PAP: Ustanowiła pani we wtorek rekord globu na 2000 m. Po trzech dniach jest pani gotowa powtórzyć to samo na 1500 m?

Genzebe Dibaba: Jestem dobrze przygotowana. Treningi układały się po mojej myśli, więc dyspozycja pozwala w to wierzyć. Nie jest to pierwszy raz, gdy będę startowała kilka dni po rekordowym biegu; w przeszłości udawało się potwierdzać dyspozycję i osiągać najlepsze rezultaty w historii. To nie jest problem. Nie obiecuję jednak, że mi się uda, ale będę się starała.

Pani starsze siostry również były medalistkami olimpijskimi. Skąd w pani rodzinie takie predyspozycje do biegania? Rodzice też uprawiali lekkoatletykę?

Moi rodzice nie biegali. Siostry zaraziły mnie pasją do sportu. Razem trenowałyśmy od najmłodszych lat. Tak się to potoczyło. Podziwiałam ich sukcesy i również chciałam takie osiągać, ale jesteśmy rodziną i nie ma między nami rywalizacji.

Co innego mogłaby pani robić w Etiopii, gdyby nie była sportowcem?

Nie wiem, bo zaczęłam to robić, gdy byłam dzieckiem. Od tamtej pory nie zastanawiałam się nad inną drogą życiową. Nikt mnie jednak nie zmuszał do tego, żebym była sportowcem. Moja młodsza siostra Anna ma 20 lat i dopiero raczkuje w sporcie. Trenuje od roku, bo wcześniej chodziła do szkoły. Wystąpi także w Toruniu, ale na wysokim poziomie może być dopiero podczas igrzysk w Tokio. Tak myślę. Biega też mój brat. Jesteśmy wszyscy bardzo pracowici i trening stawiamy na pierwszym miejscu - to klucz do sukcesów.

Jest jakieś hobby, na które wystarcza pani czasu poza rywalizacją lekkoatletyczną?

Gdy mam przerwy w startach i treningach, to pływam. W ten sposób się relaksuję.

Pochodzi pani z kraju, w którym jest gorąco. Jak reaguje pani na polską zimę?

Nie jest to dobre miejsce do mieszkania dla sportowców, bo jest tutaj zimno. Pierwszy raz zobaczyłam śnieg nie w Polsce, a w Szwecji. Gdy startowałam wcześniej w Bydgoszczy, było lato.

Z czym kojarzy się pani nasz kraj po ostatnich wizytach?

W 2014 roku zdobyłam złoty medal halowych mistrzostw świata w Sopocie. Nie było wtedy rekordu, ale dobrze wspominam tę imprezę. Pamiętam o tym sukcesie. Znam też polskich lekkoatletów. Macie dwóch szybkich zawodników na 800 metrów – Adama Kszczota i Marcina Lewandowskiego. Widywałam ich na treningach w Afryce.

Może w pani rodzinie jest szczególna dieta, która zapewnia sukcesy? Co lubi pani najbardziej jeść?

Jem wszystko, jak normalny człowiek. W mojej diecie jest sporo ryżu i makaronu. Bardzo lubię też etiopski chleb, który nazywa się indżera i jest wypiekany ze zboża teff.

Wielu zawodników z Afryki decyduje się na reprezentowanie innych państw. Pani też to rozważała?

Moim marzeniem było reprezentowanie barw mojego kraju. Jestem z nim mocno związana. W naszym państwie jest jednak duża rywalizacja w biegach, dlatego część zawodników nie może się przebić i wybiera starty w innych barwach. Ja bym się na to nie zdecydowała. Nie miałam takich propozycji.

Ile butów ma w swojej szafie rekordzistka świata? Poza sportowymi ma pani również szpilki?

Trudno to policzyć. Sama nie wiem. Mam oczywiście buty na obcasie, które zakładam po sezonie. Mam też inne obuwie, jak każdy człowiek.

Lubi pani bale, na które można ubrać wspomniane szpilki? Może jest rodzaj muzyki, który szczególnie pani preferuje?

Lubię naszą, rdzenną muzykę. Chętnie jej słucham i się przy niej bawię. Słabo jednak tańczę.

Jak smakował pani tort urodzinowy, który otrzymała w Toruniu?

Jest słodki i bardzo smaczny. Chciałam go zabrać ze sobą do Etiopii i pokazać, ale by się rozpuścił. Zazwyczaj urodziny spędzam u siebie w Addis Abebie, dlatego była to dla mnie ogromna niespodzianka, że ktoś pamięta o nich w Polsce. Nie oczekiwałam tego i bardzo dziękuję.

Rozmawiał Tomasz Więcławski (PAP).