To były niesamowite zmagania, podczas których biało-czerwoni kolejny raz w historii udowodnili swoją wielkość i to, że nie bez powodu ciągle nazywa się ich „Złotą piątką”. Kiedy światowa czołówka regularnie wprowadza kadrowe zmiany, Virtusi od ponad trzech lat nie zmienili niczego w swoim składzie. Otwarcie mówią o tym, że są jak sześcioosobowa rodzina. Stabilność, zaufanie względem siebie, wzajemny szacunek – wszystko to zaprocentowało w Las Vegas. Polakom nie udałoby się jednak pokonać zespołów pokroju fnatic, Astralis czy SK Gaming, gdyby polegali na samej grze zespołowej. VP może pochwalić się imponującymi indywidualnościami, czego najlepszym dowodem jest tytuł MVP przyznany tuż po zakończeniu rozgrywek Januszowi ‘Snaxowi’ Pogorzelskiemu.

 

 

 

 

„Dzik” znad Wisły dobrze rozpoczął turniej, już w inauguracyjnym meczu z Misfits notując rating 1.31. Najlepiej radził sobie na ostatniej mapie półfinałowego pojedynku z Astralis (1.66), a także na drugiej planszy rozgrywanej przeciwko Brazylijczykom w wielkim finale (1.61). O jego wielkości niech poświadczy akcja z ostatniego de_train, gdy świetnie wykorzystanym granatem zapalającym uratował swoją drużynę porażką, czy sposób, w jaki na de_cobblestone zatrzymał nacierających na BS-a graczy SK.