, to możesz dobrze sobie radzić po trzydziestce" - przekonywał.