Roman Kołtoń: Prezesie, co się dzieje, że czołowi ludzie z Ekstraklasy spotykają się z dziennikarzami, aby nakreślić walory systemu ESA 37, polegającego na 30 kolejkach sezonu zasadniczego, podziale punktów i dogrywce w dwóch grupach – mistrzowskiej i spadkowej?

Dariusz Marzec: Nic się nie dzieje... Przygotowaliśmy analizę systemu ESA37, którą podzieliliśmy się w grudniu na spotkaniu z klubami i chcieliśmy ją pokazać także mediom.

Coś się jednak dzieje, wcześniej takich spotkań nie było – może to efekt stworzenia grupy roboczej Ekstraklasy i PZPN, gdzie zapewne ten temat również jest omawiany?

Grupa istnieje, ale zajmuje się wieloma sprawami, system rozgrywek jest tylko jednym z elementów. Nasza rekomendacja skierowana jest do zarządu PZPN i klubów. Analizy pokazują, że nie ma przesłanek do zmiany systemu. W moim przekonaniu system ESA 37 spełnił zakładane cele – i biznesowe i wizerunkowe. System ESA 37 funkcjonuje przynosząc korzyści w wielu aspektach.  Jednak ważne jest jeszcze coś innego – jeśli chcemy zmian, to czekam na propozycję innego sytemu, ale niech to rozwiązanie będzie atrakcyjniejsze od obecnego… Pod każdym względem.

Nie przekonam pewnie pana do mojego klasycznego ujęcia – 16 zespołów, mecz i rewanż. Każdy punkt znaczy... punkt. Ok, zastanowiłbym się nad powiększeniem ligi do 18 drużyn, przy czym nie bałbym się strefy spadkowej, liczącej 3 lub jeszcze lepiej 4 zespoły...

W 2007 roku w Europie tylko 5 lig grało systemem, który odbiegał od klasycznego. Dziś tych lig jest 17, a w 6 dzielone są punkty. Co do 18 zespołów w lidze – byłaby to klasyka. System 18 zespołów znakomicie sprawdza się w Niemczech, gdzie kluby walczą o siedem miejsc w UEFA, a na ich miejsce w 2 Bundeslidze czeka co najmniej osiem zespołów gotowych sportowo, finansowo, infrastrukturalnie i organizacyjnie. W mojej ocenie, póki co brakuje nam jeszcze tego potencjału, który w Niemczech decyduje o atrakcyjności rozgrywek.
Do tego musimy konkurować atrakcyjnością z największymi ligami, te ściągają wszystkie największe gwiazdy światowego formatu, a przez to kibiców na stadiony i przed telewizory. Pozostałe ligi muszą inaczej podnosić atrakcyjność swoich rozgrywek – między innymi poprzez system rywalizacji oraz oczywiście ciągle podnosić poziom sportowy.

Od sezonu 2018/2019 koniec reformy Michela Platiniego, która trwała od 2009 roku i która pozwalała mistrzom średnich lig łatwiej awansować do Ligi Mistrzów.

Dokładnie – teraz liczba tych miejsc dla „mistrzów średnich lig”, jak pan to ujął, zmniejsza się o 20 procent. Co więcej mistrz Polski będzie musiał przejść cztery rundy, a nie trzy, jak dotychczas. Z Ligi Mistrzów płyną kolosalne dochody, ale w przyszłości w jeszcze większym stopniu będą płynęły do tych najpotężniejszych. Są dwa warunki, że dana liga jest atrakcyjna – są w niej gwiazdy i rozgrywane są dobre widowiska. Na gwiazdy światowego formatu nas po prostu nie stać. U nas każdy mecz musi się liczyć, musi być gra o stawkę. I to gwarantuje ESA 37. I w fazie zasadniczej, gdzie zanikła „martwa strefa” w środku tabeli. I w fazie dogrywki do sezonu – czy w grupie mistrzowskiej, czy w strefie spadkowej. Wystarczy wspomnieć o ostatnim sezonie, do końca dwie drużyny walczyły o tytuł mistrza, a aż cztery drużyny były zagrożone spadkiem przed 37. kolejką. To wszystko powoduje, że rozgrywki są emocjonujące i przyciągają coraz więcej kibiców na stadiony.

