W finale Polki uległy w Melbourne rozstawionym z "trójką" Kanadyjce Biance Vanessie Andreescu i Amerykance Carson Branstine 1:6, 6:7 (4-7).

- Myślę, że gdybyśmy zagrały na sto procent swoich możliwości, to zdobyłybyśmy tytuł. Ale to sport, gorsze dni się zdarzają. Z singla też nie jestem zadowolona. Wiem na co mnie stać, mogło być o wiele lepiej. To było dla mnie nowe doświadczenie, dobra lekcja. Mam nadzieję, że zaczyna się rok pełen sukcesów – dodała zawodniczka trenująca na co dzień w Dąbrowie Górniczej, ale reprezentująca formalnie klub BKT Advantage Bielsko-Biała.

Na półfinale gry podwójnej chłopców w Australii zatrzymał się Kacper Żuk, któremu partnerował reprezentant gospodarzy Alexei Popyrin. Cała trójka polskich juniorów zgłosiła się też do singla, ale wszyscy odpadli w pierwszej rundzie.

Chwalińska przyznała, że przyjemna jest świadomość, że zaszła w australijskim turnieju tak daleko.

- Ale przecież nie da się porównać tenisa juniorskiego z seniorskim. Do miejsca, w którym jest Agnieszka Radwańska wiedzie bardzo długa droga – zaznaczyła.

Dąbrowianka po raz pierwszy miała okazję zagrać w zawodach Wielkiego Szlema, w dodatku w Melbourne, którego odwiedzenie było jej marzeniem.

- Bardzo mi się podobało. Miasto jest piękne, przyjazne, czyste. Dwa razy wieczorem byliśmy nad oceanem, jednego dnia podczas wycieczki widziałem kangury. Nie pojechałam tam na zwiedzanie, tylko żeby grać – podsumowała trzytygodniowy pobyt zawodniczka.

Udział w zawodach pozwolił też podpatrzeć gwiazdy światowego tenisa.

- Miałam okazję zobaczyć z bliska swoich idoli. Widziałam trening Rogera Federera. To było takie przeżycie, że zaczęłam płakać. Podczas innych turniejów nie byłam nigdy tak blisko czołówki. Rafael Nadal był razem z nami na siłowni, przychodził do centrum juniorskiego, trenował obok na korcie – wspominała.

Chwalińska wróciła do domu w poniedziałek po południu, we wtorek rano musiała się zmierzyć ze szkolną rzeczywistością w trzeciej klasie gimnazjum.

- Wstałem o czwartej rano, wydawało się, że jestem wyspana i... po dwóch godzinach w szkole na lekcji matematyki zasnęłam. Jeszcze musi trochę potrwać, aż się przestawię – śmiała się Maja.

Dodała, że może liczyć na pomoc ze strony nauczycieli, którzy pozwalają jej zaliczać kartkówki i testy.

- Teraz się fajnie złożyło, by były ferie i tak dużo nie straciłam. Ale często muszę się mocno mobilizować, by nadrobić zaległości – wyjaśniła.

Po powrocie z Australii dostała od trenera kilka dni wolnego od treningów. Od soboty zacznie przygotowania do dwóch turniejów o puli 15 tys. dolarów w Wielkiej Brytanii i Francji.

- To przyjemne uczucie i duża satysfakcja, kiedy się widzi swoją podopieczną, wychowankę na takim turnieju. Ma wielkie możliwości, droga do zawodowego tenisa jest jeszcze daleka, ale idziemy w dobrym kierunku – stwierdził trener Mai Paweł Kałuża, który „wyłowił” ją podczas akcji „Talentiada Tenisowa” zorganizowanej w Dąbrowie Górniczej osiem lat temu.

Zaznaczył, że nie boi się, by jego podopiecznej sukcesy zawróciły w głowie.

- Jest mentalnie przygotowana do sportu wyczynowego. Dużo rozmawiamy - dodał.

Podkreślił, że Chwalińska ma w Dąbrowie Górniczej wspaniałe warunki do treningu.

- Mamy wsparcie ze strony miasta, Centrum Sportu i Rekreacji, pomaga bielski klub BKT Advantage – wyliczył.

Maja reprezentuje ten klub, bo w Dąbrowie istnieje tylko sekcja tenisowa, w której ćwiczy 30 dzieci w wieku 6–9 lat.

- Rozpierała mnie duma. Maja zawsze jest tak nastawiona, że jedzie po to, by wygrać. Kibicujemy przy każdej zagranej piłce, meczu. Cieszymy się z każdego zagrania. Sąsiedzi, znajomi nam gratulują. Zawodowy tenis to marzenie, cel córki. Chce wygrywać, my się staramy jej pomóc w realizacji tych marzeń, jak możemy. Co przyniesie przyszłość – zobaczymy – podsumował ojciec zawodniczki Tomasz Chwaliński.