Niedzielne rozgrywki rozpoczęły się od starcia Schalke 04 i Fnatic Academy, w którym widać było, że ci pierwsi bardzo dobrze się do tego meczu przygotowali, a brak Kikisa po stronie FNA był bardzo dużą stratą dla zespołu. SELFIE i spółka najpierw rozegrali metodyczne i powolne spotkanie, podobnie do Misfits kilka dni wcześniej, w którym po około dwudziestu minutach rotacji po mapie i przygotowań wreszcie się aktywowali, a gdy już to zrobili, to zajęli się nexusem rywala 10 minut później. Za drugim razem było już zgoła inaczej i zawodnicy S04 od razu przeszli do ofensywy, której intensywność była tak duża, że po dwudziestu dwóch minutach prawie perfekcyjnej gry wrogowie się poddali.

 

Podczas kolejnej serii oba pojedynki były do siebie bliźniaczo podobne, a jedną z niewielu różnic była wygrywająca drużyna. Najpierw dobrym startem mogło pochwalić się Millenium, lecz nie trzeba było długo czekać na dobrą odpowiedź Polaków w barwach Team Kinguin. Później nadchodził okres walk drużynowych, podczas którego następowało względne wyrównanie starcia, a o ostatecznym zwycięzcy mógł zadecydować każdy najmniejszy błąd. W przypadku pierwszej batalii było to świetne zagranie Cassiopei Pretty'ego, który odciął uciekających oponentów, a w drugiej wyłapanie przez TK niczego niespodziewających się adwersarzy w górnej części rzeki. Na koniec przychodził czas na Barona lub dwa, które to zdecydowanie ułatwiały przedzieranie się przez struktury wroga, co w konsekwencji zapewniło tryumf najpierw MIL, potem naszym rodakom, tym samym kończąc serię remisem.

 

Pomimo faktu, że Paris Saint-Germain eSports znajduje się obecnie na samym dole tabeli, w obu pojedynkach przeciwko Misfits Academy mogło się popisać bardzo dobrym prowadzeniem i ruchami po mapie. W pierwszej jednak nie wywierali przy tym zbyt dużej presji na rywalach, co dało im szansę na wyrównanie strat i powrót, a przy coraz większej liczbie wygrywanych teamfightów i zdobywanych wzmocnień Nashora, koniec końców to MFA zdobyło laur zwycięzcy. Ostatnia gra tego dnia potoczyła się już w stu procentach po myśli PSG, a do kontroli mapy doszły jeszcze licznie zdobywane zabójstwa, które mocno podłamały morale przeciwników, przez co prawie perfekcyjna batalia dała francuskiej organizacji remis i cień szansy na play-offy.