Były różne głosy, sam byłem sceptyczny, ale wielu kolegów dziennikarzy, a także nasi eksperci, jak Wojciech Kowalczyk, czy Tomasz Łapiński zachwycili się nowym pomysłem Ekstraklasy...

Pierwsze wnioski nie mogą być stawiane po jednym, czy dwóch sezonach. Proszę zwrócić uwagę, że zaczęliśmy je stawiać po trzech pełnych sezonach, w trakcie czwartego. Dla mnie są jednoznaczne. Już w sezonie 2015/2016 frekwencja wzrosła o 10 procent. Teraz po 20. kolejkach tego sezonu znowu notujemy wzrost o 8 procent. Po co jest Ekstraklasa? Po to, aby zadowalać kibiców, a naszym partnerom biznesowym dawać dobrą stopę zwrotu. Mam wrażenie, że wzrost frekwencji właśnie to udowadnia. Marcin Stefański, Dyrektor Logistyki Rozgrywek w Ekstraklasie przedstawił dziennikarzom mnóstwo faktów – choćby jeden absolutnie niepodważalny: w ostatnich trzech latach frekwencja w Ekstraklasie w sumie wzrosła o 1,5 miliona ludzi, co dało Klubom 41 milionów złotych więcej z samych biletów! Teraz szykuje się rekord w historii ligi zawodowej w Polsce – szacujemy, że łącznie będzie blisko 2,8 miliona ludzi na 296 spotkaniach sezonu 2017/2018. Przed reformą ESA 37 frekwencja wynosiła poniżej 2 milionów. Co do rozmów z partnerami telewizyjnymi – ciągle pytamy, czy ta liczba meczów ich zadowala. I za każdym razem dostajemy pozytywną odpowiedź. Liga żyje  przez cały tydzień – przez dziewięć i pół do dziesięciu miesięcy w roku! Reforma  zdała egzamin.

Wiceprezes Ekstraklasy, Marcin Animucki na spotkaniu z dziennikarzami powiedział, że powrót do systemu 16 zespołów i klasycznej ligi oznaczałby „dewaluację, jeśli chodzi o prawa telewizyjne”. Byłoby 240 meczów. Już jednak wariant z 18 zespołami przebiłby ESA 37, jeśli chodzi o liczbę meczów. ESA 37 gwarantuje 296 spotkań, a wariant z „osiemnastką” oznacza 306 meczów.

W moim przekonaniu nie ma szans na powrót do wariantu ligi 16 zespołów i systemu mecz -rewanż. Przecież to byłby wyraźny regres w stosunku do atrakcyjności, jaką zapewnia ESA 37 – z podziałem punktów i rundą dodatkową. Naprawdę wyraźny regres! Co do 18 zespołów w lidze – byłaby to klasyka. Tylko powiększona. To też byłby regres w stosunku do obecnej formuły, która jest chwalona w Europie. Austria idzie naszą drogą. W sezonie 2018/2019 wprowadzi podobny wariant – też z podziałem punktów. Również Holandia pójdzie tą drogą. Już poszli Duńczycy. A Belgowie, którzy najszybciej zdecydowali się na reformę – bo osiem lat temu, świętują sukces. Ich liga jest lepsza pod względem marketingowym i sportowym. Znaleźli się na 9. miejscu w rankingu UEFA awansując z 15 - w sześć sezonów.

My jednak jesteśmy na miejscu 21. rankingu UEFA, po tym jak liga wychodzi z zapaści po korupcji i handelku piłkarzami...

