Czego możemy się spodziewać po występach polskich kajakarzy w tym sezonie?

 

Tadeusz Wróblewski: To rok poolimpijski, który ma swoją specyfikę. Odpuszcza się niektórym zawodnikom, szuka się nowych metod, nowych rozwiązań organizacyjnych, które przeprowadzane później mogą być zbyt ryzykowne. I my te eksperymenty będziemy spokojnie robić. Wyniki na dużych imprezach nie powinny być gorsze niż w poprzednich latach.

 

Jakie eksperymenty ma pan na myśli?

 

Myślimy na przykład o treningu hipoksyjnym. Odbywa się on w wysokich górach albo w specjalnych salach. W Centralnym Ośrodku Sportu w Zakopanem mamy taką salę, gdzie trenują pływacy, lekkoatleci. Kajakarze jakoś się dotychczas wzbraniali, ale trzeba ich ośmielić. Nie dlatego, że byłem twórcą systemu hipoksyjnego w COS w latach 2009-10, ale ponieważ przynosi on efekty. W sali hipoksyjnej, posiadającej specjalne śluzy, drzwi i okna, panują warunki tlenowe jak na wysokości 3,5 tys. metrów. Warto spróbować. Taki trening podnosi wydolność zawodnika.

 

A jeśli chodzi o sprzęt? Czy jest tu pole na eksperymenty?

 

Chcielibyśmy, aby w resorcie sportu znalazły się środki na badania dotyczące opływu wody przez kadłub, co w kajaku ma ogromne znaczenie. Kiedyś Politechnika Gdańska takie badania robiła. Mam nadzieję, że ministerstwo życzliwie nas wesprze w tej kwestii. Ponadto w Instytucie Sportu jest dział techniczny, który pomaga nam w drobniejszych sprawach. Generalnie nie mamy problemu ze sprzętem i jesteśmy dobrze zaopatrzeni. Kupujemy sprzęt taki, jaki sobie zawodnik zażyczy.

 

W ogłoszonej przez PZKaj kadrze szkoleniowej nastąpiły zmiany. Trenerem kanadyjkarzy został Marek Ploch, który zdobywał już medale olimpijskie, ale z Chińczykami.

 

Pracował także z innymi reprezentacjami, był trenerem klubowym w Kanadzie. Aby go zatrudnić, musieliśmy przebić oferty federacji chińskiej i kanadyjskiej. On wybrał Polskę ze względów rodzinnych, a ponadto ma ambicję powtórzyć wynik z Pekinu, gdzie prowadził Chińczyków. Tym razem chce odnieść sukces z biało-czerwonymi. Ploch mieszka w Opolu i tam powstanie baza kanadyjkarzy, Odra w tym mieście płynie spokojnie. Asystentem Plocha będzie Krzysztof Bil, były kanadyjkarz, trener z Opola. Ploch jest zwolennikiem wręcz tytanicznej pracy na treningach, co zawodnicy zaakceptowali. Na pierwszym zgrupowaniu w Jakuszycach, gdzie biegali na nartach po 40 km dziennie i ciężko ćwiczyli na siłowni, nikt się nie wyłamał.

 

Kadrę kajakarzy poprowadzi Mariusz Słowiński.

 

Słowiński nie jest całkiem nowym człowiekiem. Przygotowywał do igrzysk w Londynie jednego zawodnika - sprintera Piotra Siemionowskiego. Nie był to udany start, ale uważam, że nie można mówić o porażce trenerskiej. W konkursie mieliśmy kilkanaście ofert, ale wybraliśmy Słowińskiego z trzech względów. On ma niewykorzystane możliwości jako trener kadry. Już zorganizował wokół siebie kilkunastu zawodników kadry młodzieżowej. To jest bardzo ważne. Nie tylko wyniki konkursu, dyplom, ale także to, jak sami zawodnicy odbierają trenera. Trzecia kwestia, to fakt, że Słowiński mieszka w Bydgoszczy. W oparciu o to miasto chcemy oprzeć bazę przygotowań. Mamy tam silny ośrodek, życzliwego prezesa Zawiszy Bydgoszcz Waldemara Keistra oraz prezydenta-kajakarza Rafała Bruskiego. Bydgoszcz jest i będzie mekką kajakarzy.

 

Nie zmienił się trener kadry kajakarek Tomasz Kryk. Jego zawodniczki Marta Walczykiewicz w jedynce oraz Beata Mikołajczyk i Karolina Naja w dwójce zdobyły w Rio de Janeiro medale olimpijskie, więc trudno było zmieniać takiego trenera.

 

Oczywiście, Kryk kontynuuje swoją pracę. Ma do pomocy trenera kadry młodzieżowej Macieja Junkę. Wspomaga ich doktor Andrzej Rakowski. Nasze medalistki olimpijskie teraz odpoczywają, ale już w marcu mają się stawić na zgrupowanie klimatyczne. Karolina Naja już trenuje na ergometrze kajakowym w COS w Wałczu.

 

Kadrą kanadyjkarek nadal będzie się opiekować Mariusz Szałkowski. Proszę powiedzieć o tej grupie zawodniczek. Konkurencje kanadyjkowe kobiet po raz pierwszy zostaną przeprowadzone na igrzyskach w Tokio.

 

Szałkowski jest trenerem z Nowego Dworu Mazowieckiego. I od razu chcę zaznaczyć olbrzymią przychylność władz tego miasta do kanadyjkarek. Chcemy tam stworzyć dla nich przytulisko, aby miały gdzie trenować, zwłaszcza jesienią. Grupa funkcjonuje już od trzech lat, około 15 zawodniczek – juniorek i seniorek. Są niezwykle zmotywowane, bo w Tokio będzie można zdobyć medale w C1 200 i C2 500. Kanadyjkarki to nasze najmłodsze dziecko, na które zawsze patrzymy z sympatią.

 

Nie powołano trenera kadry kajakarzy górskich.

 

Na razie nie ma trenera-koordynatora kadry. Prawdopodobnie wybierzemy go, gdy wyłoni się reprezentacja. Szkolenie oparliśmy na razie na trzech grupach: nowosądeckiej trenera Bogdana Okręglaka, krakowskiej „Kolna”, którą prowadzi Zbigniew Miązek i drugiej krakowskiej „Akademicy” trenera Janusza Żyłki-Żebrackiego. W kwietniu wszyscy spotkają się na dwóch sprawdzianach - w Polsce i w Liptowskim Mikulaszu. Wtedy wybierzemy reprezentację i zastanowimy się co z trenerem kadry. Tę koncepcję przyjęło środowisko. Sam byłem zdziwiony. Myślałem, że zakrzyczą ten pomysł.

 

Rozumiem, że te zmiany mają skutkować sukcesami na igrzyskach w Tokio w 2020 roku. Jaki cel, pana zdaniem, mają osiągnąć kajakarze w Japonii?

 

W Rio de Janeiro mieliśmy bardzo słabe wyniki kajakarzy i kanadyjkarzy, słabo wypadli kajakarze górscy. Trzy dziewczyny, zdobywając dwa medale, uratowały honor naszej dyscypliny. Pamiętam igrzyska w Sydney w 2000 roku. Tam były cztery medale i wywalczyły je wszystkie grupy szkoleniowe. Zakładam jako plan minimum na Tokio - finały we wszystkich konkurencjach, a w finałach wynik lepszy niż w Londynie i w Rio. Nie wiem, czy osiągniemy taki sukces jak w Sydney, ale dlaczego nie?