I teraz najważniejszy cel, to podniesienie poziomu sportowego. Naprawdę przez najbliższe cztery lata musimy zrobić wszystko, aby liga znalazła się na minimum 17. miejscu w rankingu UEFA. To pozwoli nam później startować w walce o europejskie puchary. W tym momencie mistrz Polski – od lata 2018 roku – będzie miał do pokonania cztery rundy eliminacji Ligi Mistrzów. Zdobywca Pucharu Polski trzy rundy, a wicemistrz i 3. zespół w Ekstraklasie – cztery rundy. Nasza liga jeśli chodzi o dochody z prawa telewizyjnych otwiera drugą 10-tkę w Europie, czyli plasuje się wysoko. Jeśli chodzi o produkcję telewizyjną to jesteśmy w pierwszej piątce! Jako jedna z trzech lig mamy własną produkcję czyli spółkę Ekstraklasa Live Park, dzięki której mecze pokazywane są w telewizji i dziś wzbudzamy zainteresowanie innych, jeśli chodzi o ten aspekt.

Prawa telewizyjne – 11-12 miejsce, a sportowo 21... Latem zdarzają się takie katastrofy, jak Cracovii i Piastowi Gliwice, czyli odpadnięcie już z pierwszym rywalem w europejskiej rywalizacji. Rok temu Lech po tym, jak wystartował w walce o Ligę Mistrzów i ostatecznie znalazł się w Lidze Europy, to w lidze „zdechł”. Legia też ma problem z łączeniem rywalizacji w Europie z Ekstraklasą – tak było rok temu, tak jest i teraz.

Panie Redaktorze, bo my za dużo mówimy o systemie rozgrywek... Problem polskich drużyn w pucharach pojawi się bez względu na to, jaki system rozgrywek zastosujemy. Ile można mówić o systemie rozgrywek, a przy tym zapominając o budowaniu know-how w zakresie poziomu sportowego? Najlepsi Polacy będą wyjeżdżać na Zachód. To się nie zmieni – siła finansów silnych lig odegra zawsze kluczową rolę. Latem 2016 roku polskie kluby sprzedały piłkarzy za ponad 14 milionów euro, nie licząc bonusów, które są zapisane w umowach transferowych. Pytanie jednak, jak szybko znaleźć następców? To pytanie bierze się z przerażającej statystyki, podanej przez UEFA. Polska to 38,5 miliona mieszkańców – 351 tysięcy piłkarzy i zaledwie 10 tysięcy trenerów. Proszę się nie obawiać – nie będę porównywał nas do TOP 5. Weźmy inne przykłady. W Austrii jest 8,2 miliona mieszkańców – 305 tysięcy piłkarzy i 30 tysięcy trenerów. Szwecja liczy 9 miliona obywateli, a może się pochwalić 450 tysiącami zawodników i 30 tysiącami trenerów. Norwegia to zaledwie 4,6 miliona mieszkańców, ale aż 330 tysięcy piłkarzy i 26 tysięcy trenerów. A my ciągle rozmawiamy o systemie rozgrywek. Skoncentrujmy się na istotnych kwestiach, bo bez tego nie będzie awansu sportowego, którego potrzebuje cały polski futbol, a w szczególności Ekstraklasa.

Wniosek jest taki, że…

Że trzeba budować młodych zdolnych piłkarzy, wzmacniać infrastrukturę na przykład o balony, kształtować akademie, a w kwestii systemu rozgrywek zarząd Ekstraklasy – i klubom i zarządowi PZPN – rekomenduje kontynuację systemu ESA 37. Jestem przekonany, że ten system w najbliższych latach przyniesie korzyści w różnych aspektach. I - dla klubów to najważniejsze – będzie oznaczał przyrost finansów. Omawialiśmy tę kwestię na spotkaniu klubów w Gdańsku w grudniu. W takich projektach potrzebne jest myślenie długofalowe – potrzebna jest stabilizacja.

* * *


W kolejnych dniach wywiady o systemie rozgrywek z prezesem Lecha Poznań, Karolem Klimczakiem i prezesem PZPN, Zbigniewem Bońkiem.